Ziemia Radomiem Galaktyki

Wyjątkowo nieśmieszna notka o (żywych) płodach

Przykro mi, dzisiaj nie będzie zabawnie, chyba że ktoś uważa martwe płody za zabawne

(nie oceniam, są nawet ludzie, którzy uważają polskie kabarety za zabawne)

Na pocieszenie macie jednak kota. Żywego.

43896-funny-cat-gifs-2016-dr

Umówmy się – jest coś wyjątkowo smutnego w fakcie, że miliardy lat ewolucji dało w pewnym momencie produkt, jakim są polski Sejm i Senat. Jasne, ludzkość ma na swoim koncie wspaniałych osiągnięć, jak serial Stranger Things czy pasta o ojcu fanatyku wędkarstwa, ale z drugiej strony – te kawałki, które posysają, posysają do głębi. A wierzcie mi, mało co posysa bardziej, niż podejście naszego rządu do kwestii aborcji.

Aby wyjaśnić kwestię, posłużę się anegdotą, ponieważ jak powszechnie wiadomo, to taki odpowiednik badań naukowych i/lub filozoficznych rozważań dla internetu.

Otóż pewnego razu, mając lat osiemnaście, chciałam oddać krew. Udałam się w tym celu do odpowiedniej placówki, zrobiono mi badania, które potwierdziły, że jestem zupełnie zdrową jednostką, poproszono do gabinetu… i cofnięto. Ponieważ, tak się składa, że ważę o jakieś dwa i pół kilograma mniej, niż graniczne 50kg. Co to by oznaczało w razie pobrania mi jednostki krwi?

Cóż, prawdopodobnie nic. Kilka lat wcześniej miałam mały wypadek, w efekcie którego moje własne serce wypompowało mi mniej więcej tyle na podłogę przez pokaźną dziurę w ciele, obyło się bez uzupełniania braków ani jakichś koszmarnych dolegliwości (poza tymi związanymi z byciem podziurawionym). Pesymistycznie ujmując sprawę, mogło mi się zakręcić w głowie po pobieraniu i byłabym zmuszona spędzić wieczór w łóżku pochłaniając czekoladę.

Oczywiście, istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że osoba o tak niskiej wadze zareaguje bardziej negatywnie na odsysanie posoki. Dlatego, w trosce o moje własne zdrowie, polecono mi wrócić, gdy trochę przytyję. Co się nigdy nie wydarzyło – masę ciała mam stabilną od kiedy skończyłam 16 lat i najwyraźniej mój organizm jest całkowicie pizzo- i bigmakoodporny.

Pytanie brzmi – ilu ludzi zginęło, ponieważ lekarz nie podjął niewielkiego ryzyka pobierania krwi od zbyt chudej nastolatki? To nie jest jakaś wielka hiperbola, krwi i osocza ciągle jest w polskich szpitalach za mało. Może przez te lata wszystkie ofiary wypadków miały szczęście i nie potrzebowały akurat mojej krwi. A może nie.

Rzecz w tym, że najwyraźniej w tej sytuacji moje zdrowie było najwyraźniej ważniejsze niż życie pana Mietka, w którego na autostradzie wjechał pijany kierowca fiata multipli. BYĆ MOŻE można mi by było oddać tę krew dla krewnego, o ile byłaby naprawdę poważna potrzeba. Jednak nawet gdyby moja matka, babka, córka i kot marki perskiej umierali rozjechani przez szalonego kierowce multipli, nikt NIE MÓGŁBY zmusić mnie do oddania krwi na ich rzecz. Ponieważ generalnie mamy konsensus, że naszej krwi nie można sobie wziąć bez zgody. Podobnie naszych narządów, szpiku kostnego i ogólnie tego, czego brak może wpłynąć na nasze zdrowie.

No, chyba że jesteś płodem.

Jako płód możesz sobie drenować przez dziewięć miesięcy kogoś bez konsekwencji. Pan Mietek mógł zginąć w imię tego, że potencjalny dawca mógł zemdleć w pobliskim centrum handlowym – jako płód możesz to mieć radośnie gdzieś. Ta sama osoba, która nie mogła oddać jednej jednostki krwi, przez miesiące rozwoju płodu nie tylko odda zdecydowanie więcej, ale też będzie nasze płodziątko dźwigać 24/7, a potem wypychać przez godziny, gdy ten wreszcie nie będzie potrzebował do życia cudzej krwi.

Rzecz jasna, nie mam nic przeciwko płodom jako takim, ale trochę razi mnie ta niesprawiedliwość. Czemu gdy ja będę tego potrzebowała, nikt nie zostanie zmuszony do dzielenia się ze mną płynami ustrojowymi? Albo, powiedzmy, że z jakiegoś powodu tracę obie nerki. Czemu nikt nie ma obowiązku oddania mi własnej? Z jedną nerką można żyć – owszem, niewygodnie, ale czy z płodem niby wygodnie? Cesarka wygodniejsza niż wycinanie nerki? Niby w jaki sposób?

Postuluję więc równość – albo nikt nie ma obowiązku podtrzymywania życia kogokolwiek, albo chcę sobie wybrać posła, który w razie czego będzie kosztem własnego ustroju utrzymywał mnie na tym świecie w razie potrzeby. I to nawet w przypadku, gdy te wysiłki będą z góry skazane na porażkę – inaczej będzie to niesprawiedliwe wobec bezmózgich płodów i innych podobnych, przy których lekarze zakładają się, gdy pożyje pod odłączeniu od żywiciela godzinę, czy może wytrzyma półtora.

Wtedy możemy pogadać dalej o poronionych płodach. Tfu, to jest, projektach kolejnych ustaw.

[sgmb id=”1″]

(Visited 43 times, 1 visits today)
  • Chyba się z tobą zgadzam. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie jestem do końca pewna, jakie masz poglądy. Może się zawsze okazać, że gdzieś tam w trakcie rozmowy wyjdzie, że jednak jesteśmy w stanie pożreć się o jakąś „drobnostkę”.
    Wpis mnie zainteresował, bo tez rozważam oddanie krwi. U mnie problem jest taki, że albo jestem przeziębiona, albo mam alergię (zimą choroba, latem alergia), a do tego przypałętało się kilka chorób, które w każdej chwili mogą mnie zdyskwalifikować jako dawcę, a tak szczerze, to nawet nie wiem, czemu. Wreszcie muszę wybrać i dowiedzieć, moja dociekliwość nie da mi żyć.
    Ale tak, zdecydowanie zgadzam się z tym, że zmuszanie kobiet do utrzymywania martwej ciąży albo takiego płodu, który obumrze poza ciałem kobiety, to jest draństwo. Zmusiłabym najpierw tych wszystkich pomysłodawców do przeżycia tego na własnej skórze. Jednakże nie popieram już usuwania ciąży na życzenie, bo za mały dom, bo wpadłam (nawet mimo zabezpieczeń!). Kobiety nie mają prawa cierpieć, ale niech też ponoszą konsekwencje swoich czynów. Tak samo mężczyźni. Żal mi zgwałconej kobiety, ale nie żal mi nastolatki, która po prostu wpadła.

    A jeszcze co do krwi – przez te wszystkie restrykcje niedługo zabraknie w ogóle dawców. Boję się, że gdy wyląduję w szpitalu, usłyszę, że moja grupa krwi nie istnieje (a mogę przyjąć tylko tę jedną). Nie sądzę, żeby politycy się nade mną ulitowali. A i tak można za jednym razem oddać tylko 450 ml krwi. A ja mogę potrzebować dużo więcej i nie mogę czekać dwóch miesięcy…

    Zapraszam na https://morriganowe.blogspot.com/.