Artykuły Popkulturalnie

5 rzeczy, które dowiedziałam się o Star Treku ze „ST: Discovery”

Przyznaję – z wielkich franczyz popkulturowych Star Trek zawsze był czymś, co mnie po prostu omijało. Kojarzę główne założenia – mamy załogę, statek robiący piu-piu (jak w każdej dobrej produkcji tego typu – odkrywanie kosmosu i kontakty z nowymi cywilizacjami. Gdzieś przez osmozę kojarzę pogrzeb Spocka z kobzą w tle, no i oglądałam wszystkie odcinki Futuramy, co prawdopodobnie oznacza, że wchłonęłam zdecydowanie więcej parodii Star Treka niż samego Star Treka. A, jeszcze na studiach ruszyłam temat w ramach omawiania progresji obyczajowej w amerykańskiej telewizji.

(może kiedyś napiszę o progresji obyczajowej w amerykańskiej telewizji, kto wie)

Dążę do tego, że Star Trek: Discovery był moim pierwszym Star Trekiem, obejrzałam go z zainteresowaniem, po czym okazało się, że:

1. to nie jest prawdziwy Star Trek;

2. jeśli mi się podobało Discovery, to startreki mi się ogólnie podobać nie będą, ponieważ

3. to nie jest prawdziwy Star Trek.

Z tego, co udało mi się ustalić, najczęściej powtarzające się zarzuty wobec Discovery to: zupełnie inny, cięższy ton serii, wyraźnie zaznaczona główna postać (wcześniejsze Treki nie miały głównego bohatera, skupiając się na przygodach załogi), zmiany i nieścisłości w kanonie (zwłaszcza względem The Original Series, czyli wersji z lat 60.) oraz zmiany w przedstawieniu już pokochanych przez fanów postaci, gatunków i całej reszty. Uczciwie zaznaczam, że powtarzam po ludziach, którzy mi to tłumaczyli i chociaż sama mam zamiar w najbliższym czasie wziąć się za oglądanie TOS, na ten moment nie mam po prostu jak się do tego odnieść.

Zrobiłam za to listę pięciu rzeczy, które dowiadujesz się o Star Treku, jeśli oglądałaś – tak jak ja – jedynie Discovery. Czy jest to spójne z resztą franczyzy? Nie wiem. Czy true trekowcy mnie nazwą fake fangirl? No, jeśli chociaż trochę przypominają fanów Star Wars, najprawdopodobniej tak. Czy Discovery zachęca do zapoznania się z resztą tego jakże rozbudowanego uniwersum? Mnie zachęciło, ale z wyraźnym zaznaczeniem, że mam świadomość, by nie spodziewać się drugiego Discovery po jakimkolwiek innym serialu startrekowym. W każdym razie, oto moja

LISTA PIĘCIU RZECZY, KTÓRE DOWIEDZIAŁAM SIĘ O UNIWERSUM STAR TREKA ZE ST: DISCOVERY

1. Wolkanie to cholerni rasiści i hipokryci.

Wyglądam na rozczarowanego, nawet gdy nie jestem… a nie. Zawsze jestem rozczarowany.

Ze wszystkich pokazanych w Discovery różnorodnych gatunków kosmitów, Wolkanie wypadają najgorzej. Znaczy jasne, są jeszcze Klingoni, którym zasadniczo można przykleić na wydatnych czołach plakietkę “jestem złym orkiem”, ale powiedzmy sobie szczerze – złolstwo Klingonów to coś, tego się człowiek spodziewa od początku do końca. Wolkanie natomiast przypominają tych irytujących typów z Facebooka, co nie są rasistami, ale. Ale to logiczne, że czarni są głupsi.

Na kilku spotkanych w serialu Wolkan ten najsympatyczniejszy – i najmniej ksenofobiczny – rozbija się o szklany sufit, gdy próbuje sprawić, aby jego ludzka podopieczna była traktowana… no, na takich samych zasadach, jak wszyscy inni. Szybko zostaje mu wytłumaczone, że oczywiście, my jesteśmy pokojową i LOGICZNĄ rasą, i cenimy sprawiedliwość i LOGIKĘ, ale to LOGICZNE, że nie-wolkanie są głupsi. Nawet jeśli wychodzi, że nie są, i bycie człowiekiem wcale w niczym nie przeszkadza (Michael przeszła wszystkie wymyślne wolkańskie teścidła), to i tak są. Chcesz, aby twoje dzieciaki były traktowane jak reszta? Hm, czy przypadkiem nie kierują tobą – tfu – emocje?

Co najlepsze, w skali nieprzyjemnej wolkańskości scena o której mówię wcale nie jest najgorsza. Wolkanom bowiem “w imię logiki” zdarza się samobójczo wysadzać w powietrze na ambasadorskich statkach.

I ja wiem, że to byli jacyś ekstremiści, ale, jako że z miarę przyzwoitych (dla baaardzo luźnej definicji “przyzwoitości”) Wolkanów mamy tylko Sareka, który w każdym pokazanym kontakcie z innymi Wolkanami obrywa za nie bycie rasistą, to może, tylko może, Wolkanie nie wypadają specjalnie dobrze?

Podobno ci goście nie byli tak paskudni w poprzednich Star Trekach. Trzymam za słowo.

2. Klingoński to fajny język, ale Klingoni nie mają za wiele do powiedzenia

W oczekiwaniu na kawę od stażysty, T’Kuvma postanowił wyglądać wyniośle.

Klingoński brzmi jak język stworzony dla istot, których krtanie nie są przystosowane do wymawiania sporej części dostępnych ludziom głosek i wobec tego opiera się na krótkich, tonalnych sylabach, przypominających warczenie. Nie, żebym specjalnie znała się na klingońskim czy nawet językach sztucznych, ale wiecie – wysłuchałam w Discovery multum dialogów w tym języku. Klingoński brzmi nieprzyjemnie, z wszelkim prawdopodobieństwem miał tak brzmieć i, szczerze mówiąc, dobrze mi się go słuchało. Brzmi obco, brzmi groźnie, no i dobrze, że jak już stworzył ten język (na Duolingo można się uczyć klingońskiego, tak swoją drogą), to przynajmniej jest gdzieś używany.

Szkoda tylko, że Klingoni niezbyt często mówią cokolwiek ciekawego. To wręcz interesujące, że rasa, która podobno słynie z agresji, przez większość serialu spędza czas na czymś w stylu small talku, który najwyraźniej u Klingonów składa się z gróźb połączonych z zapewnieniami o lojalności oraz tym, jak oni nie cierpią tych smerfów obcych z Federacji. Zadziwiające jest to, że po tylu dialogach bardzo mało wiem o samych Klingonach – wiem, że zginął Ważny Klingoński Manager, który wyznaczył na zastępstwo swojego Juniora, ale Manager z innego działu Klingońskiej Puszki Tortur się z tym briefem nie zgadza i chce wskoczyć na jego stołek. Nie zorientowałam się jednak do tej pory, czym zajmują się Klingoni, gdy nie prowadzą wojny i nie składują w kosmosie swoich trupów, o co chodzi z tymi klingońskimi klanami…

Wiem tylko jedno – Klingoni baaardzo lubią sobie pogadać.

3. W kosmosie nie ma seksizmu. Nawet, jeśli akurat mieszkasz w faszystowskim imperium, które wspiera niewolnictwo i robi zupę z inteligentnych istot

Ale jak to… zupę?

Najwyraźniej wszystkie wewnętrzne, ziemskie konflikty, dyskryminacje i ogólna światowa niesprawiedliwość minie, gdy tylko okryjemy kosmitów. Wtedy kobieta na równi z mężczyzną, Europejczyk z Azjatą i biały z brązowym zjednoczą się, aby zrobić z pokojowo nastawionych obcych potrawkę.

W wizji mirrorversu w Discovery, gdzie każdy jest taki, jak był, tylko zły (jestem pewna, że wątek ten przywędrował z TOS, to zbyt kiczowate na XXI wiek), jest coś jednocześnie uroczo naiwnego i niepokojącego. Mam wrażenie, że mimo ewidentnie antyrasistowskiego przekazu, mirroverse rozmywa odpowiedzialność, prezentując bardzo dziwną rzeczywistość, w która jest jednocześnie faszystowska (wobec kosmitów) i wyraźnie równościowa (dla ludzi, wszystkich ras i płci). A przecież w takiej wersji przyszłości, nie powinna wcale zaniknąć wewnętrzna dyskryminacja – seksizm wcale nie zniknął, gdy znalazł się lepszy obiekt do kopania (czarni niewolnicy), tak samo to, że pan Seba Naziol odkrył, że gejów nie lubi bardziej, nie sprawia, że stał się mniejszym rasistą. Złe, faszystowskie Imperium Terran, oparte na naszej pięknej cywilizacji, raczej nie byłoby władane przez duo w postaci azjatyckiej kobiety i jej ciemnoskórej, adoptowanej córki.

No, ale rozumiem zabieg fabularny i fajnie się to ogląda. Poza tym – jak ktokolwiek może być takim bydlakiem, aby zjeść zupę z Saru? Saru jest uroczy!

4. Wielki niesporczak może cię zabić.

Niesporczak. Bez żadnego dodatkowego komentarza, to po prostu niesporczak. W kosmosie.

Nie mam nic więcej do dodania. W kosmosie są wielkie niesporczaki, które sobie latają po sporowych sieciach i w sumie są inteligentne i pokojowo nastawione, ale jak je wkurzysz to cię zabiją. Dla mnie to brzmi sensowniej niż punkt powyżej.

5. Aby utrzymać kapitański stołek, wypadałoby się przespać z admirałem. Jak nie zadziała, musisz kombinować.

Takie zdjęcie mi się wrzuciło. Ups.

Podobno kapitanowie w Star Treku zazwyczaj są charyzmatyczni i szlachetni, i dobrzy, i sympatyczni.

Lorca jest charyzmatyczny i szlachetny, i dobry, i sympatyczny. Jak mu się to opłaca. Ze wszystkich postaci z Discovery to właśnie kapitan Gabriel Lorca jest tą najciekawszą, głównie dlatego, że gdzieś do dziesiątego odcinka sezonu nie byłam pewna, w którym momencie jest szczery, a w którym manipuluje. I czy są w ogóle momenty, w których jest szczery. I jaki ma cel. I czy w ogóle ma cel, czy tylko zdarza mu się robić niefajne rzeczy czasami, ot, dla utrzymania pozycji i kilku osobistych benefitów. A może scenarzyści nie ustalili między sobą balansu w charakterze Lorki?

Im dalej w las, tym więcej drzew i w końcu miałam szczerą nadzieję, że facet ukrywa coś tak grubego, że pobije wszystkie small talki w Klingon Inc.

I wiecie co? Serial przeskoczył moje oczekiwania o jakieś trzy oczka skali. Chyba po raz pierwszy, gdy przeczuwałam, że jakaś postać zasadniczo okaże się dupkiem, ta okazała się jeszcze większym dupkiem, niż sądziłam.

Brawa dla Lorki. Zdecydowanie najlepszy kapitan, jakiego widziałam, na zawsze w naszych sercach.

Czy polecam Discovery? No cóż, tak, jeśli szukasz dobrej opowieści o statkach robiących piu-piu w kosmosie, z ludźmi z toną silikonu na twarzy jako kosmitami, z wysokiej jakości efektami specjalnymi oraz trzymającymi się kupy bohaterami. Jak jednak pisałam wyżej – nie wiem, czy to dobry Star Trek, na pewno jednak to porządna space opera. W moim osobistym rankingu stawiam ją na poziomie mniej-więcej Battlestar Galactica, a do starego, dobrego Battlestara mam wielki sentyment.

 

Na facebooku trochę więcej wypowiadam się na temat ST: Discovery. Tam też będę relacjonowała oglądanie The Original Series, chociaż pewnie jako pierwszy pójdzie na ruszt jednak Modyfikowany węgiel – serial, w którym jako wielbicielka cyberpunku pokładam wielkie nadzieję. Modyfikowany węgiel ma dzisiaj premierę na Netfliksie. Tak tylko przypominam.

(Visited 640 times, 1 visits today)
  • Piotr Klatta

    Zacząłem oglądać ten serial z sentymentu, ale obecnie naprawdę jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy. Sploty akcji są spektakularne. Momentami mam wrażenie, że autorzy scenariusza naprawdę zrozumieli jakie mają możliwości, a producenci im nie przeszkadzają. W mojej opinii SF jest odbiciem nastrojów społeczeństwa, w którym powstaje. Jeśli tak faktycznie jest, to społeczeństwo amerykańskie (a może cała ludzkość?) jest współcześnie zadziwiająco i w skomplikowanie dynamiczny sposób podzielone. Przesłanie jakie w tym podziale jest wykuwane jest jednak wolnościowe, antytotalitarne i humanistyczne. W wymowie serialu tylko te wartości, i postacie posługujące się nimi, są w stanie pogodzić skonfliktowanych przyjaciół, wrogów doprowadzić do kompromisu a siłę i technologię wykorzystać w celu czynienia dobra i/lub ograniczania zła.

  • No mnie jakoś Star Trek nie przekona choćby nie wiem co… może sobie być wersja nie mająca nic wspólnego z oryginałem, ale u mnie wystarczy powiedzieć „Star Trek” , a ja od razu wychodzę 🙂

  • Bebe Talent

    A ja jestem najprawdziwszym kosmicznym cudakiem, bo nie widziałam ani jednego odcinka.

  • Anna Kozakiewicz

    klasyka

  • Danuta Brzezińska

    Dzieki temu wpisowi dowiedziałam się wogóle o star-treku. Chyba jestem z innego pokolenia:-)

    • Zabawne, bo Star Trek bynajmniej nie jest z mojego pokolenia. Jak pisałam – ten najpopularniejszy i najstarszy powstał w latach 60. XX wieku. Ja jestem z rocznika ’92, więc Star Trek jest raczej z pokolenia moich dziadków…

  • Mnie osobiście najnowsza odsłona serialowego Star Treka bardzo się podoba. Bardzo fajny artykuł, choć w kilku kwestiach moje zdanie jest inne. Choćby, jeżeli chodzi o przypisywanie konkretnych cech dla konkretnych ras. W serialu świetnie jest pokazane właśnie to, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂 Wolkanie sprzymierzeni z Klingonami jako ta „dobra” strona walczą z ludzkim imperium 🙂 jak dla mnie rewelacja i odejście od schematów znanych z dawnych serii 🙂

  • Star Trek, ani prawdziwy, ani ten nieprawdziwy, nie są dla mnie atrakcyjne 😉 Zupełnie nie moja bajka 😉

  • Aneta

    Nie oglądałam tego ST. Muszę nadrobić. Ogólnie b.lubię ST.

  • Błażej Jacek Klajza

    1 Masz rację ( i to było wiadomo od samego początku ,tacy byli 😀 nawet w starych trekach )
    2. Racja oni wolą dać po mordzie   Poza tym klińgoński jest językiem sztucznym z cała gramatyka 😀
    3. Tak nie ma seksizmu ale do momentu kiedy nie pojawi się Q ( kju) ale to inne Star Treki
    4.Sensownie i chyba racja a niesporczak pojawił sie dopiero w STD
    5. Po raz pierwszy jest taki dziwny kapitan  

    i po 6 – Tak dla mnie to jest najlepszy Star Trek choć poprzednie też były fajne 😀

  • Niestety nie znam ST więc ciężko mi jest się wypowiedzieć na ten temat. Pozdraiwam

  • Czerwona Babeczka

    Pierwsze zdania mnie rozwaliły. Nie mam nic do dodania. A nie.. jednak mam. Zamknijmy w klamerkę fakt, iż jako trzynastoletnia damska odmiana mola książkowego wiem o SF tyle co moi koledzy zdążyli nagromadzić do mojego mózgu przez ostatnie rok. Mianowicie, że klingoński to świetny język do porozumiewania się podczas lekcji, oraz do tworzenia nowej odmiany pewnego słowa. Szczerze? Coraz więcej ludzi się na ten temat wypowiada. Może już czas aby obejrzała chociaż kawałek? Oczywiście się do tego nie przyznam kolegom, ale warto mieć swoje zdanie i na taki temat.

  • Magdalena Owczarek

    Niedawno przekonałam się do Gwiezdnych Wojen, może na Star Treka też kiedyś przyjdzie czas 🙂

  • Maciej Bielecki

    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Star Trek: Discovery nie jest prawdziwym Star Trekiem. Po prostu opowiada historię gdzie jeszcze nie wszyscy się „kochali”. Tamte seriale skupiały się na podróżach kosmicznych, odkrywaniu nowych planet/ras tutaj mamy pokazanie jak ten świat wyglądał wcześniej i że nie zawsze było tak kolorowo.

    http://www.syndromgeeka.pl/

  • Chyba jednak w końcu wezmę się za Star Treka, bo zewsząd atakują mnie opinie na temat serialu 😀

  • Karolina Niźnik

    Takie filmy to totalnie nie moja bajka.

  • Kilka odcinków obejrzałam, ale nie wciągnęłam się.

  • Też uwielbiam klingoński. No i Discovery polubiłam właśnie za skupienie się na wątku wojny z Klingonami. Podoba mi się alegoria do ekstremistów, którzy mają własną technologię wojskową przez co nie można ich łatwo podbić.

  • Agi

    równolegle z STDiscovery wyszedł The Orville. Parodia ST zrobiona przez utalentowanego pana Setha MacFarlane. Pozornie banalna. Polecam