Piwniczna recenzja: Exitus Letalis: tom I, Kattlett

Za jakie grzechy…
Mniej więcej co miesiąc ktoś pisze do mnie z prośbą w stylu: “Q, weź zrecenzuj Exitus Letalis, to złe jest”. A ja na to: “W życiu o tym nie słyszałam”. I mija kolejny miesiąc i znowu: “Q, Exitus Letalis…”, więc w końcu powiedziałam: “Lol, dobra”.
Znaczy, nie do końca tak było, ale rozumiecie tok myślenia.
Zacznijmy więc od początku.


Exitus Letalis jest komiksem tworzonym przez artystkę o pseudonimie Kattlett i wydawanym przez Kotori… i w sumie mogłabym na tym zakończyć, bo wiecie… to Kotori. Udawajmy jednak, że nic nie wiemy o tym wydawnictwie
(jeśli istnieją jeszcze ludzie, którzy FAKTYCZNIE nic o nim nie wiedzą, to serio, róbcie wszystko, aby tak zostało)
i przyjrzyjmy się samemu dziełku.
Na początek, tradycyjnie, anegdota.
W życiu każdego człowieka przychodzi pewien moment, usytuowany najczęściej w okolicach końca gimnazjum. Nie chodzi mi o coś tak prozaicznego jak bierzmowanie, pierwszy raz czy pierwsze sto przeczytanych yaoiców, ale o poważną zmianę w myśleniu. A mianowicie, mniej więcej w tym okresie człowiek orientuje się, że niektóre rzeczy, uważane przez niego w gimbazie za śmieszne, wcale takie nie są.
Na przykład to, że pani od przyry powie na lekcji “penis”.
Albo fakt, że koleżanka ma w torebce podpaski.
Lub filmy Adama Sandlera.
Niektórym zmiana w postrzeganiu rzeczywistości przychodzi naturalnie. Inni dowiadują się, że coś jest nie tak, gdy nagle zachichoczą na biologii w liceum i w klasie nastanie taka krępująca cisza…
Exitus Letalis to takie pół godziny krępującej ciszy.
Fabuła wygląda następująco: Eva Monroe, która jest osiemnastoletnią genialną psycholog z narkolepsją dostaje polecenie od hipertajnej organizacji. Jej zadaniem jest rozwikłanie zagadki nieśmiertelności gromady weteranów drugiej wojny. Wyżej wymienieni to gromada wyglądających jak typowe mangowe bishe gówniaków z szeregiem chorób wybranych na zasadzie losowego strzelania rzutkami w podręcznik do psychiatrii. Przez bite sto stron komiksu nasza genialna psycholog zajmuje się interakcjami z naszymi gówniakami, czytelnik zajmuje się fejspalmowaniem, gówniaki zajmują się byciem żenującymi, po czym komiks się kończy. Na ostatnich stronach nasza genialna psycholog wpada na pomysł przeczytania akt medycznych naszej drużyny marzeń, co utwierdza czytelnika w przekonaniu, że zatrudnienie na jej miejsce chomika miałoby więcej sensu, bo gryzoń przynajmniej mniej żre…


exitus.png


Jeśli brzmi to dla Was koszmarnie głupio, nie regulujcie odbiorników.

Zacznijmy od największego problemu naszego komiksu, a mianowicie bohaterów. Mają oni cechy dobrane na zasadzie “brzmi fajnie i mrocznie, walne se do komiksa”. Protagonistka choruje na narkolepsję, co nie przeszkadza jej skończyć studiów w wieku osiemnastu lat. Nie przeszkadza jej kierować samochodem. Jestem pewna, że gdyby starała się o fuchę kierowcy rajdowego, fakt, że może stracić świadomość popitalając trzysta mil na godzinę po torze, także nie stanowiłby problemu. Mamy też nasze gówniaki, tj. szanownych weteranów. Jeden podobno jest seksoholikiem. Jeśli ktoś widział słynny film traktujący o tej chorobie (ten z gołym Michaelem Fassbenderem)…

michael_fassbender_1.jpg

(chwila przerwy na reklamę – obejrzyjcie Wstyd)


…wie mniej więcej, na czym to polega. Otóż w Exitus Letalis polega to na zachowywaniu się jak dwunastolatek, który właśnie zobaczył pierwsze porno (u kolegi Zdzisia, bo w domu ma blokadę rodzicielską). W sumie nasz seksoholik nie wydaje się osobą, która kiedykolwiek seks uprawiała. Mamy sadystę, rzucającego tekstami tego samego gimnazjalisty, który tym razem dorwał się do Piły 3D, kiedy rodzice akurat byli w kościele. Znowu, żadnego innego potwierdzenia rzeczonego sadyzmu. Mamy schizofrenika i…
Stop. Teraz na poważnie. Moja ciotka choruje na schizofrenię. To poważna choroba. Psychotyczna. Wymaga kontroli lekarza. W komiksie schizofrenia charakteryzuje się… wiecie co? W sumie to chyba niczym. Znaczy, zakładając, że upośledzenie umysłowe nie wchodzi w spektrum choroby.
Mamy geja, który jest gejem. Rozumiecie to? Jest GEJEM. Klub Gejów w Exitus Letalis ma chyba trzy zasady:
  1. Zawsze mów o Klubie Gejów
  2. Zawsze mów o Klubie Gejów
  3. Zawsze, kurwa, mów o Klubie Gejów

Nasz bohater więc jest gejem. Robi gejowe rzeczy. Zajmuje się fotografowaniem gołych męskich zadków i…

11073055_1559411530950377_1378905242549489346_n.jpg

(Tak, nie żartowałam z tą krępującą ciszą)


…no, robi takie rzeczy. Ale nie uważajcie, to jakiś wyjątek, bo jego heterokoledzy zachowują się podobnie w stosunku do Evy. Jeśli macie skojarzenia z gromadą pawianów na wybiegu, którym po miesiącach ktoś podrzucił samicę, to proszę, nie obrażajcie pawianów.
Powtórzę jeszcze raz.
Niektóre rzeczy NIE są śmieszne.
Nie są śmieszne na trzeźwo. Nie są śmieszne po alkoholu, po zbombieniu się jak Drezno za pomocą dwumetrowego bonga i dodatkowo napompowaniu gazem rozweselającym. Gdyby ktoś mi odpowiedział najlepszy żart świata i chwilę później pokazał dowolny kard z Exitus Letalis, nie zaśmiałabym się.
A, niestety, jest tego więcej.


11866308_1596037237287806_1148741888791663137_n.jpg
(predyspozycje bohaterki do bycia psychologiem – rycina poglądowa)


Mniej więcej co stronę mamy teksty tego typu, odnoszące się głównie do seksu, genitaliów i okolicy. Nie mówię, że żarty genitalne nie mogą być śmieszne. ADIC Johnsson (Limitless) był całkiem zabawny, znalazłabym jeszcze pewnie kilka przykładów. Ale samo to, że bohaterowie są niezdolni do jakichkolwiek funkcji poza macaniem się nawzajem śmieszne nie jest.
Wróćmy jednak do fabuły.
Ale na krótko. Fabuły ten komiks nie ma.
Okej, to na tyle, więc wiecie…
Co? Za mało? No dobra. Eva przyjeżdża do gówniaków. Dzieją się żenujące rzeczy. Zły ksiunc porywa Evę i ryje jej nożem na ciele mroczne słowa, aby potem bohaterka wyglądała bardziej cool. Nic z tego nie wynika. Dzieją się żenujące rzeczy. Koniec.
W kwestiach technicznych komiks nie wypada źle. Jak na “polską mangę” trzyma wysoki poziom pod względem rysunków – nie są one jakieś cudowne, proporcje bohaterów szaleją, sporo teł to ewidentnie zdjęcia przepuszczone przez Photoshopa, ale trudno mi czepiać się po tym, jak recenzowałam Sitriel.
Exitus Letalis jest, jak głosi obwoluta, mangą przeznaczoną dla dorosłych czytelników. To chyba największe nieporozumienie tego dzieła. To pozycja wyjątkowo infantylna, przepełniona gimnazjalnym humorem, brakiem wyczucia w opowiadaniu o seksie, o chorobach, o zbrodniach. Wszystko jest płytkie jak kałuża – fabuła, postacie, elementy z założenia mroczne i wywołujące strach żenują jeszcze bardziej niż elementy komiczne. Wszystkie postacie używają tego samego, inspirowanego odzywkami rodem z podstawówki języka.
Komiksu należy unikać za wszelką cenę. Są rzeczy, z których poziomu można się śmiać, zabawne na jakimś metafizycznym gruncie. Exitus Letalis wywołuje jednak ciszę i ewentualnie rechot dochodzący z pobliskiej podstawówki.

Ocena: 3/10
(Visited 487 times, 1 visits today)