Calling Bullshit: W wyobraźni wszystko się mieści, nawet zła erotyka. Wywiady z Blanką Lipińską.

Calling Bullshit: W wyobraźni wszystko się mieści, nawet zła erotyka. Wywiady z Blanką Lipińską.

Dzisiaj porozmawiamy o książkach, rzeczywistości i fantazji, oraz czym się od siebie te rzeczy różnią.

Zacznijmy jednak od określenia naszego eksponatu poglądowego. Powieść 365 dni wywołała trochę szumu w internetach po tym, jak zainteresował się nią Aszdziennik, punktując, między innymi, że mamy do czynienia z erotykiem dla kobiet, który zaczyna się od… gwałtu oralnego na kobiecie. Zapytana o to autorka, Blanka Lipińska, odpowiada coś w stylu: Paaaani, ale jaki gwałt, w sumie scena wygląda jak gwałt, opisywana jest jak gwałt i ogólnie śmierdzi gwałtem tak, że gdyby łazik Curiosity miał zmysł powonienia, to by wyniuchał ten gwałt z Marsa, ale… no, to nie jest gwałt, bo ja pisałam to, nie mając na myśli gwałtu.” (więcej…)

Calling Bullshit: Poważna rozprawa nad wyższością srania w lesie nad dobrodziejstwami cywilizacji

Calling Bullshit: Poważna rozprawa nad wyższością srania w lesie nad dobrodziejstwami cywilizacji

Jak powszechnie wiadomo, już pierwsze sumeryjskie tabliczki zawierały narzekania na to, że kiedyś było lepiej, a moda na noszenie jasnobrązowych opasek biodrowych była lepsza od obecnej zdegenerowanej mody na noszenie ciemnobrązowych opasek biodrowych. Postęp cywilizacyjny doprowadził do ciekawego punktu, w którym ludzie narzekają w Internecie na Internet, na Facebooku na media społecznościowe, a na blogaskach na inne blogaski. Takoż i ja teraz czynię, prezentując bardzo długi wykład odnośnie tego, czemu cywilizacja zginie poprzez brak odpowiedniej ilości srania w lesie i skakania na główkę z klifu.

Dla porządku dodam: jeśli jesteś na blogu pierwszy raz, to wyjaśniam, że tekst na szarym tle jest oryginalną treścią artykułu, a wszystko inne, to moje komentarze. Dodatkowo, dla odmiany, nie będę brała absolutnie wszystkiego. Bo nie jest tak, że się całkiem nie zgadzam z niektórymi punktami, zwłaszcza odnośnie przewrażliwienia rodziców i postępujących problemów z aktywnością fizyczną w społeczeństwie. Niemniej jednak, niektóre kawałki są grube niczym wymyślony przez autora zapatrzony w iPhone’a millenials, będący chochołem do bicia.

No to startujemy.

Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości.

“My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.

Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze… na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.

Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, “masz, kurna, drugą, nie”? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.

Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, “lepiej lanie niż śniadanie”. Nikt nie narzekał.

Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.

Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.

Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.

My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.”

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. […] Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba.

I niech zgadnę… nikt nie narzekał? 🙂

Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś.

Oj, widzę, że znajomy bardzo wpadł w syndrom “nikt nie narzekał”. Ciekawe, czy historia ma dalszy ciąg, w którym znajomy pierze swojego ojca za to, że zapomniał kupić bułki w Biedronce. Wiecie, kiedyś tłumaczenie olewactwa i roztargnienia jakąś tam “demencją” czy “Alzheimerem” też prawdopodobnie nie było tak postępowe jak dzisiaj. Piękne czasy.

Nikt nie narzekał.

Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił.

A, skoro nikt ze znajomych karku nie skręcił, to ewidentnie oznacza, że za starych, dobrych czasów ludzie mieli kręgosłup z adamantium (czytałam o tym komiks, to musi więc być prawda).

Znaczy, prócz tych, którzy nie mieli. Taki Piotr Pawłowski za starych, dobrych czasów skoczył do wody i do tej pory porusza się na wózku. Pewnie to był ten, co nie chciał srać do dziury w ziemi, tylko żądał toi-toia, dlatego taki delikatny.

Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

Przez chwilę zastanawiałam się nad śmiesznym komentarzem, ale w końcu postanowiłam postawić na szczerość: jestem tym dzieckiem, po które kiedyś do rodziców “przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji”. Na szczęście, nie były to “stare, dobre czasy”, więc mojemu ojcu z biegu ograniczono prawa rodzicielskie, zamiast tłumaczyć, że w sumie nic się nie stało, a tata ma staromodne podejście do wychowywania dzieci, np. uważając, że flaszka musi w domu być, ale jedzenie już niekoniecznie.

Rozumiecie więc, że niespecjalnie się zgadzam w kwestii interwencji z kumplem autora (nazwijmy go dla uproszczenia Władzio). Np. ja uważam, że Władzio powinien sobie swoje mądrości wsadzić w dziurę w lesie, skoro tak mu we współczesnym świecie brakuje miejsca na produkty jego defekacji.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel.

Pamiętajcie, dzieci – jeśli się wywalicie na nartach, oznacza to, że jesteście nierozważne. Nie, że macie przyczepione do stóp dwie dziwne blachy, do których nie jesteście przyzwyczajone, a wasze ciało nie ma pojęcia, jak utrzymać równowagę w takiej sytuacji. Gdybyście były rozważne, nie wchodziłybyście na górkę z nartami, albo na konia, tylko siedziały w pokoju i…

Zaraz, zaraz…

Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów.

Wiecie, ja nigdy nie byłam into te wszystkie durr durr, moje pokolenie najlepsze, durr durr staruchy dupy cicho. Ale jak to czytam, to przychodzi mi do głowy, że może, ale tylko może… ludzie, którzy uważają, że bycie pobitym za niedostateczne wyniki w nauce, sranie do dziury w ziemi i łamanie sobie kręgosłupa poprzez skoki do wody to coś, o co warto walczyć… może ci ludzie rzeczywiście są ode mnie po prostu głupsi?

Może mój smartfon wydziela jakieś specjalne millenialskie promienie, które nakierowują mnie na takie pomysły jak “może bicie dzieci to nie jest dobry pomysł?”, albo “po co srać do dziury w ziemi, jak można mieć toitoia?” czy wręcz, o zgrozo – “z odpowiedniej wysokości walnięcie w powierzchnię wody niewiele różni się od zarycia głową w beton, mam wrażenie, że to zły pomysł”.

Drodzy millenialsi, też tak macie?

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Poczekajcie… antydepresanty wywołują głęboką depresję?

Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

Tyle, że nie.

Raport jest, oczywiście, dostępny publicznie i zweryfikowanie tego wszystkiego może zająć maksymalnie cztery minuty. Wynika z niego kolejno, że:

– alkoholikami najczęściej byli mężczyźni po pięćdziesiątce;

– “duża depresja” najczęściej występowała u kobiet po pięćdziesiątce, przy “małej depresji” ani wiek, ani płeć nie były statystycznie istotne;

– dystymia, zaburzenia paniczne, zaburzenia lękowe uogólnione również częściej występowały u osób starszych;

– w raporcie nie ma absolutnie nic o lekomanii i uzależnieniu od psychotropów, są kategorie “nadużywanie substancji psychoaktywnych” oraz “uzależnienie od substancji psychoaktywnych”. W przypadku nadużywania różnica wynosi 0,5% porównując mężczyzn w wieku 18-29 lat i 50-64 lata (kolejno 2,3% i 1,7%). W grupie kobiet zależność była dokładnie odwrotna i to kobiety młode miały najniższe wyniki w tej kategorii (0,2% vs 1% w grupie 50-64 lata). W kwestii uzależnień w obu grupach płciowych u najmłodszych odnotowano najniższy odsetek. Najwyższy – u mężczyzn w wieku 40-49.

– chyba jedyna kategoria, w której istotnie dominowali ludzie młodzi, to fobia społeczna. No jakoś się nie dziwię, jak człowiek wychodzi z domu, a tu spotyka pana Władzia, co nie tylko gada coś o biciu pasem ośmiolatków, ale też jest takim trochę małym kłamczuszkiem.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność. – Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta.

W przeciwieństwie do realiów sprzed kilkudziesięciu lat, gdy kobiety szły na wojnę i ginęły, a chłopców wychowywali tatusiowie, tak?

Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce.

Łojeju, jeszcze za 20 lat jakaś heteroseksualna kobieta będzie chciała z nim uprawiać seks i ludzkość wcale nie wyginie na pokoleniu millenialsów? Co teraz?

Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce.

W sensie, w tekście o tym, jak kultura się zmienia i panu Władziowi się to nie podoba, pan Władziu właśnie napisał, że kultura się nie zmienia, bo taka zmiana jest z natury absurdalna?

Wiem, że macie dość tego obrazka, ale ja nie mam go dość.

Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle

Po pierwsze – nie, nikt nie zmusza chłopców do zabawy lalkami. Najbliższe temu, co udało mi się wyszukać, jest artykuł o tym, że stworzono neutralne płciowo katalogi, w których dzieci-modele bawią się wszystkimi zabawkami.

Rzeczywiście, tragedia. Mogli w końcu zrobić katalog z obrazkami dzieci obrywających pasem za kiepską ortografię, srających do dołka w lesie i, oczywiście, skaczących na główki z klifu. Wtedy by było 100% naturalnie, nie jakieś nowomodne wymysły.

A walka z naturą fachowo nazywa się cywilizacją. Bardzo polecam, aczkolwiek pan Władzio mógłby się w niej trochę źle w niej czuć.

To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Ja Wam mogę podać, dokąd zmierzacie – do samozagłady, bo żeście zbyt głupi, aby wiedzieć, że nie jesteście niezniszczalni. Że skacząc z klifu możecie się zabić, że spadając z konia możecie się zabić, że właśnie na złość cywilizacji wkładacie widelec do kontaktu i chełpicie się, że jeszcze ze swojej głupoty nie zeszliście z tego świata. Te dzieciaki jedzące detergenty do prania to nie jakiś nowomodny wymysł. To naturalne przekazanie pałeczki przez ludzi, którzy trzydzieści lat temu chwalili się przed kolegami, kto szturchnie patykiem niewybuch z wojny i skoczy na główkę do kałuży.

Nie bądź jak Władzio.

***

A z innych informacji: utworzyłam Patronite’a. Jeśli ktoś chce, aby notki na blogasku pojawiały się częściej, można tam dać napiwek twórcy, tj. mi. Ostatnio mam wielkiego kaca twórczego i wrażenie, że blogasek zmierza donikąd, tak jak i ludzkość, cały Wszechświat i filmowe uniwersum DC.

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Istnieje takie pojęcie w naukach społecznych jak “toksyczna męskość”. Aby wytłumaczyć ten termin, wystarczy wyobrazić sobie, powiedzmy, typowego zdobywcy nagrody Darwina, który pod czujnymi oczami i zachętami kolegów wsadza śrubokręt w niewypał z drugiej wojny, z ostatnimi słowami brzmiącymi “Staszek, ja tego nie zrobię?!”.
Toksyczna męskość oparta jest na 1. pogardzie do wszystkiego, co stereotypowo niemęskie i grup stereotypowo niemęskich (zwłaszcza kobiet i homoseksualnych mężczyzn), 2. gloryfikowaniu wszystkiego, co stereotypowo męskie. Taki facet de facto nie posiada czegoś takiego jak własne zdanie czy osobnicze preferencje odnośnie tak podstawowych rzeczy, jak ubiór, dieta, hobby itp., jego życie bowiem podporządkowane jest mentalnemu porównywaniu kutasów z kolegami. Toksyczna męskość nie tylko wymaga poświęcenia jej całej osobowości i całego życia (w sumie nie dając nic w zamian poza wywołaną frustracją pogardą dla całej reszty świata), ale także stawia jej kultywatorów w świetle niezbyt logicznych i dość prymitywnych automatów do powielania zachowań bez najmniejszego sensu.

To prowadzi nas do nowego Calling Bullshit, a Calling Bullshit prowadzi nas do CKM-u i “Męskiego Manifestu”. I nie mówcie, że to wszystko żart, bo to jak walenie gówna na środku Alei Jerozolimskich w godzinach szczytu i tłumaczenie, że srało się ironicznie, więc to się nie liczy.

(Wpis z gościnnym udziałem Agi, która daje komentarze na fioletowo). Oryginalny tekst CKM – w cytacie (tekst z wyraźnym wcięciem z obu stron). Moje, Arany komentarze – normalny tekst, bez wcięcia, albo czarny tekst w nawiasach kwadratowych […].

Nazwijmy rzeczy po imieniu: w 2017 roku mężczyźni dali się zagonić kobietom w kozią dupę (czy jakoś tak) [huehue, jestę mężczyznę Hulk smasz, nie umieć we frazeologizmy, bo to dla pedałuf]. Nie możesz już dotknąć, nie możesz spojrzeć, nie możesz powiedzieć, nie możesz nic, bo cokolwiek zrobisz, zaraz rzuci ci się do gardła stado tęczowych emancypantek, chcących rozszarpać cię na strzępy, a potem wrzucić zdjęcie twoich dymiących zwłok na Facebooka [jeśli tak postrzegasz zmiany społeczne wynikające z tego, że kobiety zaczęły protestować przeciwko temu, co robisz – to coś robisz bardzo, bardzo, ale to bardzo źle, a za 20 lat będziesz próbował spuścić łomot chłopakowi, który tak samo będzie postępował wobec Twojej córeczki][Malkontentom narzekającym, że “nie mogą dotknąć” zawsze życzę bliskiego spotkania ze stereotypowym POTĘŻNYM gejem w windzie]. Ostatni rok był najgorszy, ale nasz męski dramat wcale nie zaczął się w poprzednich 12 miesiącach. [Pewnie, że nie! Męski dramat zaczął się, kiedy ktoś facetom wmówił, że zachowywanie się jak cywilizowany człowiek z pełnym zestawem emocji to oznaka posiadania mikropenisa.] [Niech ktoś mi wytłumaczy, czemu hipermęscy mężczyźni wyrażają swoją hipermęskość poprzez jęczenie w pisemkach i internecie? Tak tylko pytam.] [Kobiety straciły cierpliwość do słuchania tego i teraz panowie muszą to robić we własnym gronie. No przecież pisał na początku, że kryzys męskości jest!]

Przypomnij sobie takie zjawiska jak metroseksualizm, feminizacja, piwo z sokiem [Kowalski, J (2018). Piwo z sokiem jako wiodąca przyczyna nowotworów jąder i penisa w badaniach Instytutu Męskości Tak Delikatnej, Że Zagraża Jej Sok Malinowy, Fantasy Medical Journal.] itp. – nasza płeć jest w defensywie [mam ochotę wstawić tu tak z 50-60 linków z gatunku ‘Mieszkaniec Szczecina zatłukł żonę butelką’] od tak dawna, że niektórzy faceci już nawet zapomnieli, jak powinien się zachowywać prawdziwy mężczyzna!

Co robić? Jak żyć? [Zablokować domenę CKM] Spokojnie, jeszcze nie jest za późno. Poniżej podpowiadamy – a właściwie przypominamy – elementarne zasady, na których oparta jest definicja zdrowej [hehe. hehehe.] prawidłowej męskości [Czyżby szacunek do innych, słowność, dojrzałość? *zastyga w nadziei*]. Odkurz je, odśwież, podlej wódką i stosuj się do nich w 2018 roku, a wszystko będzie dobrze.

MĘSKI MANIFEST CKM:
1. Mężczyzna nosi zarost, ponieważ jest mu tak wygodnie. A nie dlatego, że taka jest moda.

Mam w domu faceta, który zapuszcza brodę. Jakbym dostawała złotówkę za każde usłyszane “omg, ale drapie i swędzi, ale bym się ogolił!”, to bym mu dawno kupiła własny salon barberski.

Zarost nigdy nie jest wygodny (a przynajmniej wygodniejszy niż jego brak), ponieważ zarost to coś, co nad wyraz dobrze się brudzi przy jedzeniu. Ale doceniam durne i naiwne spojrzenie na świat. W sposób oczywisty faceci zawsze podążali za modą, tak samo jak wszyscy inni ludzie. To, że niemalże nikt nie zapuszcza “wąsów na Sarmatę”, chociaż kiedyś tak robiono, to właśnie ta moda, której smalce alfa boją się prawie tak bardzo jak różowych maszynek jednorazowych.

Nie no, zarost może być wygodniejszy niż jego brak, ale nie na twarzy. Jak ja bardzo żałuję, że punkt pierwszy tego manifestu nie dotyczy włosków łonowych i kobiet #WłosyŁonowePoCośSą #WrastająceWłoskiBoląJakSkurwesyn #ZacinanieSięMaszynkąTeż

2. Mecz w telewizji oznacza spotkanie z kumplami, dużo piwa i dużo wulgaryzmów. Nie ma innej możliwości.

Jak wiemy męskie chromosomy płciowe determinują miłość do piwa i przekleństw.

Co dokładnie jest męskiego w meczach? Znaczy, pomyślcie – dwa tuziny facetów kopie piłkę, sama dynamika tej akcji sprawia, że nagle te streamy z niezbyt ciekawych gier wydają się szalenie fascynujące. Ba, nawet gra w Ponga jest bardziej dramatyczna i fascynująca. Absolutnie nie dissuję tu nikogo, kto lubi oglądać sport, ale nigdy nie zrozumiem, jak coś tak mało dynamicznego, w czym jakakolwiek zmiana punktacji następuje średnio po godzinie lekcyjnej, może być przedmiotem wielkich emocji.

Kiedyś na zajęciach z psychologii społecznej siwiuteńki profesor nam tłumaczył, że dla mężczyzn piłka nożna jest takim odpowiednikiem wojny – powrzeszczy, pożyczy przeciwnikom śmierci, pomacha rękoma, a rano idzie znów do pracy, i jeszcze ma wrażenie, że coś zrobiliŚMY dla kraju, kiedy cały jego wkład polegał na nabyciu czipsów, piwa i zdarciu sobie strun głosowych, kiedy ktoś inny miesiącami ćwiczył przed meczem.

3. Klepnięcie w tyłek obcej kobiety jest molestowaniem. Klepnięcie w tyłek swojej kobiety jest komplementem.

Komplementem zasadniczo jest to, co osoba komplementowana za komplement uzna. W innym przypadku wcale jej nie komplementujesz, tylko zachowujesz się jak… no, typowy smalec alfa, osobnik niezdolny do pojęcia tego, że ktoś może mieć swoje zdanie, ponieważ sam zasadniczo go nie ma – jak będzie dalej pokazane, takiemu należy mówić nawet to, co ma jeść i pić.

Ja bym dodała, że klepnięcie w tyłek obcej kobiety może być komplementem, jasne – ale jeśli chcesz to weryfikować, stawiając ją przed faktem dokonanym, to automatycznie dajesz jej prawo do dania Ci piątki krzesłem w ryj.

4. Twoja kobieta ma prawo odmówić seksu. Lecz jeśli robi to przez tydzień non stop, to znaczy, że już nie jest twoją kobietą.

Prawdziwy mężczyzna nie zważa na to, czy ukochana ma miesiączki tak bolesne, że bierze leki przeciwbólowe mogące zabić małe zwierzątko bądź umiera na raka – nadstawiaj dupy i nie marudź.

Prawdziwy mężczyzna nie szanuje w sumie nikogo, prócz smalców alfa z wyższym levelem zachowywania się jak połączenie szympansa z prymitywnym programem napisanym przez gimnazjalistę na infie. Takim z trzema funkcjami, z których dwie dotyczą bekania, a ostatnia polega na roztaczaniu pogardy dla każdego, kto nie zachowuje się jak totalny przychlast.

BTW – ludzki pan, w ogóle bierze pod uwagę, że ona MOŻE odmówić! Wow, prawa człowieka takie przestrzegane, szacuneczek.

A poza tym:

No i czy widział ktoś kiedyś mężczyznę aseksualnego? Nieeee, nikt nigdy.

5. Schabowy, stek, burger. A nie pakora, kofta czy spaghetti z cukinią. Mężczyzna je mięso i koniec tematu!

Panie kochany, kofta to jest mięso mielone na szpadce.

Mięso powinno się jeść 2-3 razy w tygodniu, nadmiar wieprzowiny i smażonego mięsa jest po prostu niezdrowy i powie ci to każdy dietetyk. Tutaj w sumie widać problem z toksyczną męskością – taki facet będzie nawet walił maczetą własne zdrowie, byleby nie okazać się “niemęskim”. Czemu odżywianie się prowadzące w prostej linii do problemów z nadciśnieniem i miażdżycą jest męskie? Chuj wie. Ej, czy to nie jest pedalskie, że pan autor zna takie słowa jak pakora?

Tutaj przypowieść, egzotyczna, bo z Indii. Indie mają problem z tzw. otwartą defekacją, czyli, pospolicie rzecz ujmując, z ludźmi wypróżniającymi się na zewnątrz domu (poza wyznaczonymi miejscami, jak wygódka itp.) Miało to związek z drastyczną ilością toalet w domach, w niektórych rejonach kibelek występował w jednej czwartej gospodarstw. Rząd postanowił to zmienić i od kilku lat pod tym względem wiele się zmieniło.
Szybko jednak okazało się, że nawet ludzie – głównie mężczyźni – którzy mieli nowiutkie kibelki w domach idą za potrzebą za zewnątrz, najczęściej zresztą nie w krzaczki, a na ulicę. Było to na tyle nagminne, że specjalne patrole łaziły za ludźmi defekującymi w miejscach publicznych i wręczały mandaty.
Czemu ktoś, kto ma toaletę w domu, miałby robić coś takiego? Otóż – w Indiach takie publiczne opróżnianie jelit uchodzi za męskie, w przeciwieństwie do nędznego, niewieściego robienia do muszli.
Przez toksyczną męskość można nakłonić facetów, aby zesrali się publicznie na środku ulicy.
Czasami nawet nie jest mi ich żal.

Przez toksyczną męskość panowie boją się kupić sobie dezodorant w opakowaniu innym niż czarne lub niebieskie, bo jest pedalski; cywilizacja dawno poszła w doktorat, jeśli chodzi o umiejętne manipulowanie Delikatną Męskością.

6. Mężczyzna jest mężczyzną. Kobieta jest kobietą. Facet, który przeszedł operację zmiany płci, jest transseksualistką – ale z całą pewnością nie jest kobietą.

7. Brzydkie kobiety są brzydkie. Nawet gdy Karolina Korwin–Piotrowska uważa inaczej.

Ojtam, bekający, nie dbający o własną powierzchowność, chodzący w pranych raz na miesiąc ciuchach facet też jest brzydki. Powiedziałabym nawet, że niezależnie od tego, jak bardzo natura poszłaby w przymioty niefizyczne, poprawić zawsze się da. Chyba że się wychodzi z przekonania, że jest ponad to, a potem ma ból dupy, że laski nie doceniają faktu, że w ogóle się je chce.

8. W ramach obrony koniecznej mężczyzna ma prawo powiedzieć kaszalotowi, żeby spieprzał.

Kaszalot może mieć problem z atakiem; jest to zwierzę wyłącznie wodne, więc na lądzie, gdzie żyją ludzie, będzie raczej skazane na niepowodzenie. Kaszaloty nie porozumiewają się również mową.
Formalnie rzecz biorąc, ta lista to idealne instrukcja na wyhodowanie kaszalota – absolutnie chujowa dieta złożona z burgerów, piwa i wódki, brak chociażby podstawowego zainteresowania własnym wyglądem (takiego na poziomie odpowiedniej higieny), podejście, że dbanie o fizyczną atrakcyjność jest dla “pedałów”. Odbiorcy tej listy muszą słyszeć taktyczne spierdalajki dwa razy dziennie.

I pewnie postrzegają je jako tako zawoalowany komplement, ‘och, mówię Ci spierdalaj, bo masz za dużego zaganiacza który mi wyjdzie ustami’.

9. Facet, który nie jest w stanie unieść na rękach swojej kobiety, nie jest mężczyzną.

Wszelkie choroby typu dystrofia mięśniowa, karłowatość czy porażenie mózgowe automatycznie czynią Cię kobietą: natura nie zna osobników płci męskiej dotkniętych takimi schorzeniami.
Rozkmina na dziś: jakim mężczyzną czyni cię to, że trzeba ci dokładnie wypisać listę, co masz robić, aby być mężczyzną.

11. Tak, jak nie ma 50-letniej gwarancji na samochód, nie samo nie ma czegoś takiego jak monogamia. Powtórz.

To zaskakujące, jak bardzo męskie samce lubią bawić się niczym dwulatki: jak zasłonię oczy i nie widzę mamy, to ona też mnie nie widzi.
Zastanawiam się, jaka byłaby reakcja takiego smalca, gdybym przyszła i powiedziała, że okej – wobec tego teraz będę w związku z trzema facetami jednocześnie, preferowane typy wyższe i ładniejsze niż sam smalec (to nie będzie trudne, patrz punkty o higienie).

Słyszysz ten gwizd? To nadciągający pociąg obelg i sugestii, że nikt Cię nie tknie kijem.

12. Facet w koszulce polo z postawionym kołnierzykiem zawsze wygląda jak człowiek udający się na imprezę do klubu gejowskiego. Zawsze.

Mam paru znajomych gejów; jednemu, spieszącemu zresztą właśnie na imprezę w Glam, zdarzyło pokazać się w jakimś męskim portalu jako ‘wzór dobrze ubranego faceta’ i był stawiany jako przeciwwaga dla pedalskich, różowych ciot w rureczkach.
Kolejna bardzo fascynująca rzecz – z jakiegoś powodu histeryczne zwracanie uwagi i przypierdalanie się do wyglądów innych facetów, zwłaszcza tego, co noszą na klacie i/lub pośladkach, jest bardzo męskie.

Ale tylko projektant pedał odróżnia polówkę od koszulki rugby, ja się gubię.

13. Mężczyzna pije piwo, wódkę, whisky oraz bimber. Jeśli wino, to tylko do posiłku i tylko z kobietą.

Ernest Hemingway, Zygmunt Stary, Krzysztof Kolumb i Clark Gable byli kobietami. Alarmujcie media!
Fascynuje mnie, jak bardzo na tej liście “prawdziwi faceci” nie mają swojego zdania odnośnie niczego. Absolutnie niczego, włącznie z tym, co ubierają, co piją, co jedzą itp. Paradoksalnie mamy więc do czynienia z najbardziej kruchą męskością świata, skoro wypicie wina i zjedzenie czegoś wegańskiego ją niszczy.

14. Duże cycki zawsze są OK. Dopiero w dalszej kolejności można dyskutować o wyższości Naturalnych nad sztucznymi – lub odwrotnie.

16. Mężczyzna nie zakłada na siebie dziurawych jeansów – chyba, że podarły się same wskutek zużycia, po wielu latach ciągłego noszenia.

Bo, albowiem, ponieważ? W sumie, czemu się pytam? Powinnam się cieszyć, że nie srają na ulicy (jeszcze).

17. Mężczyzna nosi te same jeansy, koszulę i T–shirt przez pięć lat i ma w dupie, czy są akurat modne, czy nie. Z zastrzeżeniem, że raz w miesiącu jednak te ciuchy przepierze.

Nieprane miesiąc t-shirty mogą być powodem, dla którego kobieta odmawia seksu – just saying.
Obawiam się, że przy takim poziomie higieny kobiety powinny odmawiać zbliżenia się bliżej niż na pięćdziesiąt metrów.

18. W stuprocentowo męskim towarzystwie można mówić wulgarne, seksistowskie i homofobiczne żarty. Jednak w obecności kobiety morda w kubeł.

No, można. Ale jeśli się faktycznie jest prawdziwym facetem, to w takiej sytuacji się to towarzystwo opuszcza, bo prawdziwy mężczyzna nie przestaje z intelektualnym plebsem, zbyt dbając o własny stan umysłu.

19. Oczywiście, kiedy ona wyjdzie „za potrzebą”, można zdrowo pośmiać się znowu (i dopiero wtedy, panie Rudnicki).

W sumie po co ukrywać? Bycie prymitywem wychodzi w każdej chwili jestestwa takiego gościa i nikt nie byłby zdziwiony, że taki kobiet nie szanuje, homoseksualistów nie szanuje, szanuje tylko swoją klikę obleśnych kumpli (byle nie za bardzo, bo to homoseksualizm).

Sobie pozwolę na krótką przypowieść: miałam Ci ja raz takiego chłopa, co to na połowę komunikatów od otoczenia reagował śmiechem a’la Seth Rogen, nosił pomięte koszulki rugby do tweedowej marynarki o rozmiar za dużej i takiegoż kaszkietu, żywił się głównie blantami i Telepizzą, a za szczyt komentarza społecznego uznawał przyznanie się, że on by na lesbijki nie popatrzył, bo go to obrzydza. Wyjście do sklepu po cebulę samopas było uznawane za objaw zdrady z panem z warzywniaka, a wysłanie na terapię z powodu nadmiernej zazdrości skończyło się sugestią, że psychologia jest dla bab. Zresztą dezodorant, sprzątanie w mieszkaniu i szacunek dla kobiet też jest dla bab.
Teraz z kolei jestem z typem, który potrafi 5h spędzić na chodzeniu po galeriach handlowych w szukaniu butów idealnie w typie Chucka Bassa z Plotkary, żeby mu pasowały do jedwabnych skarpetek w lisy, ma półkę z kosmetykami, na której stoi nawilżający krem do twarzy, czyta poezję, z dużą determinacją usiłuje nauczyć się gotować, i potrafi wygłosić elaborat o tym, w jaki sposób przegłosowanie ustawy X może wpłynąć na sytuację ekonomiczną kobiet na Warmii. Jego ulubionym zajęciem jest gra w Europa Universalis, bo próbuje zweryfikować, czy da się stworzyć Cesarstwo Rzymskie z Siedzibą w Białymstoku.
Pytanie za 100 punktów: który się podawał za konserwatywnego dżentelmena, a który za takiego uchodzi?

20. Mężczyzna nigdy nie płacze. Jedyne dopuszczalne wyjątki: 1) ze wzruszenia – gdy patrzysz na gołe piersi Pauli Tumali, 2) z radości – kiedy Polska zdobywa mistrzostwo świata w piłce nożnej, 3) ze smutku – kiedy rozwalasz bolid w 23. godzinie wyścigu Le Mans, tracąc prowadzenie.

Choćby Ci matka umierała na białaczkę, dziecko wpadło pod ostrze w tartaku, szczęka się złamała przy przypadkowym uderzeniu – ani się waż łzy uronić; to grozi zamianą w kobietę.

21. Mężczyzna nie pali e–papierosów ani innych dziwacznych wynalazków. Prawdziwe szlugi albo wcale!

Rak płuc jest taki en vogue.
Ja jebe, gdybym jako kobieta miała listę takich bzdur, pokazałabym jej faka szybciej, niż dotrwałabym do końca. No ale, nie chwaląc się, ja posiadam coś takiego jak osobowość i własne zdanie, nie mówiąc już że dbam o elementarną logikę swojego postępowania.

Notabene – to pokazywanie faka naszej liście to jest właśnie feminizm między innymi, drodzy zdziwieni czytacze. Tylko nasza jest trochę mniej ‘nie rób tego, bo to pedalskie’, a bardziej ‘nie rób tego, bo Cię zgwałcimy albo zabijemy, żeby nam inne nie skakały’, więc trochę trudniej być rebelem.

29. Mężczyzna może płacić kobiecie ze seks drinkami, biżuterią czy kieckami – ale nigdy gotówką.

Kartą lub czekiem już jak najbardziej, prawda?
Jakoś mnie nie dziwi, że taki typ musi kobiecie za seks płacić…

Nie no, pracownice seksualne też z jakiegoś powodu istnieją – ale fakt, łatwiej zapłacić, niż zmienić się w osobę, z którą jakaś kobiety chciałaby ten seks uprawiać za free.

30. Mężczyzna może pójść sam lub z kumplami na koncert heavymetalowy, rockowy, a nawet muzyki poważnej. Lecz na koncert disco polo można iść tylko z kobietą.

Ja pierdolę, czy oni COKOLWIEK mogą zrobić z powodu tego, że akurat… no, to lubią? Jakie smutne życie frustrata musi prowadzić ktoś, kto zastanawia się, czy od wypicia nieodpowiedniego drinka czy pójścia na nieodpowiedni koncert nie zmaleje mu penis i nigdy, to dosłownie nigdy w swoim nędznym życiu nie zrobi czegoś, bo on tak chce. No może poza traktowaniem kobiet jak gówna dla odreagowania frustracji.

31. Patrz w lusterka, sprawdź dwa razy: baby za kierownicą są wszędzie!*
(*nie dotyczy Arabii Saudyjskiej)

Fakt, może taka mieć kamerkę i nagrać, jak wystawiasz łeb przez szybę i krzyczysz “KTO CI KURWA DAŁ PRAWO JAZDY”, a potem będzie wstyd przed rodzinką, jak to obejrzą na YouTube.

32. Uścisk dłoni na przywitanie i pożegnanie oraz zwisanie nad przepaścią – to są absolutnie jedyne sytuacje, kiedy możesz złapać za rękę drugiego mężczyznę.

35. Każdy mężczyzna musi zdobyć prawo jazdy kat. B zanim ukończy 19 lat. Największe pierdoły mogą z tym zwlekać do 21. roku życia. Ale, na miłość boską, już nie później!

Dojechałam do tego momentu i muszę panom złożyć szczere kondolencje – Wasze życie musi być straszne, skoro trzymacie się tylu różnych zasad, ograniczających Wam zajęcia do bekania, przeklinania i uprawiania seksu, przy którym nie można powiedzieć ‘kocham Cię’.

40. Mężczyzna może być łysy. Przeszczep włosów to pierwszy krok w stronę transseksualizmu.

41. Jeśli jedziesz samochodem z kobietą, to zawsze ty prowadzisz. Jedyna usprawiedliwiona sytuacja, kiedy kobieta wiezie ciebie jest wtedy, gdy jesteś pijany.

Choćbyś miał II grupę inwalidzką i wyłupione oczy. 
Tak z ciekawostek – większość wypadków powodują mężczyźni. Co prawda nie będę się upierać, że są gorszymi kierowcami – statystyki mogą wynikać z tego, że wśród mężczyzn jest większa liczba zawodowych kierowców, więc także i więcej przejechanych kilometrów. Za to na pewno przodują, niezależnie od wszystkiego, w powodowaniu wypadków śmiertelnych i jeździe po pijaku.
Jednakże niespecjalnie mnie dziwi ignorowanie rzeczywistości przez autora tychże wypocin.

Nie wiesz, że badania dzielą się na dwie grupy? Potwierdzające teorię albo opłacone przez lewactwo?

46. Na absolutnie każde pytanie można odpowiedzieć używając jednego z zaledwie trzech podstawowych słów: „tak”, „nie”, „wal się”. OK, to cztery słowa.

Proponuję eksperyment: znajdź kogoś, kto zgadza się z 10 stwierdzeniami tej listy, i zadaj mu dowolne pytanie z matury podstawowej z języka polskiego. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że okaże się, że użyje opcji numer 4.: “co to jest matura?”

47. Istnieje męska przyjaźń. Pewnie istnieje także przyjaźń między kobietami. Natomiast przyjaźń między kobietą a mężczyzną to wymysł lasek, które wolą się oszukiwać, że nie pójdą do łóżka z każdym.

Delikatne męskie ego nie zniesie myśli, że istnieją kobiety, które nie chcą z właścicielem tegoż ego co najmniej tanczyć horyzontalnej salsy.
Obawiam się, że po prostu jak wspomniany wyżej szympans, nie osiągnęli tego poziomu ewolucji, który pozwala na stworzenie relacji z drugą osobą płci odmiennej bez hehe ruchania hehe.

49. Mężczyzna dla swojego kumpla jest gotów na wszystko, poza jedną rzeczą: nigdy nie umyje mu pleców pod prysznicem na siłowni.

Od tego odpadają ręce? Also na tej liście jest przynajmniej 5. rzeczy, których ten kumpel nie powinien robić, bo może się zamienić w kobietę.

50. Kto nie pije, ten kapuje!

Kim jest więc prawdziwy mężczyzna? Nade wszystko kimś, kto nie ma własnego zdania i którego męskość może zostać zniszczona przez e-papierosa czy chwycenie kolegi na rękę. Swoje życie spędza masturbując się mentalnie [czasami też dosłownie] poprzez ocenianie zarostu/ubioru/diety innych facetów. Do ludzi posiadających coś takiego jak własny gust czy zdanie odnośnie zakładanych na dupę spodni czy ulubionego drinka, odnosi się z pogardą, chociaż sam w życiu nie miałby cywilnej odwagi zrobić czegoś, co mu się po prostu podoba. Kobiety i mężczyzn niewpisujących się w wymyślane standardy męskości traktuje albo przedmiotowo, albo pogardliwie. Nie szanuje czyjegoś zdania, ponieważ sam swojego nie ma. Beka i cuchnie. Nie dba o własną atrakcyjność fizyczną, partnerki zdobywając za pomocą nagabywania, molestowania albo przekupywania ich. Nie dba o własne zdrowie, ani fizyczne, ani psychiczne. Jeśli jesteśmy w Indiach – sra na środku ulicy i jest z tego, kurwa, dumny. #MeToo uznaje za powód, żeby komuś dojebać, niech się, hehe, wstydzi głupia, że się przyznaje.

Dopiszcie sobie puentę. Bo jak to czytam, to rzeczywiście widzę kryzys męskości.

I bardzo, kurna, dobrze, bo inaczej byśmy do tej pory mieszkali w chatkach z gówna.