Zupa błyskawiczna Q: “Źli hejterzy”

 Jakiś czas temu wpadłem na pomysł pisania krótkich podsumowań co ciekawszych fragmentów książek. Rozumiecie, takie notki specjalne z zaskoczenia, bo więcej notek równa się więcej lajków na fejsbuku, więcej lajków równa się więcej sławy i tylko czekać, aż mnie zaproszą do komisji Zajdla i będę mógł powiedzieć tam, że Ziemiański jest gupi…

Ach, rozmarzyłem się.




Pamiętacie może Katarzynę Michalak? Autorkę “Mistrza”, gdzie na główną bohaterkę wyskakują złowróżbne członki, a zła mafia została potraktowana imperatywem harlekinowym? Pamiętacie wzmiankę, że po tej recenzji (a także przeczytaniu złych opinii na jednym forum) autorka dostała kociokwiku i wyprodukowała elaborat na temat hejterów, którzy z powodu zazdrości i braku talentu na nią naskakują? Notka zniknęła z bloga, ale Internet pamięta.

Myślicie, że to koniec tematu hejterów? A gdzie tam! Zapraszam do przeczytania mojego cameo (a także innych złych nienawidzicieli) w najnowszej książce Katarzyny Michalak!

– Zobacz, jaka zaraz będzie heca – zachichotała. – Mam taką przyjaciółkę w gimnazjum, Anka ma na imię, tak jak ty, i jest domorosłą poetką. Wygrywa wszystkie konkursy, bo podobno rzeczywiście ma talent, jest pupilką nauczycielki od polskiego i w ogóle gwiazda z niej, że hej. A przy tym wrażliwa taka, że zaraz płacze. No i moją przyjaciółką została, bo fajnie jest przyjaźnić się z kimś choć trochę znanym. – Lena mówiła to trochę do Ani, trochę do siebie, cały czas przeglądając Internet. – Zaraz jej dokopiemy.
– Dokopiemy? – Ania uniosła brwi. Tak jak dotąd słuchała Leny z zainteresowaniem, tak teraz się zaniepokoiła. – Twojej przyjaciółce? Ale za co?! Co ci zrobiła?!
– Za nico. Za to, że jest poetką i publikuje swoje wypociny w sieci. – Lena zbyła dziewczynkę. – O, jest. Jej blog. Napisała nowy wiersz. Jakiś długi, kto by to czytał. Napiszemy komentarz… „Droga pseudopoetko, zajmij ty się lepiej czymś pożytecznym, bo tylko czas marnujesz, swój i mój. Twój nowy wiersz nie nadaje się do niczego, to czysta grafomania, pseudopoetycki bełkot. Tylko wytapetować nim ściany w kiblu”…
Lena uśmiechnęła się z satysfakcją
– Chcesz coś dodać? – zapytała Ani.
Ania czytała bezgłośnie napisane przed chwilą słowa. Pokręciła głową z niedowierzaniem, co Lena uznała za zaprzeczenie, więc – klik! – nacisnęła klawisz myszki i… komentarz pojawił się pod wierszem. Podpisany „Poeta Nick.
– Zrobiłaś to! – Ania aż uniosła się do pozycji siedzącej. – To jakiś kawał? Będziecie się zaraz z tego kawału śmiać?
– To nie kawał, ale kawał dobrej hejterskiej roboty. Wiesz, co to hejterka, no nie?
Dziewczynka zaprzeczyła.
– To zaraz będziesz wiedziała. Ona prawie nie opuszcza pokoju, bo jest niepełnosprawna, oprócz tego, że jest poetką. Ma porażenie mózgowe. O, patrz, już dzwoni! – Lena uśmiechnęła się szeroko, widząc migającą w dole ekranu ikonkę Skype’a i słysząc dźwięk połączenia. – Przesuń się tak, żeby cię kamera nie obejmowała, słuchaj i ucz się! – syknęła do Ani, szturchając dziewczynkę w bok.
Ania posłusznie odsunęła się nieco, nadal jednak widząc ekran. To, co robiła Lenka, przerażało ją i ciekawiło zarazem. Nagle na ekranie pojawiła się twarz dziewczyny w wieku Lenki. Twarz wykrzywiona płaczem i mokra od łez, ocieranych nieustannie rękawem rozciągniętej bluzy od dresu. Lena wzięła głęboki oddech i napomniała szeptem swą znieruchomiałą towarzyszkę:
– Ani mi tu drgnij i milcz, nawet głośno nie oddychaj! – Po czym przybrała smutnawy wyraz twarzy, z której złośliwość znikła jak zdmuchnięta, i odebrała połączenie. Twarz niepełnosprawnej dziewczyny rozjaśnił na moment uśmiech, ale łzy nie przestały płynąć z jej jasnych oczu.
– Leeenka, jak dooobrze, że jeeesteś! – zaczęła nieco jękliwym tonem, przeciągając samogłoski. – Znów to zrobił! Czytałaś?
– Co zrobił? Kto zrobił? – zapytała niewinnie Lena.– On, ten… ten Poeta Nick. Skomentował mój nowy wiersz tak jak to on: podle, bez serca. Po prostu wylał na mnie kubeł pomyj…
Ania zesztywniała z niedowierzania i rosnącej odrazy. Wreszcie zrozumiała, co Lena zrobiła i… ta prawda z trudem torowała sobie drogę do jej umysłu. Leżała jednak nadal na brzuchu i nie śmiała głośniej odetchnąć.
– Och, Anka, olej go! Przecież to zwykły hejter! Nie ma facet pojęcia o poezji, nie zna się na twoich wierszach, sam pewno popełnia jakiś bełkot, a że ty osiągasz sukcesy, a ten żałosny pętak pewnie nie, to po tobie jeździ z zawiści. Mówiłam ci tyle razy: nie przejmuj się hejterami! Zawsze trafi się jakaś gnida, a ty potem ryczysz. Zablokuj komentarze czy coś, ale…
– Mam znajomych, którzy lubią moje wiersze. Chcę, by mogli je komentować!
– To nie czytaj takich pierdół, tylko od razu kasuj.
– Ale tak się nie da! Zawsze najpierw przeczytam, a potem… – Dziewczyna na ekranie laptopa znów zaczęła łkać.
Ania pociągnęła Lenkę za rękaw, najpierw delikatnie, potem mocniej. Nie mogła patrzeć na rozpacz i ból tamtej poetki. A już podłości Lenki, która najpierw to cierpienie spowodowała, a potem pocieszała swoją przyjaciółkę – przyjaciółkę? – nie mogła znieść ani sekundy dłużej. Lenka obejrzała się za siebie i powiedziała szybko do przyjaciółki:
– Wołają mnie, muszę spadać. A ty się nie przejmuj. Wiersz jest śliczny, mnie poruszył. Może będę wieczorem, pa! 

Nim Anka odpowiedziała, Lena kliknęła w ikonkę czerwonej słuchaweczki i ekran zgasł. 
– No i jak? – zwróciła się do pobladłej Ani. – Genialne, co? Nim Ania powie jej, co myśli o takiej podłości, musi… zrozumieć. Tak, zrozumieć, co Leną powoduje, że tak krzywdzi swoją przyjaciółkę. I zapytała o to Lenę, na co ta się skrzywiła. – Oj tam, oj tam, zaraz krzywdzi! W hejterkę się bawię po prostu.
– Ale dlaczego? Przez ciebie ta Anka płakała! Wysłałaś ten okropny komentarz, a potem ją pocieszałaś! To… to…
– To jest cool – wpadła jej w słowo Lena. – Śmieszne, rozumiesz? Taki żarcik. My wiemy, że to ja napisałam, Anka tego nie wie, i my ją pocieszamy, wiedząc, że my wiemy, a ona nie. Hejterka. Po prostu. Fajna zabawa.
– To nie jest zabawa! Ona płakała naprawdę! Jeśli ktoś dobrze się bawił, to ty i tylko ty! – Ania zeskoczyła na podłogę. Lena skwitowała jej wybuch lekceważącym skrzywieniem ust.
– Gdy moja mama cierpiała – zaczęła Ania niskim, nieswoim głosem – chciałam oddać wszystko, żeby wziąć jej ból na siebie. Rozumiesz? By nie patrzeć, jak zwija się z bólu, jak wali głową w ścianę, jak gryzie ręce. Żeby nie słyszeć, jak najpierw krzyczy, a potem już tylko jęczy, błagając o śmierć. I ja, gdybym mogła, wolałabym sama cierpieć, niż przy tym być. A ty… ty… nic się nie zmieniłaś, choć wujek mówi, że owszem. Jesteś wredna i podła i ja nie chcę cię znać. Wybiegła, trzasnąwszy drzwiami.
– Mazgaj i miernota intelektualna – prychnęła Lena, nieco zaniepokojona. – Nie zna się na tym, co dziś jest trendy…
Niepokoiło ją nie to, że Ania nie chce jej znać, ale że może donieść wujkowi o tej hecy. Co też ją podkusiło, by się przed Anią-sranią popisywać?! I teraz ze wspólnych konnych wypadów nici. Wujek Ned ją ukarze, bo pewnie jego ukochana córcia ma rację, ten hejterski numer wygląda na podłe zagranie, gdy tak spojrzeć z boku, ale z drugiej strony – jeśli ktoś publikuje swoje wypociny w sieci, musi się liczyć z atakami hejterów. Takie jest niepisane prawo netu! Chcesz zaistnieć, to cierp! Mimo tych tłumaczeń czuła się coraz bardziej nieswojo…


Od czego tu zacząć…
Może tak – droga Leno, Disney by cię ze swoich bajek wykopał za bycie nie tyle płaskim złym bohaterem, co bohaterem całkiem wklęsłym. Przypominasz trochę te postacie z kreskówek, które zwykle śpiewają, jacy są źli i jak im z tym dobrze, ale ty fałszujesz przy tym tak okrutnie, że mogłabyś angaż w charakterze broni akustycznej. Naprawdę, gdybyś się zanosiła wiedźmim śmiechem, miała haczykowaty nos i siedziała na tronie zbudowanym z porwanych książek biednej Katarzyny Michalak, nie byłabyś bardziej przerysowana, albowiem bardziej się po prostu nie da, istnieje jakaś ostateczna granica w byciu najbardziej niewiarygodnym bohaterem świata. I może to walnięcie z rozpędu w tę granicę rozpłaszczyło cię do takiego stopnia, naprawdę, nie wnikam.

Droga Anko z porażeniem mózgowym. Przyda ci się psycholog. Stop. Przyda ci się cały sztab psychologów, pedagogów, psychiatrów i basen wypełniony meliską. Bo, tak jakby, jeśli ktoś reaguje histerią na złego komcia, to następnym krokiem jest samobójstwo z powodu tego, że koleżance nie podobały się twoje nowe trampki. Serio, weź się za siebie. I tutaj twoje porażenie nie ma nic do rzeczy, zresztą wszyscy wiemy, że istnieje ono tylko dlatego, żeby wywołać współczucie niskim kosztem, a prócz tego nie wywołuje żadnych innych objawów, null, nie istnieje.

Aha – i ten kolor sukienki ci nie pasuje.

/Anka rzuca się z mostu do Wisły, jednak, jako że jest dobrą bohaterką, przeżywa i ma traumę do końca swoich dni/

Droga Anko Dobra Samarytanko – porównywanie wielkiego bólu koleżanki, która dostała złego komcia z prawdziwym cierpieniem swojej matki sprawia głównie, że miałbym pewne obawy przed pozostaniem z tobą w jednym pomieszczeniu. A nuż uznasz, że nadepnięcie człowiekowi na stopę i wypatroszenie go za pomocą młota pneumatycznego to czynności całkiem równorzędne.

Co ja mam do powiedzenia o tym fragmencie? Cóż, napiszę to w swojej książce, jeśli jakąś wydam. Bo w końcu to takie cool. I trendy.

A na koniec gif, obrazujący moją reakcję po przeczytaniu tego fragmentu.


I pieśń prawdziwego złego hejtera:



A teraz bywajcie, idę heeeeeeeeeeeejtować <3

(Visited 155 times, 1 visits today)