Wszystko, co złe w “Hannibalu”, w pięciu punktach

Za jakiś tydzień wychodzi trzeci sezon Hannibala, serialu wcale nie bardzo luźno opartego na thrillerach psychologicznych Thomasa Harrisa, traktujących o prawdopodobnie najsłynniejszym nieistniejącym kanibalu. W związku z czym ostatnio odświeżyłam sobie poprzednie dwa sezony, po czym siadłam w kącie, zapłakałam, wróciłam do komputera i oto właśnie piszę notkę.

Ałć, mruczą czytelnicy. Brzmi, jakby to była co najmniej transmisja na żywo z obrad Sejmu, a nie zwykły serial…

Ano, bo to nie jest zwykły serial. To serial, który miał predyspozycje, aby być bardzo dobry, który był niezły przez kawałek pierwszego sezonu, po czym pokazał mi umazanego czerwoną farbą fucka i poszedł w kierunku, w którym nie powinno się nie tylko iść, ale nawet w jego stronę patrzeć. Innymi słowy, zepsuł się po całej linii, więc jak pierwszy sezon oglądałam z zainteresowaniem, to drugi już tylko z mikserem.
(człowiek, krew i przybory kuchenne. pasuje jak ulał.)
Nie przedłużajmy jednak – oto lista rzeczy, które Hannibal zrobił źle.
1. Exploitation show udający, że wcale nim nie jest (za pomocą wyjątkowo złej symboliki)
Jeśli ktoś nie wie, czym jest exploitation movie, już tłumaczę – jest to rodzaj nurtu, głównie w kinie klasy B, eksploatujący tematy uznawane za prymitywne lub wulgarne, dla samego pokazywania tegoż zjawiska. Innymi słowy, najczęściej ukazywanie przemocy dla przemocy, na zasadzie “im bardziej zwyrolsko to wygląda, tym lepiej”. Takie filmy mają człowieka, w zależności od preferencji, albo podjarać, albo zaszokować. 
Hannibal robi dokładnie to samo, tylko niezbyt udanie krygując się, że fcale nie, my fcale nie pokazujemy jengi zrobionej z trupów tylko dlatego, żeby przyciągnąć widzów rozbuchaną przemocą. Skąd w ogóle to Wam przyszło na myśl? 
W praktycznie każdym odcinku serialu mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo kreatywnym wykorzystaniem ludzkich ciał (przy których samo robienie z nich obiadu jest dość prozaiczne), przy czym każdy, absolutnie każdy morderca robi to z powodu psychologiczno-symbolicznego pierdololo. Robienie kolażu z nieboszczyków jest w tym serialu aktem poszukiwania samego siebie i wyrażanie tego za pomocą odniesienia do teatru kabuki, nauk Kanta i mimośrody poprzecznej. Co doprowadza nas do punktu drugiego…
2. Psychologiczno-symboliczne pierdololo
Punkt drugi jest o tyle podchwytliwy, że od czasu drugiego sezonu postacie w Hannibalu przestały posiadać coś takiego jak psychika. A i tak przedtem najwyraźniej była ona na kartki.
Serial ma w sobie mnóstwo symboliki i niemalże cała jest wyjątkowo, wyjątkowo głupia. 
Pic or didn’t happend, irytują się czytelnicy.
Sami chcieliście. Trzymajcie Jezusa Lectera.
(Jezus Lecter umarł za wasze nerki. Czy jakoś tak.)
Pytacie się, po cóż była ta ewidentna symbolika biblijna? Otóż – nie mam zielonego pojęcia. Ludzie oburzają się na jezusowanie Supermana w Man of Steel, ale – hej, tam to miało chociaż trochę sensu! Tutaj mamy… eee… Hannibala Lectera ustylizowanego na Chrystusa. Czemu? Jaki to ma sens? Twórcy? Czytelnicy? Ktokolwiek?
I żeby nie było – to nie jakiś przypadek. Połowa serialu to właśnie mętna symbolika, najczęściej w odniesieniu do przemocy i psychologii. A o symbolice i psychologii tam pierdoli każdy. I ach, jak pierdolą! Dialogi z tego serialu powinni umieścić w Sèvres jako przykład słownego pierdolenia. Każdy, od dziesięcioletniego dzieciaka po samego Lectera musi wykorzystać swój czas antenowy, aby zaserwować widzom odpowiednią dawkę pierdolenia. 
Z drugiej strony prócz mętnej symboliki mamy też symbolikę subtelną niczym napalm o poranku. Na przykład Willowi Grahamowi Hannibal się zwiduje tak:
Jakbyście się nie skapnęli, że Hanni jest zły i żre ludzi, ta postać będzie się pojawiać w każdym odcinku. 
3. Tańczcie, moje kukiełki! – czyli brak psychiki i logiki
Proszę państwa, oto Will Graham.
(ale jestem milutki, nie?)
Will pomaga w FBI w łapaniu zbyt kreatywnych studentów ASP z pociągiem do zwlok seryjnych morderców. Ma w tym FBI znajomych, kobietę, która mu się podoba, takie tam. Od jakiegoś czasu Willowi odbija. Tak totalnie, jak psychotykowi – ma omamy, słyszy głosy, nie panuje nad sobą. Raz udało mu się zanieczyścić miejsce zbrodni za pomocą siadu okrakiem na trupie, ponieważ wydawało mu się, że jest zabójcą. 
Wśród znajomych Willa jest co najmniej jedna psychiatryczka, która wie o jego problemach. Co się dzieje dalej:
a. Jego psychiatra – nazwiskiem Lecter – dostaje ochrzan stulecia i kopa w dupę, a Will kompleksowe badania u kogoś kompetentnego oraz urlop zdrowotny;
b. wszyscy ignorują sytuację, ponieważ fabuła serialu wymaga, aby Will łaził do trupów i się męczył?
Sytuacja druga.
Nasz Will zostaje wrobiony przez sympatycznego pana Lectera w szereg zbrodni. Znajdują w jego żołądku ucho zaginionej dziewczyny, a w domu – fanty z różnych poprzednich truposzy. Will trafia do więzienia. Jako że już zorientował się, że z Lectera jest niezły chujek, próbuje go ukatrupić za pomocą poznanego w kiciu zwyrola. Nie udaje się, ale Lecter uznaje, że jednak lol, nope, wypuszczajcie Willa, potrzebny mi jest do robienia fabuły. Zarzuty o większość truposzy udaje się oddalić. O ucho nie. Co się dzieje dalej?
a. Will dostaje 25 lat za zlecenie morderstwa;
b. Will dostaje 25 lat za zlecenie morderstwa, a sprawa zaginionej nastolatki prowadzona jest w trybie pilnym;
c. wypuszczają Willa, a on wraca do domu wypełnionego pieskami i tęczą, i nikt nigdy nie ma do niego o nic pretensji?
Innymi słowy, fabuła kupy się zazwyczaj nie trzyma, bohaterowie zachowują się tak, jak akurat scenariuszowi wygodnie. Oczywiście, trudno w takiej sytuacji mówić o tym, że posiadają jakąkolwiek psychikę, bo gdyby przyjąć założenie, okazałoby się, że w tym serialu wszyscy są debilami bez empatii i serio chyba lepiej, aby ich Hannibal pozeżerał.
4. Relacja Hannibal-Will
Postawmy sprawę jasno: Hannibal jest serialem, który ma stosunkowo niską oglądalność, ale za to mnóstwo fanek na tumblrku, skłonnych wymyślać milion powodów, dla których Hannibal z Willem powinni być razem. Twórcy to wiedzą, twórcy z tego korzystają.
Tylko, że to nie ma najmniejszego sensu.
Nie zrozumcie mnie źle. W chwili, gdy Will jeszcze nie wiedział, że to, co daje mu Lecter to jednak nie był kurczak, ich relacja była dość ciekawa. Kłopot zaczął się później, bo co dobre, to minęło, a są rzeczy, których się nie wybacza nawet przyjaciołom, a bycie seryjnym mordercą-kanibalem to jedna z nich. W pewnym momencie Will więc, całkiem sensownie, Hannibala absolutnie nienawidzi.
Twórcom jednak widocznie zamarzył się chociaż częściowy powrót do sytuacji z sezonu pierwszego, więc nagle mamy relację pomiędzy bohaterami, która nie ma najmniejszego sensu. Hannibal z jakiegoś przedziwnego powodu uważa, że skoro Will mu powiedział na psychoterapii, że zabicie jednego psychopatycznego killera przyniosło mu satysfakcję oraz kiedy miał zapalenie mózgu, to nad sobą nie panował, to teraz… eee… zostaną z Willem najlepszymi psiapsiółami-killerami. 
Perfect makes sense. I to nic, że nawet gdyby Will masturbował się po nocach do Piły, najprawdopodobniej typ, którego już raz chciał zabić, byłby raczej pierwszym kandydatem do rozsmarowania po okolicznych krzakach. Nie, Hannibal wierzy, że Will w głębi swego kokorcia tylko czeka, aby razem z jadać romantyczne kolacje z ludzi.
I okazuje się, że lol, może jednak nie, Hanni rozbebesza Willa. I kilku jego znajomych. Zgadnijcie, co showrunner Hannibala mówi o ich następnym spotkaniu w trzecim sezonie.

Ponowne spotkanie Hannibala i Willa będzie słodko-gorzkie. “Scena, w której znów się spotkają i będą mieli okazję porozmawiać jest zaskakująca wzruszająca” – zapewnił Fuller.

Już widzę to wzruszenie:

“Hej, jestem seryjnym mordercą-kanibalem, który zrobił ci z mózgu papkę, nakarmił ludziną, wsadził do paki, próbował zwalić na ciebie wszystkie swoje morderstwa, zarżnął nastolatkę, którą chciałeś się opiekować, twojego szefa i kobietę, w której się kochałeś, a na końcu wypruł ci flaki. PÓJDŹ W ME RAMIONA!”
5. Jestem mutantem, czyli śledztwo jest dla noobów
Wiecie, jak przebiega typowe śledztwo w serialu kryminalnym łamane przez thrillerze. Przyjeżdżają ludzie, zbierają dowody, rozmawiają ze świadkami, zbierają więcej dowodów, idą do labu, potem więcej dowodów…
Śledztwo w Hannibalu wygląda tak.
Przychodzi Will Graham. Złote wahadełko obwieszcza, że oto Will będzie miał genialną wizję. Will odtwarza całe morderstwo, po czym wie już, że wiszące na choince girlandy flaków są tak naprawdę manifestacją poglądów politycznych jednookiego mańkuta, miłośnika futbolu. Czasami dołącza się do niego Hannibal, który po powąchaniu leżącego godzinami w wodzie, pokrytego silikonem trupa wie, że ten człowiek stał trzy dni, osiemnaście godzin i dwadzieścia dwie minuty temu na polu kukurydzy, oczywiście, z uwzględnieniem odpowiedniej szerokości geograficznej i dokładnością do trzydziestu centymetrów. Czasami także inny bohater wie, np. że jeśli epizodyczny bohater podczas przesłuchania nie paczy ci w oczy, to na bank jest seryjnych killerem i trza go złapać.
Oczywiście, zawsze mają rację. Co oni robią z tym Baltimore? Do Avengersów ich, tam zbierają takich ludzi!
*
Jak pisałam, za tydzień rusza trzeci sezon. Będę oglądać i komentować z kilku powodów. Po pierwsze – znany wam już psychiczny masochizm. Po drugie – Gillian Anderson jako Bedelia Du Maurier (psychiatra Lectera – w tym serialu to najbardziej popularny zawód) oraz Raul Esparza jako Frederick Chilton (znowu psychiatra) dają radę. Po trzecie – serial przez większość czasu jest po prostu wyjątkowo ładny wizualnie, i to nawet nie tylko wtedy, gdy twórcy uznają, że czas na Willa w bieliźnie.
Mam zaproszenie na przedpremierę pierwszego odcinka, dzisiaj, o siedemnastej. Jeśli na nią pójdę – a to wcale nie jest pewne, jako że jest właśnie prawie dziewiąta, a ja nie spałam całą noc – spodziewajcie się notki z wrażeń. Jeśli nie, regularna premiera jest za tydzień.
Chociaż w sumie – jeśli nie pójdę, będzie mi żal. Podobno ma być jedzenie za darmo 🙂
(Visited 103 times, 1 visits today)