O wyparciu

1.

– A może by tak czas przestać się bawić i wrócić do domu? – mówi mój ojciec.

Jest początek roku 2001. Mam dwanaście lat, już miesiączkuję i za kilka miesięcy powinnam iść do gimnazjum, a policja zabrała mnie z domu. Powód zabrania znany jest każdemu śmieszkowi internetowemu teraz, a także każdemu na osiedlu piętnaście lat wcześniej – twój stary najebany leży brzuchem do góry, w samych gaciach, a w przedpokoju piętrzą się butelki po wódce. Dla dwunastoletniej mnie obecność butelek w przedpokoju zazwyczaj była powodem dzikiej histerii jeszcze zanim widziałam ojca – już lata wcześniej robiło mi się niedobrze, gdy w przedpokoju coś błysło kątem oka.

Tak więc sprawa prosta – stary najebany, wszyscy dookoła to widzą, i sąsiedzi, i szkoła, i policja, i pracownicy socjalni i pewnie sam papież pierdolnął tego dnia encyklikę – „Stary znowu najebany, przyjeździe wreszcie coś z tym zrobić”.

Te dwie godziny, pomiędzy przyjazdem policji a umieszczeniem w Pogotowiu Opiekuńczym to prawdopodobnie jedyny czas, kiedy wszystko było logiczne. Bo jak wiadomo, alkohol ludzi wiecznie nie trzyma jako zakładników, w końcu więc ojciec przyjedzie i powie mi, abym się przestała bawić.

2.

Nie jestem dobrą ofiarą. Gdy stary ze mną rozmawia, zapamiętuję, ale nie przetwarzam, nie świadomie. Stary staje twarzą w twarz z swoim najgorszym koszmarem… no może drugim po wódzie – autystycznym potworkiem, który Nie Rozumie. Do austystycznego potworka nie dociera, że powinno być mu wstyd, że zabrano go z domu i że powinien chcieć wrócić. Nie wie też, że to jego wina. Ma to gdzieś i chce, aby następnego razu ojciec przywiózł mu cukierki.

Nie jestem dobrą ofiarą, bo myślę o sobie i o przyziemnych przyjemnościach. Nie zabiegam o kontakt z ojcem, nie chcę wrócić, bo za bardzo boję się butelek, ale przykrywam ten strach dobrymi rzeczami. Na przykład, że może będę mogła nażreć się cukierków za wszystkie czasy.

Stary przywozi łapówę, ale inne dzieciaki zjadają ją, gdy mnie nie ma i rozwalają papierki po moim łóżku. Taka opcja nie przyszła mi do głowy.

3.

Mam problem.

Nie, nie chodzi o to, że ojciec mi kazał przestać się bawić i wrócić do domu. To nie będzie mnie zajmowało przez lata.

Mam problem, bo jestem inna niż cała reszta dzieciaków. Nie jest to specjalnie nowy dylemat, ale inne dzieciaki są inne od wszystkich innych dzieciaków, jakie znam. Są gorsze – orientuję się z zalążkiem nastoletniego poczucia wyjątkowości, które miało zamaskować to, że sama czuję się gorsza. Inne dzieciaki nie potrafią niczego w tej marnej szkole, do której nas wysyłają, kradną na potęgę, ich zabawą jest symulowanie stosunków i uciekanie z ośrodka. Trzynastolatki w czasie godziny Internetu w weekend wchodzą na erotyczne czaty, aby pisać o seksie z dorosłymi facetami. Nie lubią mnie, ja nimi gardzę. One mnie biją, ja staję się coraz bardziej agresywna.

4.

– Może sobie sama wymyśliłaś ten alkoholizm, nie ma żadnych dowodów – mówi matka zastępcza.

Nie mam pojęcia, skąd wie, ale jakoś zawsze wie, gdzie uderzyć, aby najbardziej bolało. Śmieje się, że inne dzieci mnie nie lubią, śmieje się z moich zębów, ponieważ sama nie posłała mnie do lekarza, aby je naprawił, śmieje się z tego, że zauroczyłam się w koledze. Widzi mój nadęty intelektualizm i mówi, że wszyscy uważają mnie za upośledzoną, moje hobby nazywa blablaniem. ‘

Nienawidzę jej. Jej biologiczne dzieci też jej nienawidzą, ale są od niej uzależnione, bo ciągle mówi nam, że sobie nie poradzimy bez niej. A jak ja chcę, to mogę wracać do domu.

Po latach nie boję się już butelek, boję się polecenia, aby wracać do domu. Nie kojarzę żadnego miejsca z domem.

5.

– Skąd wiesz, że twój ojciec był alkoholikiem? – pyta sędzia na rozprawie. Jestem na tyle dorosła, że mogę już zeznawać, nie na tyle dorosła, aby ktokolwiek uznawal to, co powiem, za mające jakąkolwiek wartość. W papierach jestem dzieckiem nieustannie zmanipulowanym, aczkolwiek niekoniecznie wiadomo, przez kogo. Ot, jak rozmawiają ze starym, to przez matkę, jak z matką, to przez ojca. Dociekanie prawdy nie jest sprawą sądu.

Dostaję nakaz powrotu do ojca, który magicznym wyrokiem nagle się odnajebał z trybem wstecznym wskazującym, iż tak naprawdę od zawsze był nienajebany.

6.

– Czy przed tym, jak cię zabrali, ustalałaś coś z policją i matką zastępczą, na przykład w szkole? – pyta ojciec.

Nie myślę o tym.

Wyrok sądu nie działa – ojciec, który nigdy się nie najebał zmarł na poboczu w samochodzie na zawał serca, do którego wydatnie przyczyniły się olewanie zaleceń lekarza odnośnie diety i alkoholu.

Przez pół roku jestem najprawdopodobniej jedyną piętnastolatką w Polsce, która nie ma żadnego opiekuna prawnego, bo po śmierci ojca cały świat machnął na to ręką.

7.

Matka zastępcza mówi, że zabiłam własnego ojca.

Niektórych rzeczy nie potrafię wyprzeć, ale znam skuteczny sposób, praktykuje go biologiczny syn matki, mój przyszywany brat. Sposób polega na prawilnym przyjebaniu. Gdy brat uderzy matkę, biegnie ona do naszego pokoju, wrzeszcząc, abym ją ratowała. Gdy przyjebie mnie (albowiem funkcja przyjebania niezależna jest tak naprawdę od niczego, na przyjebanie zasługuję matka, ale też ja, geje, Żydzi i czarni, a zwłaszcza Barack Obama), matka mówi, że go prowokowałam, bo mam okres.

Przyjebanie skutkuje – pewnie dlatego, że przez te lata nigdy nie uderzyłam nikogo. Matka wie, że to nie ciosy, za którymi stoi agresja, to nagromadzona latami nienawiść. Następnego dnia próbuje mi wmówić, że wcale nie powiedziała tego, co powiedziała. Dzwoni po instytucjach i wymyśla, że ją prowokuję, bo mam okres.

Albo udaje, że dzwoni, albo wszelkie biura od złych dzieci w końcu proponują jej kurację taką, jak ojcu – napiszą na papierze, że wcale nie, i problem zniknie.

8.

Matka, która od lat powtarzała, że jak mi się nie podoba, to mam znaleźć sobie inną rodzinę, dziwi się, że wyprowadzam się zaraz po osiemnastce.

Pętla się zamyka – teraz też przyjeżdża policja, chociaż to ja ją wzywam – gdyby nie to, wyszłabym w samych majtkach, bo nawet pamiątek po ojcu nie mogę odzyskać. Matka nie traktuje mojej wyprowadzki poważnie, ale robi się blada, gdy widzi mundurowych z jednej strony, adwokata z drugiej i dochodzi do niej, że się nie udało. Nie będę z nią siedzieć do czterdziestki, jak jej własne dzieci i tarzać się w polewie z własnej beznadziejności.

9.

Jest początek roku 2019. Śnię o tym, jak wyjeżdżałam z ojcem na ryby, wspomnienia składają się z powolnego warczenia samochodu i zapachu papierosów. Urywają się nagle.

Łatwo jest mi mówić o nienawiści, bo nienawiść jest łatwa. Nienawiść mnie wzmacnia, sprawia, że nie czuję wstydu, gdy każą mi przestać się bawić i wracać, że oddaję, gdy ktoś mnie atakuje. Ludzi, którzy żerują na miłości i przywiązaniu, nienawiść zaskakuje – oto spotykają się z logicznym efektem tego, co zrobili. Z osobą, która chce się od nich odciąć, zamiast dawać kolejne szanse.

Nie potrafię poradzić sobie z pozytywnymi uczuciami, więc przesączają się powoli, latami. Gdy już zatraciły pierwotne znaczenie, sny o ludziach martwych od dekady, o żałobie, której nie przechodziłam, o wstydzie, którego nie odczuwałam.

Dopiero terapeuta mówi mi, że na jakimś poziomie musiałam odczuwać i że to wszystko nie znikło – po prostu teraz nagle mam i dwanaście, i piętnaście, i dwadzieścia siedem lat i w końcu jestem całością.