Piwniczna recenzja: “Kochanek Magii” Ewy Paczkowskiej

utworzone przez | Paź 5, 2013 | Uncategorized | 129 Komentarze

Rozważmy dwa filmy – Thora i Zmierzch.
Nie, nie chodzi mi o to, czy są one dobre, takie sobie, czy posysają na całej linii. Gdybym chciał recenzować dzieła kinematografii, założyłbym kanał na youtube’ie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kilka scen z tych akurat filmów. W Thorze w pewnym momencie główny bohater zmuszony jest się przebrać, co skutkuje dziesięciosekundową scenką, w której możemy podziwiać jego zrobioną przez pięćdziesięciu stylistów nordycko-boską klatkę piersiową. W Zmierzchu postać o imieniu Jacob rozbiera się, aby użyczyć swojej koszuli protagonistce. 
Jakieś piętnaście minut później rozbiera się znowu, tym razem bez powodu.
I znowu. 
I znowu.

(jedyny powód, dla którego czytacie tę recenzję)
W pewnym momencie publiczność widząc tego bohatera w kadrze za każdym razem zaczyna rechotać, przewidując rychłe i bezsensowne rozkoszulkowanie. Co więcej – nawet, jeśli akurat podoba ci się aktor grający Jacoba, gdzieś przy trzeciej scenie z rzędu zaczniesz zauważać, że nad nim akurat nie pracowało pięćdziesięciu stylistów, a raczej jakiś pięciolatek z kredką. I że ciągle ma na twarzy tę samą, irytującą minę.
A teraz wyobraźcie sobie, że ktoś nakręcił film, którego połowa to ujęcia Jacoba zdejmującego koszulkę. Tak raz za razem – jest koszulka, nie ma koszulki, jest koszulka… Dla urozmaicenia nasz bohater ponętnie wydyma usta, wije się niczym dżdżownica i wydaje odgłosy rodem z kiepskiego pornosa. Tak przez czterdzieści pięć minut.
Całe szczęście, nikt jeszcze nie nakręcił takiego filmu. Natomiast ktoś wpadł na pomysł, aby napisać tego typu wyrób książkopodobny.
Panie i panowie, w tym tygodniu zajmiemy się Kochankiem Magii.
Napiszę szczerze – rzadko mi się zdarza, abym od pierwszego spojrzenia wiedział, że książka jest zła. Owszem, o wielu słyszałem, że są złe, niektóre okazują się złe po przeczytaniu pierwszego rozdziału, inne zapowiadają się koszmarnie po lekturze obwoluty… Ale raczej nie patrzę na okładkę i nie myślę “o Thorze bez koszulki, nieee…”. Kochanek Magii jest jednak książką, po której spodziewałem się od samego początku wielkiej eskalacji zła. Pierwszy powód jest taki, że wydało go to samo wydawnictwo co Czarną “Gwałt Jest Dowodem Miłości” Walkirię. Drugi – nigdy nie widziałem książki wydanej aż tak amatorsko.
Kwestia nie leży w tym, że np. okładka jest brzydka. Nie powala estetyką, ale nie budzi też odrazy. Widziałem brzydsze dzieła profesjonalnych rysowników… ale właśnie. Profesjonalnych. Ludzi, którzy umieją rysować, ale akurat narysowało im się paskudztwo. Okładka Kochanka… jest dla odmiany wyraźnie stworzona przez kogoś, kto rysować nie potrafi. Nie widziała na oczy profesjonalnego grafika. Gdy się zajrzy na pierwszą stronę, widać także, że nie widziała również profesjonalnego edytora – taki prędzej by się powiesił, niż dał w książce czcionkę bezszeryfową. Już w tej chwili można więc przypuszczać, że profesjonalnego pisarza również nie widziała, jednak, wiecie co? Dałem książce kredyt zaufania. Może i była wydawana na kolanie, ale za to ma inne zalety…
Przejdźmy więc do fabuły. Wygląda ona następująco – młoda kukła bohateropodobna, Darge or Reo, po tym, jak jego rasa przegrała wojnę z elfami, zostaje sprzedany na targu niewolników. Kupuje go kolejna kukła, zwana Rinvielem, celem robienia z nim przez następne kilka rozdziałów akcji z metaforycznym zdejmowaniem koszulki. Po tych rozdziałach celem zaoszczędzenia na tuszu powinny pojawiać się same białe strony, albowiem mało kto chciałby czytać książkę, która polega na opisywaniu wielkiego niczego, jednak wtedy akcja rusza jakby ktoś strzelił jej śrutem w tyłek i gna aż do zakończenia z prędkością Boeinga, zostawiając wszystkich czytelników daleko z tyłu z otwartymi paszczami i minami w stylu what the fuck?. 
Uwaga, leci kolejna metafora. Wyobraźcie sobie dwa komputery. Jeden buczy przy włączaniu, sieć zacina się nawet wtedy, gdy akurat nie używacie przeglądarki Internet Exploder i za nic w świecie nie dajecie rady odtworzyć na nim płyty. Drugi ma zamiast standardowej puszki na elektronikę ziemniaka, w którego ktoś powtykał kabelki od urządzeń peryferyjnych i na tym właśnie kartoflu próbował coś zrobić. Chodzi o to, że istnieją książki kiepskie, jak istnieją kiepskie komputery. Kiepską książką jest Zmierzch. Ma odpychających, źle zarysowanych bohaterów, nieciekawą fabułę, mnóstwo dziur. Mimo tego jest książką. Ma wstęp, rozwinięcie, punkt kulminacyjny, styl, akcję. Owszem – to wszystko nie najwyższych lotów. Czasem naprawdę złe. Ale jest. Natomiast Kochanek Magii to taki odpowiednik ziemniakomputera – coś, do czego trzeba naginać definicję, aby w ogóle nazwać to powieścią.
(Zimniok. Nie przypomina komputera.)
Przede wszystkim ta książka nie posiada spójnej budowy. Czytając ją, ma się wrażenie, że autorka miała w głowie jedną początkową scenkę i założenie fabularne w stylu “no, mają być gejseksy” i tyle. Nie mówię, że improwizacja przy pisaniu jest zła, kłopot w tym, że przy tego typu zabiegach dzieło powinno się wyłaniać i krystalizować w czasie tworzenia, tutaj natomiast nic takiego się nie dzieje. Pierwsze kilkadziesiąt wręcz stron nie wydaje się posiadać żadnej osi fabuły, w większości nie służy kompletnie niczemu, nie rozwija bohaterów, ekspozycja świata jest marna, po prostu blok tekstu pisany w oczekiwaniu na cudowne zesłanie jakiegoś pomysłu na fabułę. I potem można wskazać palcem, gdzie akurat taki pomysł się zrodził, bo zazwyczaj spada niczym grom z jasnego nieba, niepowiązany z niczym wcześniejszym, wyraźnie doczepiany do świata sztucznie – a to porwania, a to mafia, pościgi, wybuchy, teraz dla odmiany całość pędzi na łeb na szyję, tylko po to, aby po zakończeniu wątku ponownie przejść w stagnację w oczekiwaniu na kolejne olśnienie, że w powieści powinno się coś dziać. Trudno taką chaotyczną budowę nazwać przemyślaną w jakimkolwiek stopniu, do tego strasznie przeszkadza ona w odbiorze. Aby dojść do jakiejkolwiek akcji trzeba przedrzeć się przez coś, co powinno zostać odrzucone przez redakcję.
Co natomiast z samą fabułą? Cóż, nie jest ona zbytnio interesująca. Pierwsza część książki opiera się głównie na relacji Derreo (bo tak się zdrabnia imię głównego bohatera) i Rinviela, przy czym jakie są te relacje… cóż, również uważam, że sama autorka nie wiedziała, jakie mają być i próbowała jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. A to da się zrobić, tyle że jest to zabieg cokolwiek niesmaczny. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że zachowanie Rinviela jest wypadkową usiłowania stworzenia tró mrocznego związku pana i niewolnika przy jednoczesnym pragnieniu uzyskania słodkiego luvvu pomiędzy bohaterami. W rezultacie nie mamy ani tego, ani tego, a jedynie postać, do której zachowania nie potrafiłem zastosować żadnej logiki, a nawet najbardziej piętrowe wygibasy umysłowe z założeniami, że Rinviel może mieć jakieś pochrzanione podwójne standardy po najdalej pięćdziesięciu stronach nie trzymały się kupy. Ta postać nie ma charakteru, nie ma osobowości – zachowuje się tak, jak akurat autorka by chciała, aby się zachowywał, taka bezwolna kukiełka, ciągnięta w dwie strony w zależności od widzimisię. Jedynym uzasadnieniem jego dziwnego stosunku do Derreo mogłaby być choroba psychiczna. Bardzo kiepsko opisana.
Z drugim głównym bohaterem, Derreo, mam jeszcze większy problem, a mianowicie poza zwykłym brakiem jakiejkolwiek osobowości i zachowaniem bardziej drewnianym niż gra Daniela Craiga wydaje się być upośledzony. Ma to związek głównie ze scenami erotycznymi z jego udziałem.
A sceny erotyczne w tej książce przypominają fantazje trzynastolatki.
Dobra, nie buczcie tam, nie chciałem pociskać. To po prostu moim zdaniem najbardziej adekwatna przenośnia. Wiek wczesnonastoletni charakteryzuje się pewnego rodzaju dziwną schizofrenią, jeśli chodzi o podejście do seksu i spraw z tym związanych – z jednej strony ten seks nęci, seks niegrzeczny nęci jeszcze bardziej, ale z drugiej strony jak dochodzi do powiedzenia słowa penis na lekcji biologii, to już wstyd. Niby pornosa się widziało, ale jak kolega narysuje męskie genitalia w zeszycie, to hjehje, zboczeniec. Niby tyle się myśli o seksie, ale tak naprawdę nie ma się o nim zielonego pojęcia, ten seks to takie niezidentyfikowane coś, fajne, ale wstydliwe i jak to tak, brać te seksy na serio… 
Podejście do erotyki w tej książce mniej więcej tak wygląda. Temat seksu cały czas krąży wokół wszystkiego, ale nie jest to budowanie napięcia, tylko okrążanie wokół czegoś, czego nie ma się odwagi tknąć i przy tym udawanie, że taki zły niegrzeczny seks, łohoho. Tyle, że nie. Gdy już do czegoś dochodzi, chociażby do tego, że Rinviel tknie Derreo palcem, opisy nie mają nic wspólnego z wiarygodnie opisaną erotyką, ani pod względem reakcji czysto fizycznych, ani pod względem psychiki bohaterów.
Tą ostatnią można porównać do cudnego pornosowego schematu, który mówi, że każdy jest wszędzie i zawsze napalony, niezależnie od sytuacji i tego, kto go chce zapiąć. Przypomnijmy – Rinviel należy do rasy, której gatunek Derreo nienawidzi, z którą sam Derreo walczył, która wybiła znaczną część jego ludu i jego wzięła w niewolę. Czy to przeszkadza mu zwijać się z rozkoszy, gdy ten elf trypnie go w sutek? A jak myślicie? Jeśli macie problem z wyobrażeniem sobie sytuacji, przenieście realia na inny, podobny, realnie zaistniały konflikt historyczny. I niezależnie od tego, co wam przyszło do głowy, czy któraś z wojen starożytnych, czy bardziej drastyczne porównanie do drugiej wojny światowej – ukazanie takiej sceny może świadczyć o dwóch rzeczach. Pierwsza teoria jest taka, że według autorki nie ważne, kim jest osoba, która chce cię przelecieć – przyjacielem, wrogiem, którego nienawidzisz, wielkim klaunem czy Robem Downeyem topless – i tak będziesz tego chciał, jeśli cię posmyra w strefie erogennej. Gwałt? Jaki gwałt? 
Druga teoria opiera się na założeniu, że matka Derreo miała naprawdę śliski kocyk.
(Bardzo chętnie zamieniłbym Derreo miejscami z Theonem Greyjoyem. Theon też chętnie by się zamienił.) 
Powiedzmy sobie szczerze – jak w Czarnej Walkirii mieliśmy podejście “gwałt się nie liczy, jeśli gwałciciel przeprosi”, tak tu mamy “gwałt się nie liczy, jeśli gwałciciel zażyczy sobie gry wstępnej”. Bo w tej książce, wbrew temu, co widnieje jako ostrzeżenie na okładce, nie mamy żadnego BDSM. Mamy stare, dobre molestowanie seksualne będące wstępem do wielkiej miłości wziętej z dupy.
A mówiąc wziętej z dupy mam dokładnie to na myśli. Znacie może wątek wpojenia u wilkołaków w przytaczanym wyżej cyklu Zmierzch? Ogółem jest to taki deus ex machina, stosowany przez kiepskich autorów, którzy nie potrafią rozwijać relacji pomiędzy bohaterami w normalny sposób, robią to więc na cheatach, każąc im zakochiwać się w sobie mocą imperatywu narracyjnego. W Kochanku… mamy do czynienia ze wpojeniem, tylko inaczej nazwanym, za to służącym do dokładnie tego samego. Tak, w książce, która w zasadniczym stopniu opiera się na relacji bohaterów mamy zabieg umożliwiający zmianę tych relacji za pomocą pstryknięcia. No ja nie wiem, czemu taki Tolkien nie wymyślił jakiegoś teleportera, aby przetransferować Frodo z pierścieniem od razu do Mordoru. Przecież to by ułatwiło sprawę, nie?
Jedną z większych wad tejże książki jest jednak to, że praktycznie nic tam nie jest opisane wiarygodnie. Ani wspomniane wcześniej relacje, ani erotyka, ani bohaterowie, w końcu nie jest wiarygodnie opisany świat. W dobrej fantastyce opartej na kreacji własnego uniwersum widać, że bohaterowie do tego uniwersum należą, widać, że przedstawiciele różnych ras różnią się nie tylko tym, że jedni mają spiczaste uszy, a drudzy brodę. Widać, że różni ich kultura, moralność, że inaczej podchodzą do tych samych kwestii, że jest między nimi sieć zależności, czasami też, że czują się wobec siebie obcy i nie zawsze do końca rozumieją tych drugich. W Kochanku Magii tego nie ma. Wszyscy, niezależnie od rasy, tak naprawdę się od siebie wcale nie różnią zasadniczo, zmieniają się jedynie dekoracje, a wszyscy zachowują się tak samo – jak aktorzy soft porno, którym kazano grać poszczególne role – pana, niewolnika, smoka… Tyle że dani aktorzy na graniu się nie znają w ogóle – nie wiedzą, jak powinni reagować w poszczególnych sytuacjach, nie umieją wczuć się w postacie, nie rozumieją realiów, które muszą odgrywać. A że są aktorami z pornosów, robią to na jedyny znany sobie sposób – zamiast relacji pan-niewolnik wstęp do “Napalonego hydraulika”, zamiast smoków – “Kakaowe igraszki 3”. Realia świata to doklejane pośpiesznie tekturowe rekwizyty pomalowane akwarelami, w końcu, kto to zauważy – są seksy!
No dobrze, przez większość czasu nie ma, ale książka próbuje udawać, że są.
(Książko, przestań.)
Kochanek Magii w sposób dość dosadny przypomniał mi też podstawówkę. Czas, kiedy pisałem pierwsze wypracowania w stylu “Co robiłem na wakacjach?”. Wtedy produkowałem coś w stylu – “Poszedłem z Anią na spacer. Ania pożyczyła mi grę. Grałem w tę grę z Anią, potem Ania poszła do domu i pożegnałem się z Anią…”. Zła nauczycielka przekreślała ciągłe powtórzenia imion i kazała szukać synonimów. No to wpadłem na genialny pomysł pisania o Ani per “jasnowłosa”, bo tak się złożyło, że miała ona włosie koloru blond. Jakieś trzy lata później, gdy już kończyłem szkołę podstawową, zrozumiałem, że to nie był dobry pomysł. Po pierwsze, brzmiało głupio. Po drugie, gdybym miał opisać dwie jasnowłose Anie, Wszechświat pewnie by wybuchł.
Autorka Kochanka Magii jeszcze na to nie wpadła. Narracja prowadzona jest tak nieporadnie, że wymusza ona stosowanie różnego rodzaju określeń na bohaterów w co drugim zdaniu – coś, czego można uniknąć po prostu ćwicząc warsztat i obserwując, jak rozwiązują to autorzy dobrych książek. Po co jednak, skoro można uraczyć czytelników tabunami ciemnowłosych – nawet jeśli na trzy postacie występujące w scenie dwie mają ciemne włosy, albo określeniem arystokrata, gdy rozmawiają ze sobą elfi szlachcic, jego krewniak oraz wnuk króla. Po co się wysilać? Jeśli ktoś kupił ziemniaka z kabelkami zamiast laptopa, to pewnie i to łyknie. Tak samo, jak zupełnie niepasujące do niczego, do bólu współczesne słownictwo, które czasami nie przeszłoby nawet w obyczajówce z akcją usytuowaną w dwudziestym pierwszym wieku, jak na przykład nazywanie służącej robiącej Derreo nowy “image” (sic!) “małoletnią wizażystką”. Dziękuję, nie mam więcej pytań, idę spalić tę porcję zadrukowanych bełkotem kartek.
Najgorsze jest jednak to, że po przeczytaniu Kochanka Magii nie wiedziałem, co w zasadzie autorka chciała napisać. Stawiałem na lekką komedię erotyczną dziejącą się w fantastycznym świecie, ponieważ to by nawet pasowało – mało realizmu, elementy komiczne polegające na zamienianiu bohaterów w puchate zwierzątka, styl, pomimo wszystkiego, dość lekki. A potem wszedłem na oficjalnego fanpejdża książki i zobaczyłem to:
Aha.
Po prostu: aha.
Nie wiem, jak to skomentować. Nie wiem, kto mógłby uznać, że to coś przylegało chociaż do galaktyki, która miała cokolwiek wspólnego z mrocznym fantasy. Przecież to… Grrrah… Grrrrah… Serio, czy osoba, która to pisała, w ogóle… Grrrah… Grrrrah…
hcdfhjkxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxuxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Zostawmy ten rząd przypadkowych znaków jako dowód na to, że Q autentycznie walnął czołem w klawiaturę i przejdźmy do podsumowania. Będzie krótkie.
Nie tykajcie tego kijem. Jeśli znacie kogoś, komu to się podobało, sprawdźcie, czy przypadkiem nie gwałci kogoś w piwnicy. Albo nie sprawdzajcie – od razu dzwońcie na policję. I nie dawajcie sobie wmówić, że w molestowaniu jest coś romantycznego.
Nie ma.

*
1. Tłukło się to mi w głowie od pewnego czasu i dlatego po namyśle podwyższam ocenę “Mistrza” Katarzyny Michalak do 3/10. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal bardzo zła książka, jednak nie aż tak jak “Wszystkie odcienie czerni” czy “Kochanek Magii”.
2. Moderacja na blogu wróciła. Chciałem napisać dłużej na temat tego, jakie komentarze nie będę przepuszczane, jednak postanowiłem streścić to w dwóch podpunktach:
– rzucanie kupą w wentylator, czyli wszelkie wypowiedzi, które kompromitują się same. Do takich zaliczamy argumenty polegające na obrażaniu rozmówcy, komentarze jawnie głupie i wulgarne
– sygnały z alternatywnej rzeczywistości, czyli każde “krytykujesz, bo zazdrościsz” czy “ciebie nikt by nie chciał wydać”. W zasadzie to też trochę rzucanie kupą w wentylator, no ale.
3. Luvvciam Was, ale proszę o rozsądne flejmowanie w mojej obronie. Rozsądne, znaczy na poziomie i to bynajmniej nie poziomie rurkowców.

5 rzeczy, które dowiedziałam się o Star Treku ze “ST: Discovery”

5 rzeczy, które dowiedziałam się o Star Treku ze “ST: Discovery”

Przyznaję - z wielkich franczyz popkulturowych Star Trek zawsze był czymś, co mnie po prostu omijało. Kojarzę główne założenia - mamy załogę, statek robiący piu-piu (jak w każdej dobrej produkcji tego typu - odkrywanie kosmosu i kontakty z nowymi cywilizacjami. Gdzieś...

Depresyjne podsumowanie stycznia (o depresji – inaczej)

Depresyjne podsumowanie stycznia (o depresji – inaczej)

Uznałam, że będę więcej na blogu pisać o swoim życiu. Pan Doktór twierdził, że mam tendencję do nierealnego wręcz eskapizmu. Powiedział mi o tym, jak wytłuściłam mu całą koncepcję transhumanistycznego transferu jaźni i zagrzebania się w cyfrowej projekcji własnych...

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Istnieje takie pojęcie w naukach społecznych jak “toksyczna męskość”. Aby wytłumaczyć ten termin, wystarczy wyobrazić sobie, powiedzmy, typowego zdobywcy nagrody Darwina, który pod czujnymi oczami i zachętami kolegów wsadza śrubokręt w niewypał z drugiej wojny, z...

129 komentarzy

  1. Moreni

    “jedyny powód, dla którego czytacie tę recenzję” – rozgryzłeś mnie.;P (plus – IMO to jedyna scena, dla której warto film oglądać, ale jestem w tym przekonaniu odosobniona).
    Nie no, tak na serio to czekałam na ten tekst. Zabieram się do czytania.:)

    Odpowiedz
  2. Melanie con Ces

    ,,Tą ostatnią można porównać do cudnego pornosowego schematu, który mówi, że każdy jest wszędzie i zawsze napalony, niezależnie od sytuacji i tego, kto go chce zapiąć. '' <- tę. c:
    I ahahha, boże. ,_, Nawiązanie do Zmierzchu mnie powaliło, ponieważ pamiętam czasy podstawówki, kiedy to wzdychałam do tej książki. Boże. Bożebożeboże.

    Odpowiedz
  3. DarthBartus

    Po przeczytaniu “Kochanka…”?

    Z drugiej strony, każdy dzień, kiedy wie się, że nie ma potrzeby czytania tego… czegoś jest dobrym dniem.

    Odpowiedz
  4. Prezydent Internetu Q

    Wierz mi, niesamowicie mi ulżyło po wyprodukowaniu tej recki. Tylko mam nadzieję, że nie będzie takiej chryi jak z poprzednimi.

    Odpowiedz
  5. DarthBartus

    Och, ależ wierzę. I podziwiam cierpliwość, której ja bym nie miał!

    Odpowiedz
  6. MajorMistakes

    Hm, hm. Szukałam pdf, ale nie widzę. Czy ktoś byłby skłonny odsprzedać to interesujące dzieło? Mija rok od kiedy przeczytałam Ferrin, trzeba to jakoś uczcić 🙂

    Odpowiedz
  7. DarthBartus

    Widzę, że nick nie został wybrany na darmo 😀

    Odpowiedz
  8. Saraknya

    Z ciekawości poszłam sprawdzić ile to ma stron. Napisali, że ma tylko (albo aż) 243. Z tego co pamiętam, jak owe cudo było dostępne jeszcze w necie to zajmowało przestrzeń dwóch blogów wraz z przyległościami w postaci blogów pomocniczych z grafikami, historią uniwersum, mapami plus osobny blog na romans dziadka Derreo Cynobera. Tak więc zastanawiam się czy autorka poprzestanie na jednej książce czy planuje zarzucić nas całą serią. Borze szumiący, uchowaj!
    O, przypomniało mi się! Był jeszcze blog z seksami brata Rinviel (coś mu na L było) ze smokiem 😉

    Bogowie co ja czytałam za młodu -.- Teraz się dziwie, że mam odchyłu, ehhh…

    Odpowiedz
  9. Prezydent Internetu Q

    Podobno planowany jest drugi tom. To zresztą dość oczywiste, bo pierwszy urywa się ni z gruchy, ni z pietruchy…

    Odpowiedz
  10. Babatunde Wolaka

    Ja tylko się czepnę, że “główna protagonistka” to masło maślane…
    A metafora z zimniokiem w roli głównej jest wielkiej urody.

    Odpowiedz
  11. Lena

    Recka jak zwykle cudna. Ech, za dawnych czasów też się czytało “Kochanka Magii” na blogu, ale mi nie udało mi się dotrwać do końca (przynajmniej tego, co było wtedy opublikowane), więc szacun. Czekałam i czekałam na te ostre seksy, a tam nic, to wreszcie zrezygnowałam, bo przecież dla fabuły czy ciekawych bohaterów się tego wątpliwej jakości tworu nie czytało xD

    Jak już ludzie wytykają błędy Panu Q., to i mnie kopnie ten zaszczyt:
    “A potem weszłem na oficjalnego fanpejdża książki” – wszedłem 😉

    Odpowiedz
  12. Lena

    PS A na Thora nadal nie mogę się napatrzyć… Wiesz jak przyciągnąć uwagę XD

    Odpowiedz
  13. Lars

    A skąd Ty wiesz co Pan Q chciał zrobić? Może on tam naprawdę …weszł!

    Ps. Recenzja jak zawsze świetna i '+' za zmianę szablonu. <3

    Odpowiedz
  14. Anonimowy

    Q, wiem, że nie wypada zdradzać zakończenia książki, ale szepnij mi, proszę, na uszko – czy na ostatniej stronie mamy płomienne wyznanie miłości i pierścionek z diamentem?

    Maryboo

    Odpowiedz
  15. Akemi

    Dzwo&#324cie na policj&#281. 😉 Przeczyta&#322am zar&#243wno tre&#347ci publikowane na blogu, jak i ksi&#261&#380k&#281.
    Hm, nie powiedzia&#322abym, aby by&#322a to rola filologa – czytanie, czytanie, analizowanie, edytowanie… i czytanie. I je&#347li mam by&#263 szczer&#261 – po stokro&#263 wol&#281 “Kochanka…” ni&#380 marne wypociny j&#281zykoznawcze Miodka, czy chwilowe pod&#347miewujki podczas czytania ksi&#261&#380ek Moniki Szwai.
    Prosz&#281 zauwa&#380y&#263, i&#380 obecnie wydawane ksi&#261&#380ki maj&#261… mniej wi&#281cej podobny poziom i styl, a co za tym idzie – pojawiaj&#261 si&#281 schematy.
    Nie jestem tu jednak by broni&#263, czy gani&#263 autork&#281 – dziennikarz obiektywny to skarb xD – lecz mo&#380e jedynie &#39wtr&#261c&#281&#39, i&#380 tekst nie ma si&#281 a&#380 tak tragicznie, skoro, o ile dobrze pami&#281tam, wyczerpa&#322 si&#281 nak&#322ad. 😉 Polacy to pesymi&#347ci, ale nie masochi&#347ci z wyboru. 😉

    Odpowiedz
  16. Prezydent Internetu Q

    To uczucie, gdy nie bardzo wiesz, co jest ironi&#261, a co nie…

    A co do nak&#322adu – “50 twarzy Greya”, ksi&#261&#380ka uznawana oficjalnie za literatur&#281 &#347mieciow&#261 sprzeda&#322a si&#281 w kilkuset milionach egzemplarzy. Nie wiem, jaki nak&#322ad mia&#322 “Kochanek Magii”, ale s&#261dz&#261c po niemal&#380e zerowej dystrybucji Wydawnictwa TCD zapewne kilka razy mniejsz&#261 ni&#380 przeci&#281tny debiut. Pos&#261dzi&#322bym si&#281 o stwierdzenie, &#380e moje recenzje przeczyta&#322o jednak wi&#281cej ludzi, wi&#281c je&#347li jedziemy argumentem o popularno&#347ci, to ja jestem wielkim pisarzem 🙂

    Odpowiedz
  17. Lenn

    Panie Q, my&#347l&#281, &#380e&#347 pan ud&#378wign&#261&#322 t&#281 recenzj&#281. Bez wdawania si&#281 w szczeg&#243&#322y i przytaczania konkretnych scen, uda&#322o si&#281 odda&#263, co w ksi&#261&#380ce posz&#322o nie tak (papierowe realia, naiwne relacje, mi&#322o&#347&#263 z dupy etc.), a sama recka okaza&#322a si&#281 wyczerpuj&#261ca r&#243wnie&#380 pod wzgl&#281dem ilo&#347ci znak&#243w. 😉

    Jestem ciekawa, czy kolejne tomy tego… tfforu… oka&#380&#261 si&#281 lepsze, tj. czy autorka rozkr&#281ca si&#281 z czasem, gdy ju&#380 zd&#261&#380y oswoi&#263 si&#281 z seksami i sp&#322ynie na ni&#261 pomys&#322 na fabu&#322&#281. Nie, &#380ebym zaraz zamierza&#322a zaspokaja&#263 t&#281 swoj&#261 ciekawo&#347&#263 u &#378r&#243d&#322a…

    “Co wi&#281cej – nawet, je&#347li akurat podoba ci si&#281 aktor graj&#261cy Jacoba, gdzie&#347 przy trzeciej scenie z rz&#281du zaczniesz zauwa&#380y&#263, &#380e (…)” – Zaczniesz zauwa&#380a&#263.

    Odpowiedz
  18. Akemi

    Dzwońcie na policję. 😉 Przeczytałam zarówno treści publikowane na blogu, jak i książkę.
    Hm, nie powiedziałabym, aby była to rola filologa – czytanie, czytanie, analizowanie, edytowanie… i czytanie. I jeśli mam być szczerą – po stokroć wolę “Kochanka…” niż marne wypociny językoznawcze Miodka, czy chwilowe podśmiewujki podczas czytania książek Moniki Szwai.
    Proszę zauważyć, iż obecnie wydawane książki mają… mniej więcej podobny poziom i styl, a co za tym idzie – pojawiają się schematy.
    Nie jestem tu jednak by bronić, czy ganić autorkę – dziennikarz obiektywny to skarb xD – lecz może jedynie &#39wtrącę&#39, iż tekst nie ma się aż tak tragicznie, skoro, o ile dobrze pamiętam, wyczerpał się nakład. 😉 Polacy to pesymiści, ale nie masochiści z wyboru. 😉

    Odpowiedz
  19. Prezydent Internetu Q

    To uczucie, gdy nie bardzo wiesz, co jest ironią, a co nie…

    A co do nakładu – “50 twarzy Greya”, książka uznawana oficjalnie za literaturę śmieciową sprzedała się w kilkuset milionach egzemplarzy. Nie wiem, jaki nakład miał “Kochanek Magii”, ale sądząc po niemalże zerowej dystrybucji Wydawnictwa TCD zapewne kilka razy mniejszą niż przeciętny debiut. Posądziłbym się o stwierdzenie, że moje recenzje przeczytało jednak więcej ludzi, więc jeśli jedziemy argumentem o popularności, to ja jestem wielkim pisarzem 🙂

    Odpowiedz
  20. Anonimowy

    Kiedy następna książka i jaka? 🙂

    Odpowiedz
  21. Lenn

    Panie Q, myślę, żeś pan udźwignął tę recenzję. Bez wdawania się w szczegóły i przytaczania konkretnych scen, udało się oddać, co w książce poszło nie tak (papierowe realia, naiwne relacje, miłość z dupy etc.), a sama recka okazała się wyczerpująca również pod względem ilości znaków. 😉

    Jestem ciekawa, czy kolejne tomy tego… tfforu… okażą się lepsze, tj. czy autorka rozkręca się z czasem, gdy już zdąży oswoić się z seksami i spłynie na nią pomysł na fabułę. Nie, żebym zaraz zamierzała zaspokajać tę swoją ciekawość u źródła…

    “Co więcej – nawet, jeśli akurat podoba ci się aktor grający Jacoba, gdzieś przy trzeciej scenie z rzędu zaczniesz zauważyć, że (…)” – Zaczniesz zauważać.

    Odpowiedz
  22. Akemi

    Dzwońcie na policję. 😉 Przeczytałam zarówno treści publikowane na blogu, jak i książkę.
    Hm, nie powiedziałabym, aby była to rola filologa – czytanie, czytanie, analizowanie, edytowanie… i czytanie. I jeśli mam być szczerą – po stokroć wolę “Kochanka…” niż marne wypociny językoznawcze Miodka, czy chwilowe podśmiewujki podczas czytania książek Moniki Szwai.
    Proszę zauważyć, iż obecnie wydawane książki mają… mniej więcej podobny poziom i styl, a co za tym idzie – pojawiają się schematy.
    Nie jestem tu jednak by bronić, czy ganić autorkę – dziennikarz obiektywny to skarb xD – lecz może jedynie 'wtrącę', iż tekst nie ma się aż tak tragicznie, skoro, o ile dobrze pamiętam, wyczerpał się nakład. 😉 Polacy to pesymiści, ale nie masochiści z wyboru. 😉

    Odpowiedz
  23. Prezydent Internetu Q

    To uczucie, gdy nie bardzo wiesz, co jest ironią, a co nie…

    A co do nakładu – “50 twarzy Greya”, książka uznawana oficjalnie za literaturę śmieciową sprzedała się w kilkuset milionach egzemplarzy. Nie wiem, jaki nakład miał “Kochanek Magii”, ale sądząc po niemalże zerowej dystrybucji Wydawnictwa TCD zapewne kilka razy mniejszą niż przeciętny debiut. Posądziłbym się o stwierdzenie, że moje recenzje przeczytało jednak więcej ludzi, więc jeśli jedziemy argumentem o popularności, to ja jestem wielkim pisarzem 🙂

    Odpowiedz
  24. Lenn

    Panie Q, myślę, żeś pan udźwignął tę recenzję. Bez wdawania się w szczegóły i przytaczania konkretnych scen, udało się oddać, co w książce poszło nie tak (papierowe realia, naiwne relacje, miłość z dupy etc.), a sama recka okazała się wyczerpująca również pod względem ilości znaków. 😉

    Jestem ciekawa, czy kolejne tomy tego… tfforu… okażą się lepsze, tj. czy autorka rozkręca się z czasem, gdy już zdąży oswoić się z seksami i spłynie na nią pomysł na fabułę. Nie, żebym zaraz zamierzała zaspokajać tę swoją ciekawość u źródła…

    “Co więcej – nawet, jeśli akurat podoba ci się aktor grający Jacoba, gdzieś przy trzeciej scenie z rzędu zaczniesz zauważyć, że (…)” – Zaczniesz zauważać.

    Odpowiedz
  25. Prezydent Internetu Q

    Szczerze powiedziawszy, wida&#263, &#380e autorka si&#281 rozwija w pewnym stopniu – druga cz&#281&#347&#263 ksi&#261&#380ki jest lepsza, jednak mimo tego dla mnie zdecydowanie to nie jest poziom publikowalny. To co&#347, co pochwali&#322bym, gdyby przysz&#322o mi ocenia&#263 opowiadanie internetowe, ale nie, przynajmniej z za&#322o&#380enia, dzie&#322o profesjonalisty.

    A b&#322&#261d poprawiam.

    Odpowiedz
  26. Prezydent Internetu Q

    Szczerze powiedziawszy, widać, że autorka się rozwija w pewnym stopniu – druga część książki jest lepsza, jednak mimo tego dla mnie zdecydowanie to nie jest poziom publikowalny. To coś, co pochwaliłbym, gdyby przyszło mi oceniać opowiadanie internetowe, ale nie, przynajmniej z założenia, dzieło profesjonalisty.

    A błąd poprawiam.

    Odpowiedz
  27. Prezydent Internetu Q

    Szczerze powiedziawszy, widać, że autorka się rozwija w pewnym stopniu – druga część książki jest lepsza, jednak mimo tego dla mnie zdecydowanie to nie jest poziom publikowalny. To coś, co pochwaliłbym, gdyby przyszło mi oceniać opowiadanie internetowe, ale nie, przynajmniej z założenia, dzieło profesjonalisty.

    A błąd poprawiam.

    Odpowiedz
  28. Akemi

    Nie twierdzę, że nie – powoli namiętnie zaczynam rozczytywać się w opublikowanych recenzjach i felietonach, zamierzając, jeśli to nie przeszkoda, podać Cię (Pana? 😉 ) na zajęciach za przykład dobrego felietonisty ( i nie tylko), co za tym idzie – przedstawić kilka publikacji (to się babka zdziwi, gdy nie usłyszy nazwiska z Rzeczpospolitej lub Wyborczej… żeby tylko mnie za drzwi nie wywaliła).

    Saga o Potterze uznawana jest za propagowanie herezji i szerzenia zła, a jednak zrobiła furorę.
    “50 twarzy Greya”… a książki Paulo Coelho. 😉 Również uznawane za śmieciowe – chyba nawet bardziej niż pierwszy tytuł – a pomimo ekstrawagancji i dziwnego… stylu, również mają rzeszę fanów.
    Należy też zauważyć, a propos sprzedaży, iż takie 'twarze…' można dostać w każdej księgarni, czy antykwariacie (oj tak), czego nie można powiedzieć o “Kochanku”.
    Każdy kupujący brał to na swoją odpowiedzialność – mając fragment tekstu zamieszczony w sieci przez autorkę. 😉 Tematyka też nie jest zbyt popularna… Może się mylę.
    Cóż, nie mnie oceniać. Dobra krytyka nie jest zła – zwłaszcza, że obszerna i treściowo mocna, a więc i jakość i ilość. 😉

    Odpowiedz
  29. Prezydent Internetu Q

    Oczywi&#347cie, nie mog&#281 Ci zabroni&#263 powo&#322ywania si&#281 na to, co pisz&#281, ale ja osobi&#347cie nie wyskoczy&#322 z tego typu publicystyk&#261, zw&#322aszcza, &#380e ju&#380 mi zarzucano, &#380e moje recenzje maj&#261 ma&#322o wsp&#243lnego z “powa&#380n&#261” publicystyk&#261.

    Zasadniczo rzadko to, co staje si&#281 popularne jest przy tym jako&#347ciowo najlepsze. To dotyczy nie tylko ksi&#261&#380ek, a film&#243w, aktor&#243w, czasami gier…

    A tematyka jest akurat a&#380 za bardzo popularna, tyle &#380e w sieci, poza ni&#261 raczej nie. Ale wydaje mi si&#281, &#380e istnieje nisza czytelniczek, kt&#243ra kupi&#322aby wszystko, byleby by&#322 tam gejowski seks i, je&#347li mia&#322bym strzela&#263, to w&#322a&#347nie takie osoby kupowa&#322y “Kochanka Magii”.

    Odpowiedz
  30. Prezydent Internetu Q

    Oczywiście, nie mogę Ci zabronić powoływania się na to, co piszę, ale ja osobiście nie wyskoczył z tego typu publicystyką, zwłaszcza, że już mi zarzucano, że moje recenzje mają mało wspólnego z “poważną” publicystyką.

    Zasadniczo rzadko to, co staje się popularne jest przy tym jakościowo najlepsze. To dotyczy nie tylko książek, a filmów, aktorów, czasami gier…

    A tematyka jest akurat aż za bardzo popularna, tyle że w sieci, poza nią raczej nie. Ale wydaje mi się, że istnieje nisza czytelniczek, która kupiłaby wszystko, byleby był tam gejowski seks i, jeśli miałbym strzelać, to właśnie takie osoby kupowały “Kochanka Magii”.

    Odpowiedz
  31. Prezydent Internetu Q

    Oczywiście, nie mogę Ci zabronić powoływania się na to, co piszę, ale ja osobiście nie wyskoczył z tego typu publicystyką, zwłaszcza, że już mi zarzucano, że moje recenzje mają mało wspólnego z “poważną” publicystyką.

    Zasadniczo rzadko to, co staje się popularne jest przy tym jakościowo najlepsze. To dotyczy nie tylko książek, a filmów, aktorów, czasami gier…

    A tematyka jest akurat aż za bardzo popularna, tyle że w sieci, poza nią raczej nie. Ale wydaje mi się, że istnieje nisza czytelniczek, która kupiłaby wszystko, byleby był tam gejowski seks i, jeśli miałbym strzelać, to właśnie takie osoby kupowały “Kochanka Magii”.

    Odpowiedz
  32. Ewa Paczkowska

    Chciałam tylko serdecznie podziękować za recenzję i poświęcony czas. Przeczytanie jej nie było dla mnie łatwą lekcją, ale mam nadzieje, że wyciągnięta z niej nauka wyda w przyszłości pozytywne owoce. Pozwoliłam sobie umieścić link do recenzji na moim blogu. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  33. Anonimowy

    Nie zajmuj si&#281 heteroromansid&#322ami, s&#261 nudne 😀 Bierz tylko ksi&#261&#380ki TCD i Kotori i inne gejromansid&#322a 😀 Prosimy <3

    Odpowiedz
  34. Anonimowy

    Nie zajmuj się heteroromansidłami, są nudne 😀 Bierz tylko książki TCD i Kotori i inne gejromansidła 😀 Prosimy <3

    Odpowiedz
  35. Anonimowy

    Najwi&#281cej emocji wywo&#322a&#322a ksi&#261&#380ka “Lalkarz” K. Lisowskiej (wydawnictwo Kotori). Reakcje by&#322y skrajne. Kto&#347 nawet napisa&#322, &#380e to najlepsze polskie fantasy ;D No ciekawe…

    Odpowiedz
  36. Anonimowy

    Nie zajmuj się heteroromansidłami, są nudne 😀 Bierz tylko książki TCD i Kotori i inne gejromansidła 😀 Prosimy <3

    Odpowiedz
  37. Anonimowy

    Najwięcej emocji wywołała książka “Lalkarz” K. Lisowskiej (wydawnictwo Kotori). Reakcje były skrajne. Ktoś nawet napisał, że to najlepsze polskie fantasy ;D No ciekawe…

    Odpowiedz
  38. Anonimowy

    Najwięcej emocji wywołała książka “Lalkarz” K. Lisowskiej (wydawnictwo Kotori). Reakcje były skrajne. Ktoś nawet napisał, że to najlepsze polskie fantasy ;D No ciekawe…

    Odpowiedz
  39. kura z biura

    Tak sobie my&#347l&#281, &#380e fabu&#322a zbudowana na zasadzie “d&#322ugo, d&#322ugo nie dzieje si&#281 nic, potem sru! jaka&#347 akcja, a potem znowu nic” to efekt tego, ze opowiadanie powstawa&#322o na blogu. A na blogu to wiadomo, jak si&#281 pisze – ojej, obieca&#322am odcinek w ka&#380d&#261 sobot&#281, a tu pomys&#322u niet, wi&#281c trzeba waln&#261&#263 cokolwiek, &#380eby nie straci&#263 czytelnik&#243w. I aby do nast&#281pnej soboty, mo&#380e przyjdzie Wena. A &#380e czytelnicy blog&#243w zwykle s&#261 ma&#322o wybredni, za to lojalni, to i scenk&#281 o niczym skomplementuj&#261, bo dlaczego nie.
    Przed wydaniem ksi&#261&#380kowym powinien nad tym dzie&#322em przysi&#261&#347&#263 porz&#261dny, obiektywny redaktor i wszystkie takie zapchajdziury bezlito&#347nie wyci&#261&#263/kaza&#263 przerobi&#263. Ale porz&#261dni redaktorzy to gatunek wymieraj&#261cy i dotyczy to nie tylko takich, p&#243&#322amatorskich w sumie, wydawnictw jak TCD. Niestety.

    Odpowiedz
  40. kura z biura

    Tak sobie myślę, że fabuła zbudowana na zasadzie “długo, długo nie dzieje się nic, potem sru! jakaś akcja, a potem znowu nic” to efekt tego, ze opowiadanie powstawało na blogu. A na blogu to wiadomo, jak się pisze – ojej, obiecałam odcinek w każdą sobotę, a tu pomysłu niet, więc trzeba walnąć cokolwiek, żeby nie stracić czytelników. I aby do następnej soboty, może przyjdzie Wena. A że czytelnicy blogów zwykle są mało wybredni, za to lojalni, to i scenkę o niczym skomplementują, bo dlaczego nie.
    Przed wydaniem książkowym powinien nad tym dziełem przysiąść porządny, obiektywny redaktor i wszystkie takie zapchajdziury bezlitośnie wyciąć/kazać przerobić. Ale porządni redaktorzy to gatunek wymierający i dotyczy to nie tylko takich, półamatorskich w sumie, wydawnictw jak TCD. Niestety.

    Odpowiedz
  41. kura z biura

    Tak sobie myślę, że fabuła zbudowana na zasadzie “długo, długo nie dzieje się nic, potem sru! jakaś akcja, a potem znowu nic” to efekt tego, ze opowiadanie powstawało na blogu. A na blogu to wiadomo, jak się pisze – ojej, obiecałam odcinek w każdą sobotę, a tu pomysłu niet, więc trzeba walnąć cokolwiek, żeby nie stracić czytelników. I aby do następnej soboty, może przyjdzie Wena. A że czytelnicy blogów zwykle są mało wybredni, za to lojalni, to i scenkę o niczym skomplementują, bo dlaczego nie.
    Przed wydaniem książkowym powinien nad tym dziełem przysiąść porządny, obiektywny redaktor i wszystkie takie zapchajdziury bezlitośnie wyciąć/kazać przerobić. Ale porządni redaktorzy to gatunek wymierający i dotyczy to nie tylko takich, półamatorskich w sumie, wydawnictw jak TCD. Niestety.

    Odpowiedz
  42. Rosalie

    Kupiłam tę książkę jakiś czas temu ze względu na to, że dawno, dawno temu z napięciem czytałam blog z tym opowiadaniem. I cóż, może nie miałam tych trzynastu lat (bo bodajże o tym wieku wspominasz w recenzji), więc wiedziałam z czym co się z grubsza je, ale Derreo Story było jednym z opowiadań tego typu z którym się spotkałam i było wielkie wow. A z recenzją zgadzam się całkowicie. Autorka przedstawia ten sam poziom jak na blogu, czyli niski. Fakt, wraz z drugą częścią wreszcie coś zaczęło się dziać, ale czy książka jest warta polecenia? Nie sądzę. I czy żałuję wydanych ok 30 zł (chyba tyle mi to wyniosło)? Trochę tak. Czy kupię drugą część? Wątpię.
    Zastanawia mnie jedna rzecz – nie kupiłam więcej książek z wydawnictwa TCD, ale skoro podpisali się pod “Kochankiem Magii”, to jaki poziom przedstawiają ich inne książki? Również tak niski? To wydawnictwo nie ma dużo pozycji, powinno bardziej się starać, uważać co wydaje. A tak, to mam wrażenie, że przejdzie u nich każdy autor nieważne na jakim poziomie jest jego powieść.

    Odpowiedz
  43. Biały Lis

    Co do wydawnictwa, to wydaje mi się, że nie ma co oceniać całego zbioru na podstawie jednej książki. Osobiście czytała co prawda tylko “Zimę w piekle” i “Śnieg w czerwcu”, ale mogę zapewnić, że są to książki naprawdę ciekawe, nie jakieś szczególnie ambitne, ale dokładnie takie, jakie miały być, czyli przyjemne, z sympatycznymi bohaterami, humorem i odrobiną (taką dużą odrobiną) nierealności i absurdu. TCD nigdy nie cieszyło się zbyt dobrą sławą, a teraz jeszcze pogrążyło je pojawienie się Kotori, fakt, wydają chyba naprawdę każdego, kto się do nich zgłosi, ale to nie znaczy, że zgłaszają się tam same beznadziejne przypadki. Zdarzają im się pozycje zarówno kiepskie, jak i dobre. Jak to każdemu wydawnictwu 😉 Po prostu powinni nieco bardziej przyłożyć się do redakcji, bo to akurat leży u nich i błaga o dobicie (ale też dzieje się tak teraz w przypadku wielu wydawnictw, więc chyba po prostu jakaś paskudna plaga).

    Odpowiedz
  44. Anonimowy

    Kupuję na TCD i mają kilka bardzo dobrych pozycji. Jedynie minus to ten, że mam wrażenie jakby odrzucali takie teksty, w których jest więcej scen erotycznych i są opisane po ludzku. Czyli jak jest dwóch mężczyzn to seks ma być seksem, a nie opis pełen bajek. Wydawnictwu życzę odwagi w publikowaniu lepszych, a czasem i mocniejszych tekstów, a nie bajeczek dla dzieci.

    Odpowiedz
  45. Ewa Paczkowska

    Cóż, biorąc pod uwagę że pierwsza wersja opowiadania została opublikowana w 2009 lub 2010 roku a arty są z 2011… nie sądzę by ich autor inspirował się Kochankiem 🙂 – jak widać ma podobny gust. Inspiracją też były obrazki, fan-arty do Castlevanii.

    Odpowiedz
  46. Ewa Paczkowska

    O, przepraszam – dwa są z 2010. Tak czy inaczej, pisząc pierwszy tom, nie znałam ich jeszcze.

    Odpowiedz
  47. Enes

    Jest jeszcze Loki!… A nie to nie ten fandom 🙂

    Odpowiedz
  48. ios

    Przeczytałam i blog, i książkę, i recenzję, i wy/od-powiedź Autorki…
    Najlepsza jest recenzja 😉 bo pełna życia, iskrząca dowcipem (oj, ciętym, momentami okrutnym), ale tak naprawdę rzetelnie przedstawiająca niedociągnięcia powiastki.
    I zapewne nabędę drogą kupna część drugą, bo mam do tego opowiadania sentyment wielki, i będę trzymać kciuki i kibicować wiernie Autorce, że spełni swoją obietnicę “mam nadzieje, że wyciągnięta z niej nauka wyda w przyszłości pozytywne owoce.”
    Czego serdecznie życzę Pisarce i Jej Czytelnikom!
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  49. Moreni

    “jedyny pow&#243d, dla kt&#243rego czytacie t&#281 recenzj&#281” – rozgryz&#322e&#347 mnie.;P (plus – IMO to jedyna scena, dla kt&#243rej warto film ogl&#261da&#263, ale jestem w tym przekonaniu odosobniona).Nie no, tak na serio to czeka&#322am na ten tekst. Zabieram si&#281 do czytania.:)

    Odpowiedz
  50. Prezydent Internetu Q

    Podobno planowany jest drugi tom. To zreszt&#261 do&#347&#263 oczywiste, bo pierwszy urywa si&#281 ni z gruchy, ni z pietruchy…

    Odpowiedz
  51. Melanie con Ces

    ,,T&#261 ostatni&#261 mo&#380na por&#243wna&#263 do cudnego pornosowego schematu, kt&#243ry m&#243wi, &#380e ka&#380dy jest wsz&#281dzie i zawsze napalony, niezale&#380nie od sytuacji i tego, kto go chce zapi&#261&#263. &#39&#39 <- t&#281. c:I ahahha, bo&#380e. ,_, Nawi&#261zanie do Zmierzchu mnie powali&#322o, poniewa&#380 pami&#281tam czasy podstaw&#243wki, kiedy to wzdycha&#322am do tej ksi&#261&#380ki. Bo&#380e. Bo&#380ebo&#380ebo&#380e.

    Odpowiedz
  52. Prezydent Internetu Q

    Dzi&#281kuj&#281 za wytkni&#281cie b&#322&#281du i docenienie metafory z zimniokiem.

    Odpowiedz
  53. DarthBartus

    Po przeczytaniu “Kochanka…”?Z drugiej strony, ka&#380dy dzie&#324, kiedy wie si&#281, &#380e nie ma potrzeby czytania tego… czego&#347 jest dobrym dniem.

    Odpowiedz
  54. Anonimowy

    Kiedy nast&#281pna ksi&#261&#380ka i jaka? 🙂

    Odpowiedz
  55. Babatunde Wolaka

    Ja tylko si&#281 czepn&#281, &#380e “g&#322&#243wna protagonistka” to mas&#322o ma&#347lane… A metafora z zimniokiem w roli g&#322&#243wnej jest wielkiej urody.

    Odpowiedz
  56. Lars

    A sk&#261d Ty wiesz co Pan Q chcia&#322 zrobi&#263? Mo&#380e on tam naprawd&#281 …wesz&#322!Ps. Recenzja jak zawsze &#347wietna i &#39+&#39 za zmian&#281 szablonu. <3

    Odpowiedz
  57. Lena

    Recka jak zwykle cudna. Ech, za dawnych czas&#243w te&#380 si&#281 czyta&#322o “Kochanka Magii” na blogu, ale mi nie uda&#322o mi si&#281 dotrwa&#263 do ko&#324ca (przynajmniej tego, co by&#322o wtedy opublikowane), wi&#281c szacun. Czeka&#322am i czeka&#322am na te ostre seksy, a tam nic, to wreszcie zrezygnowa&#322am, bo przecie&#380 dla fabu&#322y czy ciekawych bohater&#243w si&#281 tego w&#261tpliwej jako&#347ci tworu nie czyta&#322o xDJak ju&#380 ludzie wytykaj&#261 b&#322&#281dy Panu Q., to i mnie kopnie ten zaszczyt:”A potem wesz&#322em na oficjalnego fanpejd&#380a ksi&#261&#380ki” – wszed&#322em 😉

    Odpowiedz
  58. Saraknya

    Z ciekawo&#347ci posz&#322am sprawdzi&#263 ile to ma stron. Napisali, &#380e ma tylko (albo a&#380) 243. Z tego co pami&#281tam, jak owe cudo by&#322o dost&#281pne jeszcze w necie to zajmowa&#322o przestrze&#324 dw&#243ch blog&#243w wraz z przyleg&#322o&#347ciami w postaci blog&#243w pomocniczych z grafikami, histori&#261 uniwersum, mapami plus osobny blog na romans dziadka Derreo Cynobera. Tak wi&#281c zastanawiam si&#281 czy autorka poprzestanie na jednej ksi&#261&#380ce czy planuje zarzuci&#263 nas ca&#322&#261 seri&#261. Borze szumi&#261cy, uchowaj! O, przypomnia&#322o mi si&#281! By&#322 jeszcze blog z seksami brata Rinviel (co&#347 mu na L by&#322o) ze smokiem 😉 Bogowie co ja czyta&#322am za m&#322odu -.- Teraz si&#281 dziwie, &#380e mam odchy&#322u, ehhh…

    Odpowiedz
  59. Anonimowy

    Q, wiem, &#380e nie wypada zdradza&#263 zako&#324czenia ksi&#261&#380ki, ale szepnij mi, prosz&#281, na uszko – czy na ostatniej stronie mamy p&#322omienne wyznanie mi&#322o&#347ci i pier&#347cionek z diamentem?Maryboo

    Odpowiedz
  60. Akemi

    Nie twierdz&#281, &#380e nie – powoli nami&#281tnie zaczynam rozczytywa&#263 si&#281 w opublikowanych recenzjach i felietonach, zamierzaj&#261c, je&#347li to nie przeszkoda, poda&#263 Ci&#281 (Pana? 😉 ) na zaj&#281ciach za przyk&#322ad dobrego felietonisty ( i nie tylko), co za tym idzie – przedstawi&#263 kilka publikacji (to si&#281 babka zdziwi, gdy nie us&#322yszy nazwiska z Rzeczpospolitej lub Wyborczej… &#380eby tylko mnie za drzwi nie wywali&#322a).Saga o Potterze uznawana jest za propagowanie herezji i szerzenia z&#322a, a jednak zrobi&#322a furor&#281. “50 twarzy Greya”… a ksi&#261&#380ki Paulo Coelho. 😉 R&#243wnie&#380 uznawane za &#347mieciowe – chyba nawet bardziej ni&#380 pierwszy tytu&#322 – a pomimo ekstrawagancji i dziwnego… stylu, r&#243wnie&#380 maj&#261 rzesz&#281 fan&#243w. Nale&#380y te&#380 zauwa&#380y&#263, a propos sprzeda&#380y, i&#380 takie &#39twarze…&#39 mo&#380na dosta&#263 w ka&#380dej ksi&#281garni, czy antykwariacie (oj tak), czego nie mo&#380na powiedzie&#263 o “Kochanku”. Ka&#380dy kupuj&#261cy bra&#322 to na swoj&#261 odpowiedzialno&#347&#263 – maj&#261c fragment tekstu zamieszczony w sieci przez autork&#281. 😉 Tematyka te&#380 nie jest zbyt popularna… Mo&#380e si&#281 myl&#281. C&#243&#380, nie mnie ocenia&#263. Dobra krytyka nie jest z&#322a – zw&#322aszcza, &#380e obszerna i tre&#347ciowo mocna, a wi&#281c i jako&#347&#263 i ilo&#347&#263. 😉

    Odpowiedz
  61. Ewa Paczkowska

    Chcia&#322am tylko serdecznie podzi&#281kowa&#263 za recenzj&#281 i po&#347wi&#281cony czas. Przeczytanie jej nie by&#322o dla mnie &#322atw&#261 lekcj&#261, ale mam nadzieje, &#380e wyci&#261gni&#281ta z niej nauka wyda w przysz&#322o&#347ci pozytywne owoce. Pozwoli&#322am sobie umie&#347ci&#263 link do recenzji na moim blogu. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  62. Ewa Paczkowska

    O, przepraszam – dwa s&#261 z 2010. Tak czy inaczej, pisz&#261c pierwszy tom, nie zna&#322am ich jeszcze.

    Odpowiedz
  63. Enes

    Jest jeszcze Loki!… A nie to nie ten fandom 🙂

    Odpowiedz
  64. ios

    Przeczyta&#322am i blog, i ksi&#261&#380k&#281, i recenzj&#281, i wy/od-powied&#378 Autorki…Najlepsza jest recenzja 😉 bo pe&#322na &#380ycia, iskrz&#261ca dowcipem (oj, ci&#281tym, momentami okrutnym), ale tak naprawd&#281 rzetelnie przedstawiaj&#261ca niedoci&#261gni&#281cia powiastki.I zapewne nab&#281d&#281 drog&#261 kupna cz&#281&#347&#263 drug&#261, bo mam do tego opowiadania sentyment wielki, i b&#281d&#281 trzyma&#263 kciuki i kibicowa&#263 wiernie Autorce, &#380e spe&#322ni swoj&#261 obietnic&#281 “mam nadzieje, &#380e wyci&#261gni&#281ta z niej nauka wyda w przysz&#322o&#347ci pozytywne owoce.”Czego serdecznie &#380ycz&#281 Pisarce i Jej Czytelnikom!Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  65. Ewa Paczkowska

    C&#243&#380, bior&#261c pod uwag&#281 &#380e pierwsza wersja opowiadania zosta&#322a opublikowana w 2009 lub 2010 roku a arty s&#261 z 2011… nie s&#261dz&#281 by ich autor inspirowa&#322 si&#281 Kochankiem 🙂 – jak wida&#263 ma podobny gust. Inspiracj&#261 te&#380 by&#322y obrazki, fan-arty do Castlevanii.

    Odpowiedz
  66. Rosalie

    Kupi&#322am t&#281 ksi&#261&#380k&#281 jaki&#347 czas temu ze wzgl&#281du na to, &#380e dawno, dawno temu z napi&#281ciem czyta&#322am blog z tym opowiadaniem. I c&#243&#380, mo&#380e nie mia&#322am tych trzynastu lat (bo bodaj&#380e o tym wieku wspominasz w recenzji), wi&#281c wiedzia&#322am z czym co si&#281 z grubsza je, ale Derreo Story by&#322o jednym z opowiada&#324 tego typu z kt&#243rym si&#281 spotka&#322am i by&#322o wielkie wow. A z recenzj&#261 zgadzam si&#281 ca&#322kowicie. Autorka przedstawia ten sam poziom jak na blogu, czyli niski. Fakt, wraz z drug&#261 cz&#281&#347ci&#261 wreszcie co&#347 zacz&#281&#322o si&#281 dzia&#263, ale czy ksi&#261&#380ka jest warta polecenia? Nie s&#261dz&#281. I czy &#380a&#322uj&#281 wydanych ok 30 z&#322 (chyba tyle mi to wynios&#322o)? Troch&#281 tak. Czy kupi&#281 drug&#261 cz&#281&#347&#263? W&#261tpi&#281. Zastanawia mnie jedna rzecz – nie kupi&#322am wi&#281cej ksi&#261&#380ek z wydawnictwa TCD, ale skoro podpisali si&#281 pod “Kochankiem Magii”, to jaki poziom przedstawiaj&#261 ich inne ksi&#261&#380ki? R&#243wnie&#380 tak niski? To wydawnictwo nie ma du&#380o pozycji, powinno bardziej si&#281 stara&#263, uwa&#380a&#263 co wydaje. A tak, to mam wra&#380enie, &#380e przejdzie u nich ka&#380dy autor niewa&#380ne na jakim poziomie jest jego powie&#347&#263.

    Odpowiedz
  67. Biały Lis

    Co do wydawnictwa, to wydaje mi si&#281, &#380e nie ma co ocenia&#263 ca&#322ego zbioru na podstawie jednej ksi&#261&#380ki. Osobi&#347cie czyta&#322a co prawda tylko “Zim&#281 w piekle” i “&#346nieg w czerwcu”, ale mog&#281 zapewni&#263, &#380e s&#261 to ksi&#261&#380ki naprawd&#281 ciekawe, nie jakie&#347 szczeg&#243lnie ambitne, ale dok&#322adnie takie, jakie mia&#322y by&#263, czyli przyjemne, z sympatycznymi bohaterami, humorem i odrobin&#261 (tak&#261 du&#380&#261 odrobin&#261) nierealno&#347ci i absurdu. TCD nigdy nie cieszy&#322o si&#281 zbyt dobr&#261 s&#322aw&#261, a teraz jeszcze pogr&#261&#380y&#322o je pojawienie si&#281 Kotori, fakt, wydaj&#261 chyba naprawd&#281 ka&#380dego, kto si&#281 do nich zg&#322osi, ale to nie znaczy, &#380e zg&#322aszaj&#261 si&#281 tam same beznadziejne przypadki. Zdarzaj&#261 im si&#281 pozycje zar&#243wno kiepskie, jak i dobre. Jak to ka&#380demu wydawnictwu 😉 Po prostu powinni nieco bardziej przy&#322o&#380y&#263 si&#281 do redakcji, bo to akurat le&#380y u nich i b&#322aga o dobicie (ale te&#380 dzieje si&#281 tak teraz w przypadku wielu wydawnictw, wi&#281c chyba po prostu jaka&#347 paskudna plaga).

    Odpowiedz
  68. Anonimowy

    Kupuj&#281 na TCD i maj&#261 kilka bardzo dobrych pozycji. Jedynie minus to ten, &#380e mam wra&#380enie jakby odrzucali takie teksty, w kt&#243rych jest wi&#281cej scen erotycznych i s&#261 opisane po ludzku. Czyli jak jest dw&#243ch m&#281&#380czyzn to seks ma by&#263 seksem, a nie opis pe&#322en bajek. Wydawnictwu &#380ycz&#281 odwagi w publikowaniu lepszych, a czasem i mocniejszych tekst&#243w, a nie bajeczek dla dzieci.

    Odpowiedz
  69. Prezydent Internetu Q

    Wierz mi, niesamowicie mi ulżyło po wyprodukowaniu tej recki. Tylko mam nadzieję, że nie będzie takiej chryi jak z poprzednimi.

    Odpowiedz
  70. MajorMistakes

    Hm, hm. Szukałam pdf, ale nie widzę. Czy ktoś byłby skłonny odsprzedać to interesujące dzieło? Mija rok od kiedy przeczytałam Ferrin, trzeba to jakoś uczcić 🙂

    Odpowiedz
  71. Lena

    PS A na Thora nadal nie mogę się napatrzyć… Wiesz jak przyciągnąć uwagę XD

    Odpowiedz
  72. DarthBartus

    Och, ależ wierzę. I podziwiam cierpliwość, której ja bym nie miał!

    Odpowiedz
  73. Moreni

    “jedyny powód, dla którego czytacie tę recenzję” – rozgryzłeś mnie.;P (plus – IMO to jedyna scena, dla której warto film oglądać, ale jestem w tym przekonaniu odosobniona).Nie no, tak na serio to czekałam na ten tekst. Zabieram się do czytania.:)

    Odpowiedz
  74. Prezydent Internetu Q

    Podobno planowany jest drugi tom. To zresztą dość oczywiste, bo pierwszy urywa się ni z gruchy, ni z pietruchy…

    Odpowiedz
  75. DarthBartus

    Widzę, że nick nie został wybrany na darmo 😀

    Odpowiedz
  76. Melanie con Ces

    ,,Tą ostatnią można porównać do cudnego pornosowego schematu, który mówi, że każdy jest wszędzie i zawsze napalony, niezależnie od sytuacji i tego, kto go chce zapiąć. &#39&#39 <- tę. c:I ahahha, boże. ,_, Nawiązanie do Zmierzchu mnie powaliło, ponieważ pamiętam czasy podstawówki, kiedy to wzdychałam do tej książki. Boże. Bożebożeboże.

    Odpowiedz
  77. DarthBartus

    Po przeczytaniu “Kochanka…”?Z drugiej strony, każdy dzień, kiedy wie się, że nie ma potrzeby czytania tego… czegoś jest dobrym dniem.

    Odpowiedz
  78. Lars

    A skąd Ty wiesz co Pan Q chciał zrobić? Może on tam naprawdę …weszł!Ps. Recenzja jak zawsze świetna i &#39+&#39 za zmianę szablonu. <3

    Odpowiedz
  79. Saraknya

    Z ciekawości poszłam sprawdzić ile to ma stron. Napisali, że ma tylko (albo aż) 243. Z tego co pamiętam, jak owe cudo było dostępne jeszcze w necie to zajmowało przestrzeń dwóch blogów wraz z przyległościami w postaci blogów pomocniczych z grafikami, historią uniwersum, mapami plus osobny blog na romans dziadka Derreo Cynobera. Tak więc zastanawiam się czy autorka poprzestanie na jednej książce czy planuje zarzucić nas całą serią. Borze szumiący, uchowaj! O, przypomniało mi się! Był jeszcze blog z seksami brata Rinviel (coś mu na L było) ze smokiem 😉 Bogowie co ja czytałam za młodu -.- Teraz się dziwie, że mam odchyłu, ehhh…

    Odpowiedz
  80. Anonimowy

    Kiedy następna książka i jaka? 🙂

    Odpowiedz
  81. Babatunde Wolaka

    Ja tylko się czepnę, że “główna protagonistka” to masło maślane… A metafora z zimniokiem w roli głównej jest wielkiej urody.

    Odpowiedz
  82. Lena

    Recka jak zwykle cudna. Ech, za dawnych czasów też się czytało “Kochanka Magii” na blogu, ale mi nie udało mi się dotrwać do końca (przynajmniej tego, co było wtedy opublikowane), więc szacun. Czekałam i czekałam na te ostre seksy, a tam nic, to wreszcie zrezygnowałam, bo przecież dla fabuły czy ciekawych bohaterów się tego wątpliwej jakości tworu nie czytało xDJak już ludzie wytykają błędy Panu Q., to i mnie kopnie ten zaszczyt:”A potem weszłem na oficjalnego fanpejdża książki” – wszedłem 😉

    Odpowiedz
  83. Akemi

    Nie twierdzę, że nie – powoli namiętnie zaczynam rozczytywać się w opublikowanych recenzjach i felietonach, zamierzając, jeśli to nie przeszkoda, podać Cię (Pana? 😉 ) na zajęciach za przykład dobrego felietonisty ( i nie tylko), co za tym idzie – przedstawić kilka publikacji (to się babka zdziwi, gdy nie usłyszy nazwiska z Rzeczpospolitej lub Wyborczej… żeby tylko mnie za drzwi nie wywaliła).Saga o Potterze uznawana jest za propagowanie herezji i szerzenia zła, a jednak zrobiła furorę. “50 twarzy Greya”… a książki Paulo Coelho. 😉 Również uznawane za śmieciowe – chyba nawet bardziej niż pierwszy tytuł – a pomimo ekstrawagancji i dziwnego… stylu, również mają rzeszę fanów. Należy też zauważyć, a propos sprzedaży, iż takie &#39twarze…&#39 można dostać w każdej księgarni, czy antykwariacie (oj tak), czego nie można powiedzieć o “Kochanku”. Każdy kupujący brał to na swoją odpowiedzialność – mając fragment tekstu zamieszczony w sieci przez autorkę. 😉 Tematyka też nie jest zbyt popularna… Może się mylę. Cóż, nie mnie oceniać. Dobra krytyka nie jest zła – zwłaszcza, że obszerna i treściowo mocna, a więc i jakość i ilość. 😉

    Odpowiedz
  84. Anonimowy

    Q, wiem, że nie wypada zdradzać zakończenia książki, ale szepnij mi, proszę, na uszko – czy na ostatniej stronie mamy płomienne wyznanie miłości i pierścionek z diamentem?Maryboo

    Odpowiedz
  85. Ewa Paczkowska

    Chciałam tylko serdecznie podziękować za recenzję i poświęcony czas. Przeczytanie jej nie było dla mnie łatwą lekcją, ale mam nadzieje, że wyciągnięta z niej nauka wyda w przyszłości pozytywne owoce. Pozwoliłam sobie umieścić link do recenzji na moim blogu. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  86. ios

    Przeczytałam i blog, i książkę, i recenzję, i wy/od-powiedź Autorki…Najlepsza jest recenzja 😉 bo pełna życia, iskrząca dowcipem (oj, ciętym, momentami okrutnym), ale tak naprawdę rzetelnie przedstawiająca niedociągnięcia powiastki.I zapewne nabędę drogą kupna część drugą, bo mam do tego opowiadania sentyment wielki, i będę trzymać kciuki i kibicować wiernie Autorce, że spełni swoją obietnicę “mam nadzieje, że wyciągnięta z niej nauka wyda w przyszłości pozytywne owoce.”Czego serdecznie życzę Pisarce i Jej Czytelnikom!Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  87. Ewa Paczkowska

    O, przepraszam – dwa są z 2010. Tak czy inaczej, pisząc pierwszy tom, nie znałam ich jeszcze.

    Odpowiedz
  88. Ewa Paczkowska

    Cóż, biorąc pod uwagę że pierwsza wersja opowiadania została opublikowana w 2009 lub 2010 roku a arty są z 2011… nie sądzę by ich autor inspirował się Kochankiem 🙂 – jak widać ma podobny gust. Inspiracją też były obrazki, fan-arty do Castlevanii.

    Odpowiedz
  89. Rosalie

    Kupiłam tę książkę jakiś czas temu ze względu na to, że dawno, dawno temu z napięciem czytałam blog z tym opowiadaniem. I cóż, może nie miałam tych trzynastu lat (bo bodajże o tym wieku wspominasz w recenzji), więc wiedziałam z czym co się z grubsza je, ale Derreo Story było jednym z opowiadań tego typu z którym się spotkałam i było wielkie wow. A z recenzją zgadzam się całkowicie. Autorka przedstawia ten sam poziom jak na blogu, czyli niski. Fakt, wraz z drugą częścią wreszcie coś zaczęło się dziać, ale czy książka jest warta polecenia? Nie sądzę. I czy żałuję wydanych ok 30 zł (chyba tyle mi to wyniosło)? Trochę tak. Czy kupię drugą część? Wątpię. Zastanawia mnie jedna rzecz – nie kupiłam więcej książek z wydawnictwa TCD, ale skoro podpisali się pod “Kochankiem Magii”, to jaki poziom przedstawiają ich inne książki? Również tak niski? To wydawnictwo nie ma dużo pozycji, powinno bardziej się starać, uważać co wydaje. A tak, to mam wrażenie, że przejdzie u nich każdy autor nieważne na jakim poziomie jest jego powieść.

    Odpowiedz
  90. Anonimowy

    Kupuję na TCD i mają kilka bardzo dobrych pozycji. Jedynie minus to ten, że mam wrażenie jakby odrzucali takie teksty, w których jest więcej scen erotycznych i są opisane po ludzku. Czyli jak jest dwóch mężczyzn to seks ma być seksem, a nie opis pełen bajek. Wydawnictwu życzę odwagi w publikowaniu lepszych, a czasem i mocniejszych tekstów, a nie bajeczek dla dzieci.

    Odpowiedz
  91. Biały Lis

    Co do wydawnictwa, to wydaje mi się, że nie ma co oceniać całego zbioru na podstawie jednej książki. Osobiście czytała co prawda tylko “Zimę w piekle” i “Śnieg w czerwcu”, ale mogę zapewnić, że są to książki naprawdę ciekawe, nie jakieś szczególnie ambitne, ale dokładnie takie, jakie miały być, czyli przyjemne, z sympatycznymi bohaterami, humorem i odrobiną (taką dużą odrobiną) nierealności i absurdu. TCD nigdy nie cieszyło się zbyt dobrą sławą, a teraz jeszcze pogrążyło je pojawienie się Kotori, fakt, wydają chyba naprawdę każdego, kto się do nich zgłosi, ale to nie znaczy, że zgłaszają się tam same beznadziejne przypadki. Zdarzają im się pozycje zarówno kiepskie, jak i dobre. Jak to każdemu wydawnictwu 😉 Po prostu powinni nieco bardziej przyłożyć się do redakcji, bo to akurat leży u nich i błaga o dobicie (ale też dzieje się tak teraz w przypadku wielu wydawnictw, więc chyba po prostu jakaś paskudna plaga).

    Odpowiedz
  92. Enes

    Jest jeszcze Loki!… A nie to nie ten fandom 🙂

    Odpowiedz
  93. MajorMistakes

    Hm, hm. Szuka&#322am pdf, ale nie widz&#281. Czy kto&#347 by&#322by sk&#322onny odsprzeda&#263 to interesuj&#261ce dzie&#322o? Mija rok od kiedy przeczyta&#322am Ferrin, trzeba to jako&#347 uczci&#263 🙂

    Odpowiedz
  94. Prezydent Internetu Q

    Wierz mi, niesamowicie mi ul&#380y&#322o po wyprodukowaniu tej recki. Tylko mam nadziej&#281, &#380e nie b&#281dzie takiej chryi jak z poprzednimi.

    Odpowiedz
  95. Lena

    PS A na Thora nadal nie mog&#281 si&#281 napatrzy&#263… Wiesz jak przyci&#261gn&#261&#263 uwag&#281 XD

    Odpowiedz
  96. DarthBartus

    Widz&#281, &#380e nick nie zosta&#322 wybrany na darmo 😀

    Odpowiedz
  97. DarthBartus

    Och, ale&#380 wierz&#281. I podziwiam cierpliwo&#347&#263, kt&#243rej ja bym nie mia&#322!

    Odpowiedz

Leave a Reply