Nolifestyle

Nieśmieszna notka o depresji i pracy nad sobą

Jeśli tytuł nie był dostatecznym ostrzeżeniem, ta notka będzie bardzo nieśmieszna, traktuje bowiem a. o depresji, b. o mnie, a ja zasadniczo jestem osobą nieśmieszną (zgadza się z tym prawie każdy, kogo spotkałam poza internetem, także ten).

Jednym z największych i najbardziej oszukańczych klisz w popkulturze jest ta, według której posiadanie absolutnie wyczepistochujowego życia, z wyszczególnieniem kiepskiego dzieciństwa, czyni bohaterów psychicznie silnymi, a przy tym z kręgosłupem moralnym zrobionym z vibranium oraz nadzwyczajną chęcią zmieniania świata na lepsze.

Miałam bardzo złe dzieciństwo. Ojciec miał problem z alkoholem, matki w ogóle nie pamiętam – zmarła, gdy byłam małym dzieckiem. Pełną sierotą zostałam w wieku piętnastu lat, ale już wcześniej trafiłam do rodziny zastępczej, bo tacie się piło na tyle za bardzo, że nawet jak na standardy polskich małych miasteczek było to za dużo. W tym momencie powinno być tylko lepiej, ale wierzcie, nie było – gdy miesiąc po osiemnastce wyprowadzałam się z tejże rodziny zastępczej, żegnały mnie życzenia, abym skończyła pod mostem. Pierwsze osiemnaście lat życia nie dało mi praktycznie niczego, co bym chciała zapamiętać, jednak dużo rzeczy pamiętam tak bardzo, że nawet pisząc te słowa po nocy czuję pulsującą we mnie nienawiść, której prawdopodobnie nie pozbędę się aż do śmierci.

W prawdziwym życiu, jeśli nie dostajesz dobrego przykładu, miłości, więzi i ogólnie tego, co powinna ci dać rodzina, budujesz siebie, swoją osobowość i tożsamość, na podstawie tego, co masz. Może być to bierność osoby, którą świat kopnął zbyt wiele razy, może być nienawiść do siebie i wszystkiego dookoła. Jeśli więc moje życie dało mi jakąś siłę, była to siła destrukcyjna, niszcząca zarówno mnie, jak i wszystko, czego się dotknęłam.

Były miesiące, w których w ogóle nie wstawałam z łóżka. Jest też pewnie kupa ludzi, których skrzywdziłam. Przez większość życia czułam się, jakbym próbowała otworzyć skrzynię, do której klucz jest w jej wnętrzu, ciągle zapętlając się we własnym cierpieniu.

Mam zdiagnozowaną depresję. I nie tylko depresję, ale też całą masę nawarstwiających się problemów. Z mojej sytuacji najgorsze, co można zrobić, to uznać, że cały świat przyczynił się do tego całego nieszczęścia, wobec tego ja przezornie nie będę robić nic, tylko siedzieć i trzymać kciuki, żeby tenże świat się potknął i na głupi ryj wywalił. Robiłam tak – nie działa.

Cała sztuka, a raczej sztuczka, przynajmniej w przypadku mojej depresji i “dobudówek” do niej, polega na zorientowaniu się, że nic się nie zmieni, jeśli nie zaczniesz samej się uczyć, najlepiej z pomocą psychiatry i psychoterapeuty. Przez lata w głębi duszy byłam przekonana, że kiedyś po prostu wszystko się zmieni samo z siebie, trochę tak, jak myślałam, że kiedyś dorosnę i polubię kawę bez mleka. Oczywiście, to tak nie działa. Przez siedem lat, od kiedy formalnie jestem dorosła, musiałam uczyć się podstawowych rzeczy. Relacji pomiędzy ludźmi. Dysponowania pieniędzmi, bo w rodzinie zastępczej pieniądze było po to, aby wypominać mi, ile piękne polskie państwo na mnie dało i czemu oznacza to, że biologiczna córka tejże pani dostanie na święta tablet graficzny, a ja mogę sobie znaleźć na polu gówno na patyku i się nim pobawić. Pracy, bo przez całe moje życie nikt nie dawał faka ani o moją edukację, ani o cokolwiek innego. Także uczciwości i empatii, ponieważ zwłaszcza ta ostatnia nie przychodzi mi naturalnie. Za każdym razem, gdy moja biologiczna rodzina mówiła, że “wzięli cię przez twoją panią Bożenkę, bo przecież Jurek tyle nie pił” (do tej pory nie wiem, kim jest pani Bożenka), a rodzina zastępcza groziła, że odda do domu dziecka i przekonywała, że “to niemożliwe, aby dbać o cudze dziecko jak własne”, wypłukiwano ze mnie wszelkie pozytywne uczucia, a uczenie się ich od nowa jest długie, mozolne i bardzo ciężkie. Aby w ogóle podjąć taki wysiłek, trzeba zrozumieć, że w przeciwnym razie nadal będę cierpieć, a ponadto skończę jako dość chujowa osoba, a z debilizmem i ogólną chujowością jest trochę jak z pisaniem słabych fanfików o Justinie Bieberze – ostatecznie można zrozumieć, gdy masz lat osiemnaście, jednak gdy masz czterdzieści, nie ma już żadnego usprawiedliwienia.

Ta notka powstała, bo raz, czułam taką potrzebę, dwa – może gdzieś jest osoba podobna do mnie, która uważa, że coś się zmieni, gdy “zacznie myśleć pozytywnie”, “przebaczy” czy “samo się w końcu zmieni”. To nieprawda. Nie ma żadnego prostego sposobu, żadnego psychologicznego triku, ponad to, że trzeba cały czas się pilnować i nie robić tego, co się robiło do tej pory. Od rana do wieczora, trzeba się zmuszać do bycia lepszym niż przedtem, co będzie absolutnie nieintuicyjne, ciężkie i nikt na koniec nie będzie klaskał tylko dlatego, że akurat stałeś się bardziej produktywna i mniej bucowata. Być może nie da się tego zrobić bez leków. Prawie na pewno nie da się bez psychoterapii, ale to też nie rozwiąże wszystkiego. Muszę żyć ze wszystkim, co mi zrobiono i wszystkim, co ja zrobiłam, do samego końca. Być może za kilkanaście lat okaże się, że przeszłość zostanie tam, gdzie jej miejsce.

Być może, zgodnie z naturalną koleją rzeczy, wszyscy dorośli, którzy skrzywdzili mnie, gdy byłam dzieckiem, będą już martwi, a nie chcę być wtedy żywym pomnikiem ich dokonań.

Jeśli ta notka sprawiła, że poczułaś się niezręcznie, przykro mi. Obiecuję, niedługo wrócą komiksy, starłorsy i polskie telenowele historyczne. Bardzo długo wahałam się nad napisaniem tego wszystkiego i nie wiem, czy przypadkiem nie skasuję po kilku godzinach, w każdym razie – dziękuję wszystkim, którzy to przeczytali, bo zapewne to nie ten rodzaj prywaty, która podnosi na duchu.

(Visited 1 229 times, 1 visits today)
  • mart

    Pracuję w miejscu przez które przewija się dużo dzieci i z każdym rokiem coraz cieplej myślę o przymusowej sterylizacji dla niektórych ludzi i maksymalnej kontroli nad opieką nad dziećmi (nierealne, ale marzyc można). Ciężko napisać coś pocieszającego, ale pewnie tym wszystkim gnidom jest teraz głupio, że zostałaś Prezydentem Internetu

  • Aleksis

    Trzymam za Ciebie kciuki. Notka bardzo mądra, myśli dojrzałe i odważne. Bardzo, bardzo trudno jest dojść do takich przemyśleń samemu. Dasz radę.

  • Anna Karo

    nie kasuj wpisu, to w końcu kawałeś siebie. Ludzie mogą Cię lepiej poznać

  • Kamila Posobkiewicz

    Przykre doświadczenia. Mam nadzieję, że spotkasz ludzi, dzięki którym staniesz na emocjonalne nogi. Powodzenia!

  • Powiem to, co zawsze w takiej sytuacji – nigdy nie wiesz, przez jakie gówno przeszli ludzie dookoła Ciebie, więc nie bądź speszul snołflejk. Ty nie jesteś, i mogę z dumą mówić, że tak, znam Prezydent Internetu osobiście. Kij z Kominkiem, PI to jest ktoś.

    • Z tym speszul snołflejk to miałam raczej taki problem, że do niedawna niektóre z tych rzeczy były, no, średnio ukrywalne. Gdy ma się 25 lat na wspomnienie o rodzinie można powiedzieć półprawdę – że się nie utrzymuje kontaktu. W wieku 17 lat było trudniej.

  • Holly Lu

    Przykrą historię opowiedziałaś, ale z doświadczenia wiem że przeszlosc i pochodzenie nie definiuje nas na 100%.Jest nadzieja🙂

  • Kasia Perla

    Prawdziwe to co napisalas. Musze jednak zwrocic uwage na jedno. Myslisz, ze to tylko sieroty i polsieroty tak maja? Sa rodziny, gdzie dzieci karmione sa imitacja milosci i nie potrafia zyc w pozniejszym zyciu. Niestety takie sa nasze realia. Na bycie rodzicem powinno sie zdawac egzaminy. Tymczasem ” dorosle dzieci maja zal na kiepski przepis na ten swiat. Dorosle dzieci maja zal, ze ktos im tyle zycia skradl”. Jestesmy silni. I w doroslym zyciu musimy nadrobic to, czego nie nauczono nas za dziecka. Swiadomosc tego to juz polowa drogi. Pozdrawiam. Jak chcesz poczytac o cudzych nieszczesciach ( zawodowych a nie zyciowych ) zapraszam na mojego bloga do etykie opowiadania. http://kasiaperla.blogspot.com
    Jesli ktos pomyslal, ze w moim zyciu mam tylko problemy zawodowe to sie bardzo myli. O zyciowych nie wspomnialam, bo nie pamietam bym kiedykolwiek miala wlasne zycie.

    • Nie myślę, że tylko sieroty i półsieroty tak mają i nie chciałam, aby to tak zabrzmiało. Paradoksalnie, sama strata rodziców wydaje mi się tu najmniej istotna – do rodziny zastępczej trafiłam jeszcze za życia ojca. Nie uważam, abym miała jakąś traumę związaną z samą śmiercią rodziców jako taką.

  • Marlena Hryciuk

    To przykre, co przeżyłaś. Mam jednak nadzieję, że stanie się w Twoim życiu coś, dzięki czemu poczujesz się lepiej, będziesz szczęśliwsza i z impetem zatrzaśniesz drzwi przeszłości. Pozdrawiam serdecznie!

  • Nie kasuj. Prywata nie jest z definicji zła, ba – czasem jest bardzo potrzebna, bo ludzie mają ogromną skłonność do zapominania, że po drugiej stronie ekranu też jest człowiek. Dziękujemy, ze dałaś nam się poznać 🙂 nie wiem, ile to dla Ciebie znaczy, ale jak widzisz – jesteśmy z Tobą 🙂

  • Czasem nazbiera się sporo emocji i przemyśle, którym nie wystarczy już cisza, trzeba wówczas znaleźć ich ujście, aby nie truły od środka.

  • Magdalena Dziurowicz

    Depresja to straszna rzecz. Trzymam kciuki.

  • Napisanie takiego szczerego postu wymaga sporej odwagi.. Życzę Ci powodzenia!

  • Paula Dowlasz

    Bardzo mądry wpis! Trzymam kciuki!

  • Anna Kozakiewicz

    mądre słowa, żeczę powodzenia

  • Patrz, że jeśli chodzi o psychikę to popkultura czy nawet ludzie w prawdziwym życiu mogą sobie na więcej pozwolić. Jak najbardziej przejdzie stworzenie bohatera, który „po przejściach” będzie silniejszy psychiczne czy przekonywanie osoby z trudnymi doświadczeniami, że może czerpać z tego siłę, że to ją wzmocni i tak dalej. A nikt jakoś nie mówi osobie po trudnym złamaniu i wymagającej długiej rehabilitacji, że „teraz ta noga będzie silniejsza”.

    Myślę, że to bardzo dobry i potrzebny wpis. I wiesz co – podnosi na duchu. Że trafiłaś do psychiatry, na psychoterapię, że walczysz o siebie – to zawsze jest coś dobrego.

  • Coraz częściej w moim zawodzie spotykam się z dzieciakami, które maja objawy depresji, praca z taką młodzieżą jest naprawdę trudna.

    • No okej, ale co to ma do mojego wpisu?

  • Bardzo dobrze, że opisałaś dzieciństwo i jego konsekwencje. Nie kasuj tej notki, może komuś pomóc, a na pewno pomogła już Tobie. Powodzenia w dalszym zmienianiu się!

  • Natalia Celmer

    Bardzo mądry wpis, depresja to trudna choroba. Najważniejsze to samemu chcieć ją pokonać a nie liczyć na to że ktoś to za nas zrobi.

  • Kapitan

    Trudno w ogóle zacząć sobie wyobrażać, jakie to trudne musi być teraz, a co dopiero dla dzieciaka przed osiemnastką. Wiem, że trochę nie miałaś innego wyboru, ale ogromnie podziwiam samodzielność, która pozwoliła Ci się wyrwać przynajmniej fizyczno-materialnie. Bardzo się cieszę, że nadal jesteś z nami.
    Trzymam kciuki za zabicie deprechy i dalszą emocjonalną self-edukację.

  • Gosia

    Mnie niczym nie uraziłaś, wręcz przeciwnie zmusiłaś do zastanowienie się. Bardzo mądrze napisane.

  • Ja Zwykła Matkaa

    Miałaś sporo przeżyć w życiu, wychwytuj każdy powód do radości. Nie wiem co mogę Ci więcej napisać….

  • Teraz jest ciężko, ale fakt że walczysz o siebie to już BARDZO dużo. Jesteś bardzo dzielna! Na pewno będzie lepiej 🙂 Nie jesteś sama, choć często pewnie tak myślisz. Dasz radę!

  • Marcin

    Miałem okazję Cię poznać kiedy jeszcze mieszkałaś w Krk, jednak z tej okazji nie skorzystałem. Od tego czasu parę razy w roku zaglądam na bloga w poszukiwaniu nowego ‚calling bullshit’. Mocno zaskoczył mnie wpis, nie wiedziałem że nosisz taką pokręconą walizkę ze swoją przeszłością. Trochę żałuję, że jednak Cię nie poznałem. Powodzenia w walce z samym sobą. Odwiedzasz jeszcze Krk?

    • Szczerze mówiąc, do Krakowa raczej nie wracam. Niespecjalnie mam po co 🙂

  • Alexandra Green

    Gdybym była tobą, już dawno lezalabym martwa pod jakimś mostem. Nie wiem, jakim cudem skończyłaś studia i znalazłaś pracę z takim bagażem, ale za takie rzeczy powinni dawać medale. Moje levele szacunu do ciebie wyjebują w tej chwili w kosmos.

    • Dziękuję, chociaż formalnie rzecz biorąc, studiów nie skończyłam. Rzucałam je dwa razy.
      I czuję się dziwnie, bo przypomniałam sobie, ile razy z tej notki wykreślałam rzeczy, które uznałam za zbyt… osobiste i mocne. W każdym razie – to bardzo ugładzona wersja, zwłaszcza w kwestii rodziny zastępczej.