Calling Bullshit: CORAZ LEPSZA FIRMA, czyli jak odrzuciłem logikę i pokochałem zapierdol

utworzone przez | czerwiec 10, 2021 | Calling Bullshit, Ziemia Radomiem Galaktyki | 2 Komentarze

Wracam do analizowania artykułów, tylko – po pierwsze, na razie będę to robić na głównie Facebooku, po drugie, rzeczywistość trochę się zmieniła, a więc format też się trochę zmieni.

Zacznijmy od czegoś grubego, a mianowicie artykułu “Podwyżka dla pracownika – motywator czy gwóźdź do trumny, który sam sobie wbijasz?” z bloga “Coraz Lepsza Firma”, z którego dowiemy się, jak założyć przedsiębiorstwo, jeśli akurat charakteryzujesz się nie tylko empatią, ale i zdolnością przewidywania konsekwencji swoich poczyniań na poziomie psiej kupy w piaskownicy na placu zabaw.

Miłego czytania.

Dostajesz podwyżkę – powiedziałem Karolowi, dokładając mu jeszcze więcej obowiązków – ale od dziś będziesz nadzorował Ewelinę i Damiana na magazynie. No i przesiadasz się do biura – czeka Cię więcej pracy przy komputerze. Musisz poskładać zamówienia i przypilnować, żeby się wszystko zgadzało, okej?”.

Na początek wprowadzenie postaci przedsiębiorcy. Charakterystyka: młody, zdolny, pewnie w garniaku, spełnia marzenia, jak sra, to pewnie nie umie przewidzieć, że teraz kupa trafi do klopa. Przedsiębiorca wymyślił sobie sprytny plan – zamiast mieć trzech pracowników, dowali jednemu od zaraz trzy etaty. Poniesie z tego powodu konsekwencje, wniosków niestety nie wyciągnie.

“Widziałem, że się cieszy. No przecież dostał kolejną podwyżkę. Ja też się cieszyłem. W końcu oddawałem tę część swojej pracy, której szczerze nienawidziłem. I to komuś, komu ufam. Karol pracował u mnie już dwa lata. „Po co mi ktoś nowy? – myślałem. – Wolę jemu dorzucić do pensji – na pewno sobie poradzi”.
Miał wolną rękę i wszystko było w porządku.
To znaczy… Tak mi się wydawało…

Nasz podmiot przedsiębiorczy wykazuje się daleko posuniętym optymizmem polegającym na założeniu, że pracownik może mieć dowalone obowiązków w nieskończoność, co wygeneruje nieskończoną ilość pracy, a przez to wydatkowanie nieskończenie wielkiej energii.

Innymi słowy, próbuje wprowadzić w firmie rozwiązania, które teoretycznie występują jedynie w dwóch miejscach: chemii kwantowej i mózgach przedsiębiorców.

…bo serio myślałem, że jak dam mu kolejną podwyżkę i dołożę trochę obowiązków, to będzie pracował jeszcze lepiej!
A w sumie – jak tak teraz na to patrzę – to prawie całą robotę odwalałem za niego…

Czyli podsumowujmy – podmiot przedsiębiorczy ma jakiegoś pracownika Karola. Wpada na niesamowity pomysł uzyskania nieskończonej ilości pracy poprzez dowalenie Karolowi (prócz obecnych obowiązków) rolę menadżera na magazynie ORAZ osoby, która składa i kompletuje zamówienia.
Pytanie, co zadziało się nie tak:

  • Okazało się, że ten manewr jest po prostu niemożliwy z punktu widzenia fizyki klasycznej, ponieważ ta nie zawiera wyjątku traktującego o tym, że co prawda nie da się ciągnąć energii w nieskończoność, ale Karol akurat może;
  • Doba okazała się za krótka;
  • Karol jednak nie był cyborgiem wysłanym z przyszłości przez Korwina-Mikke w celu zapewnieniu przedsiębiorcom pracownikiem;
  • Karol był po prostu leniwy i nie doceniał przedsiębiorcy.

Gdy tylko wchodziłem do sklepu i zamykałem za sobą trzeszczące drzwi, Karol zaszywał się gdzieś na magazynie. Biuro stało puste, faktury porozrzucane po biurku, a na niektórych kartkach widać było ślady po kubkach z kawą.

Początkowo zupełnie mi to nie przeszkadzało. No przecież zarabiał teraz więcej, to i pilnował innych na magazynie. Dużo miał roboty. Przypominałem mu o różnych rzeczach, z częścią się nie wyrabiał. Myślałem: „Może jednak za dużo wymagam?”. I nadganiałem za niego.

Niestety, myśl o tym, że fizycznie nie można jednocześnie a. pilnować pracowników na magazynie, b. robić to, co Karol robił do tej pory, c. ogarniać zamówienia i, najwyraźniej jeszcze faktury, do głowy biednego przedsiębiorcy nie przyszła.
Myśl, że może jednak to nie był dobry pomysł co prawda w pewnej chwili się pojawiła, ale zrobiła minę zdziwionego Pikachu i sobie poszła.

W skrócie – genialny plan podmiotu przedsiębiorczego skończył się tak, że firma zaczęła zapadać się w czarną dziurę i w sumie dziwne, że dopiero teraz.

Teraz druga strona medalu, czyli ta sytuacja ze strony pracownika.

Następna podwyżka! Ale zajebiście! – pomyślał Karol, słysząc o kolejnych łatwych pieniądzach. – No to teraz bez problemu kupię sobie nową konsolę, w weekend zaproszę chłopaków… Meczyk, piwko i granie do rana. Lepiej być nie może!”

Durny Karolu, ty nie wiesz, że te pieniądze to inwestycja w to, abyś mógł w firmie robić na trzy etaty, więc konsolę niby możesz sobie kupić, ale pewnie się o nią jedynie potkniesz, gdy wrócisz do domu na sześć godzin snu o drugiej w nocy.

A poza tym:

„Co on gadał? Dobra, teraz w ciepłym biurze sobie posiedzę, coś tam porobię” – pomyślał, ale jakoś bardzo tym brakiem wiedzy się nie przejął…

Łaskawie przypomnę, że podmiot przedsiębiorczy nie umiałby przewidzieć, co się stanie, gdy wsadzi widelec do kontaktu i jestem absolutnie pewna, że regularnie sra w garniak. Bo jeśli jego firma jest jakimś wyznacznikiem, to typ uważa, że kupa mu się magicznie anihiluje, jeśli jej powie, że nie ma czasu, bo robi biznes.

Oooo, coś nie tak z zamówieniem? Zostawię na potem…” – pomyślał, próbując wygrzebać się spod sterty papierów i nieodczytanych maili.

„Oho, szef idzie!” – kątem oka zauważył, jak Rafał podjechał pod sklepowy magazyn firmowym vanem. Gdy tylko skrzypnęły drzwi, zgrabnie wyślizgnął się z biura do magazynu – unikając tym samym rozmowy.

„Taaaaa, mhm… pewnie znowu wylałby na mnie swoje żale i znów musiałbym się tłumaczyć. A już nie chce mi się wymyślać kolejnych powodów, dlaczego coś jest niedokończone…” – myślał, prześlizgując się pomiędzy kolejnymi regałami, byle jak najdalej od biura.

Przepraszam, ale dla podmiotu przedsiębiorczego po prostu nie istnieje żaden powód, dla którego „nie jest zrobione”. Nie dlatego, że jakiś powód mu konkretnie nie pasuje, tylko ponieważ nie potrafi w ogóle wyobrazić sobie koncepcji powodu, bo to za blisko stoi od przewidywania ewentualnych skutków własnych decyzji.

„Przecież nie powiem, że nie wiem, co i jak mam zrobić, bo jeszcze mi poleci po premii i cały plan zakupu następnych gier weźmie w łeb. A chłopaki już zacierają ręce na kolejne wspólne wieczory… Znowu wyjść na frajera? O nie, nie, nie…” – wypalił już trzeciego papierosa, a szef nadal tłukł swoimi ciężkimi butami o podłogę, zaglądając w kolejne kąty.

Wiecie co? W sumie podziwiam Karola, facet zauważył, że jego szef to jełop, który chce, aby robił na trzy różne etaty w zakresie przekraczającym nie tylko jego obowiązki, ale pewnie kwalifikacje. No chyba że Karol akurat jednocześnie jest menadżerem, księgowym, pewnie jeszcze masażystą, płetwonurkiem, a w chwili wolnej papieżem.
W takiej sytuacji palenie petów na zapleczu to absolutnie pożądane zachowanie – tak się robi, jak ktoś Cię próbuje pospolicie wyruchać na kilka różnych sposobów (bo nie czarujmy się, jeśli na kogoś zwalasz robotę, która powinna należeć do trzech ludzi i za ten cały zapierdol taki osobnik nawet nie dostaje tych trzech pensji, to to jest czystej wody próba wyruchania).

Iza, nie wyobrażasz sobie, jaki byłem wściekły, kiedy go w końcu dorwałem – Rafał dopiero tydzień później zadzwonił do mnie i opowiedział, co się wtedy właściwie stało. – Poważnie, puściły mi już nerwy. Zacząłem na niego krzyczeć, wymieniać, co spieprzył, co jest niezrobione, na jakie koszty mnie naraził. A on? A on spojrzał na mnie jak gdyby nigdy nic i z łaską wypowiedział tylko jedno zdanie:

– Jak się Panu nie podoba, to niech mnie Pan zwolni!

– Proszę pana, to jest Starbucks – odpowiedziała znudzona Iza za ladą.

Kompletnie mnie zatkało. I to zdanie do dziś dźwięczy mi w uszach. Jak mogłem dać się tak podejść? Stary a głupi. Co mi odbiło, żeby przestać patrzeć im na ręce? Dostał podwyżkę i tak mi się odpłacił? Co z tymi ludźmi jest nie tak?”.

Otóż z tymi ludźmi jest nie tak to, że mają szefa, debila, który uważa, że sypnięcie podwyżką uprawnia go do wszystkiego, łącznie z zakrzywianiem czasoprzestrzeni i elementarnej logiki. Nie, panie przedsiębiorco, to nie działa tak, że ty idziesz pracownikowi na rękę i robisz mu przyjemność podwyżką, jeśli dowalasz nowe obowiązki. To oznacza, że robisz minimalne logiczne minimum, czyli płacisz pracownikowi za dodatkową pracę.

W ogóle ciekawa rzecz z tymi podwyżkami:

  • jako że istnieje coś takiego jak inflacja, jeśli dostaniesz podwyżkę równą zmianie wartości pieniądza przez lata, to tak naprawdę nie jest to podwyżka, to waloryzacja;
  • jeśli dostaniesz podwyżkę i inny zestaw obowiązków, korespondujący z wyższym stanowiskiem w firmie – dostałeś awans;
  • jeśli dostałeś podwyżkę i inny zestaw obowiązków, ale na tym samym szczeblu w firmie – zostałeś przeniesiony i twoje nowe zajęcie jest lepiej płatne;
  • jeśli dostajesz podwyżkę wyższą niż wynikającą z waloryzacji, bez zmiany obowiązków – to jest ta prawdziwa podwyżka;
  • jeśli dostajesz podwyżkę, ale przedsiębiorca uważa, że w zamian za to masz zastępować kilkuosobowy zespół o zróżnicowanych obowiązkach – szef próbuje cię wyruchać, czas szukać innej pracy.

Mam nadzieję, że wszystko jest jasne, jak znajdę czas, to może napiszę jakieś wyjaśnienie dla podmiotu przedsiębiorczego w języku monke.

Historia Rafała wydarzyła się naprawdę. Co gorsze – Karol po tej rozmowie już więcej nie pojawił się w pracy. Pewnie domyślasz się, jak bardzo skomplikowało to funkcjonowanie całej firmy. Ktoś przecież musiał posprzątać ten bałagan…

Karol szybko awansuje na mojego bohatera – co de facto oznacza, że to najlepszy awans, jaki otrzymał, bo w zamian za niego nie musi mi czyścić kibla czy coś.

Czy ta historia mogła potoczyć się inaczej? Prawdopodobnie tak. Pewnie zauważyłeś już punkt zapalny.

Otóż to.

Pieniądze.

Ej, ale żeby tak polskich przedsiębiorców, sól tej ziemi szkalować?”Ja dam Ci podwyżkę, a Ty będziesz lepiej pracował. A jak się nie poprawisz, to po podwyżce nie będzie śladu!”.

„Ja dam Ci podwyżkę, a Ty będziesz lepiej pracował. A jak się nie poprawisz, to po podwyżce nie będzie śladu!”.

Wiesz, to wcale nie musi tak wyglądać. I wcale nie musisz sięgać do swojej kieszeni, żeby zachęcić pracowników do pracy.

Okej, przestańmy się śmiać na chwilę. Zastanówmy się, czemu większość ludzi pracuje. Czy ktoś myśli, że wypełnianie faktur i sprawdzanie magazynów dla Jego Wysokości Przedsiębiorcy to czyjeś hobby? Otóż – pracownicy pracują, aby zarobić pieniądze. Mamonę. Dolany. Dogecoiny. I potem iść na piwo i grać na konsoli z kolegami.
Jakby nie patrzeć, przedsiębiorcy zakładają firmy z tego samego powodu. Chociaż, nie powiem, z tego artykułu wynika, że robią to, ponieważ gdy jesteś szefem, inni w odpowiedzi na twoje zesranie mogą się jedynie zwolnić i podać do PIP-u.

Bo co sobie myśli pracownik, gdy nagle otrzyma podwyżkę?
Że świetnie pracuje, a co za tym idzie – może dalej robić to, co robił. I to w ten sam sposób!
Że podwyżka mu się po prostu należy.
Że nie musi się starać, bo jest niezastąpiony.
Że jest tak dobry, że może zmienić pracę na jeszcze „lepszą” – może na lepszym stanowisku, o innym zakresie obowiązków.
Teraz dobrze to widać: kolejne podwyżki często tworzą z pracownika osobę z pensją do pozazdroszczenia i z motywacją do pożałowania…

No, jakże by w tym utwierdzać pracownika. Zwłaszcza, że dwa akapity wyżej było, że jak Karol odszedł, to natychmiast się firma posypała biednemu podmiotowi przedsiębiorczemu.
Zabawne, że przedsiębiorcy tyle mówią o wolnym rynku, jednocześnie, jak widać, stosując całkowicie odwróconą logikę. Kiepsko opłacany pracownik na pewno nie poszuka lepszej pracy, ale dobrze opłacany już tak. Pięknej jakości fikoł.
Wiecie, kochani przedsiębiorcy, co dokładnie takim podejściem pokazujecie? Że wy, za przeproszeniem, ni chuja nie ogarniacie kwestii związanych z długotrwałą współpracą. Wydaje wam się, że pracownik, który siedzi u was pięć lat, wykonuje pracę wartą tyle samo, co nowy. Dokładnie tak się pojawia ciągły zalew gównousług robionych przez stażystów – bo nie ma nikogo, kto mógłby siedzieć w danej firmie na tyle długo, aby robić lepiej. A czemuż to nie ma nikogo takiego? Bo nie ma absolutnie żadnego powodu, aby tam siedzieć, skoro pensja się nie zmieni, a ewentualnie mogą dojść obowiązki.

Skoro jesteś już w tym miejscu, to masz świadomość, że kolejne podwyżki nic nie zmienią. No co najwyżej uszczuplą Twój firmowy portfel.
A sprawa jest prosta – wystarczy odkryć, co tak naprawdę motywuje ludzi do pracy. Odkryć, co sprawia, że pieniądze przestają być dla nich aż tak istotne.

Owocowe czwartki i młody, dynamiczny zespół. Ja osobiście po przeczytaniu tego tekstu jeszcze uznałam, że gdyby podmiot przedsiębiorczy wsadził sobie w tyłek czterdziestocentymetrowe dildo, to by mnie to raczej też zmotywowało.

Rafał, którego historię przed chwilą przeczytałeś, dotarł do wewnętrznej motywacji każdego ze swoich pracowników i nie popełnia już tych samych błędów. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, wdrażał siódmą osobę do zespołu, a jego ekipa świetnie się dogadywała. W firmie nikt nie chowa się po kątach, wszyscy wiedzą, co mają robić, i – co najważniejsze – Rafał w końcu nie musi po nikim niczego poprawiać.
Ty też możesz mieć takie relacje w swojej firmie. Dzieli Cię od tego tylko jeden krok.
Jest nim krótki quiz, który przygotowaliśmy specjalnie dla Ciebie. Dzięki niemu szybko dowiesz się, co motywuje Twoich pracowników do wydajnej pracy. I na pewno nie będą to kolejne podwyżki 🙂

Wrzucę Wam link do quizu, możecie sobie porobić… ja osobiście odpuszczę – w końcu już napisałam, co by mnie motywowało 😊

NAUKOWCY OGŁASZAJĄ – PINIONDZE NIE MOTYWUJĄ PRACOWNIKA, ALE PIENIĄDZE I LAJKI MOTYWUJĄ SHITPOSTERÓW

Wspadnij na Facebooka i wypełnił specjalny quiz za przedsiębiorców!

Fikaton 2018, czyli siedem fanfików w cenie jednego

Fikaton 2018, czyli siedem fanfików w cenie jednego

Mam głupie wrażenie, że każda lista w stylu "Jak mieć popularnego i profesjonalnego blogaska" powinna zaczynać się od punktu zero, wyglądającego mniej więcej tak: 0. NIE WRZUCAJ NA NIEGO GAYFURRY FANFIKÓW ZE STARŁORSÓW, DO JASNEJ ANIELKI. Jednakże, powiedzmy sobie...

Kryzys, czyli jak nie podbiłam Galaktyki przed dwudziestkąpiątką

Kryzys, czyli jak nie podbiłam Galaktyki przed dwudziestkąpiątką

O straconych szansach i upływającym czasie W maju zeszłego roku skończyłam dwadzieścia pięć lat. Gdy to nastąpiło, nagle zaczęłam zauważać pewne rzeczy. Na przykład, że dzieciaki w liceum zaczynają do mnie mówić per “pani”. A przynajmniej mówiłyby, gdybym znała...

2 komentarze

  1. Natalia Kośmider

    Szkoda, że Rafał najwyraźniej wyciągnął niewłaściwe wnioski😞

    Odpowiedz
  2. ololo-518

    W ogóle bardzo pięknie pan przedsiębiorca się podkłada na końcu, bo wdraża siódmą osobę do zespołu, który wcześniej liczył osób trzy… Ergo pracownik miał tyrać za 4 osoby

    Odpowiedz

Leave a Reply