Calling Bullshit, czyli ewolucyjne podstawy jojczenia na wszystko

Wesołych Walentynek!
(Jak byście się nie zorientowali, uwielbiam to mroczne książątko ciemności)

Żeby nie było za miło, kontynuujemy obrzydzanie połowy ludzkości, dzięki serii Calling Bullshit. Serio, niech ktoś podrzuci dyrdymały pisane przez kobiety, bo nie wierzę, że takich nie ma. W każdym razie – zaczynamy z grubej rury:

Chcemy kobiecych Kobiet!

Do większości ludzi w pewnym momencie dochodzi pewien smutny fakt: tak 99,9999% świata ma absolutnie gdzieś, co chcemy. Wynika to z prostego faktu, że inni nie istnieją po to, aby spełniać nasze zachcianki. Na szczęście, jeśli chodzi o dobór potencjalnego partnera lub partnerki, mamy do dyspozycji circa 3,5 mld ludzi (zakładając, że znajdujemy się w większości, którą pociąga jedna płeć), większość z nas umie więc znaleźć drugą połówkę bez ciamkania na blogasku, jaki to świat jest zły.
Oczywiście, nie dotyczy to męskich blogerów lajfstajlowych. Oni zazwyczaj marudzą jak przekupki na targu.

Dzisiejszy tekst jest pewnego rodzaju manifestacją tego co się dzieje w dzisiejszym świecie.

Niewątpliwie. Kiedyś to faceci na wojnę szli, zamiast ciamkać na blogasiach, paczcie państwo. Czy marudzenie na blogasiach jest w ogóle męskie? 

Kobiety narzekają, że „na rynku” został tylko towar gorszego sortu. Co jest temu winne?

Stawiam na Tuska.

Kobiety stały się bardziej męskie niż powinny. Proces ewolucyjny się zaburza!

 Tusk, proces ewolucyjny, jeden pies.

Pogadajmy o ewolucji.

Po pierwsze: procesy ewolucyjne NIE ZAWSZE są naszym sprzymierzeńcem. Na przykład ewolucja, dając nam imperatyw “rozmnażajcie się na cholerę” nie przewidziała, że w pewnym momencie całą planetę może trafić szlag, ponieważ będzie nas po prostu za dużo. Ma to pewien związek z tym, że ewolucja w ogóle nie przewiduje – ona działa, albo nie działa. To miliardy lat prób i błędów. 
Ale dobra, zobaczmy, co ma pisak do powiedzenia na temat ewolucji.

Uwielbiam kobiecość. Uwielbiam w pełni tego słowa znaczeniu gdy widzę w Kobiecie wyraźne cechy żeńskie. Zarówno w wyglądzie jak i zachowaniu, ale rzeczywiście coś tu jest kurwa zdrowo nie tak. Pragniemy delikatnych, kobiecych Kobiet ale z własnym zdaniem.

“My pragniemy”, czyli kto? Blogerzy lajfstylowi? Uczestnicy ankiety przeprowadzonej na blogasku pisaka? A jeśli mój kolega Ździsiek marzy o dziołsze dwa na dwa, co potrafi sobie świniaka na ramię zarzucić, to co? 

Widzę co się dzieje, bo nawet patrząc na CV młodych ludzi z pokolenia Y to Kobiety wypadają zdecydowanie lepiej, mają lepsze doświadczenie zawodowe, chcą się bardziej rozwijać i przyjmują męskie cechy, a później… mają ogromny ze znalezieniem sobie mężczyzny bardziej męskiego od siebie samej.

Bo męskie cechy widać w CV. Np. penisy. Nie dziwię się, że kobieta, która wrzuca sobie penisa do CV, ma problemy ze znalezieniem partnera (jakiegokolwiek). Mi to by wydawało się podejrzane.
Rada jak zwiększyć szczęście na świecie: nie wrzucaj dickpica do CV.

 Wkurwiają mnie dwa typy Kobiet najbardziej:– Silne, niezależne, zdecydowane które na siłę pokazują jakie to one są samowystarczalne.
– Niepewne siebie, nieśmiałe, bez własnego zdania, dające sobą pomiatać na maxa

Łoborze, to rzeczywiście czas chyba przestawić się na facetów, panie pisak? I które z tych kobiet są zaburzeniem procesu ewolucyjnego? Może wszystkie jak leci?
Rada jak zwiększyć szczęście na świecie: mpregi i eksterminacja kobiet.

Może i mam nowoczesne myślenie na temat relacji, Kobiet itp

A może i nie.

 Niech Kobiety dadzą mężczyznom być mężczyznami!

A ktoś wam zabrania? Frajerzduperfemenkorpsy chodzą po domach i każą mężczyznom zakładać rajstopy, oglądać My Little Pony i zakładać blogaski do marudzenia, bo jak nie, to kulka w łeb?

Tak! Lubimy gdy Kobieta jest ubrana bardzo kobieco, seksownie. 

 Czyt. lubię ja i moja kumpela Renia Rączkowska.

 Denerwują mnie głosy dotyczące tego, że to traktowanie kobiet jako obiektów seksualnych – i bardzo dobrze! Tak było jest i ma być.

Kolejna sprawa, której zwykle uczą się ludzie mający więcej niż dziesięć lat: większość ludzi ma w dupie, co sądzisz o ich wyglądzie. Ja, niezależnie od tego, czy ubieram seksowną sukienkę, czy dres, czy maluję oczy, czy golę nogi – mam absolutnie, głęboko gdzieś, co sobie różne pisaki blogasków o mnie pomyślą. A to dlatego, że marudzący gostek, jojczący o zaburzonym procesie ewolucyjnym objawiającym się niedopasowanymi spodniami na damskich pośladkach jest dla mnie żenujący i absolutnie NIE JEST potencjalnym partnerem seksualnym. Ba, nie jest nawet obiektem seksualnym, bo takim może być dla mnie Hugh Jackman, a nie jojczące pisaki. 

 Lubimy kiedy zakładacie seksowne, dopasowane sukienki, spódnice. W spodniach też jest fajne, ale takie które mogłaby założyć tylko Kobieta! Lubimy kiedy macie długie włosy, pomalowane paznokcie, pomalowane usta. Lubimy kolor czerwony na ustach, na paznokciach bo jest bardzo symboliczny. Namiętny. Możecie mieć włosy proste, kręcone byle były Kobiece! Nie cierpimy gdy chodzicie w rozciągniętych swetrach, gdy ukrywacie swoją kobiecość. 

Podobasz nam się taka jaka jesteś, bo jesteś od nas INNA! 

Chyba że nie wyglądasz, jak pisak chciał. Wtedy nie.

Facet to facet i facet utrzymuje dom. Tak było od dawien dawna i ma być. Mężczyzna był tym, który odpowiada za finanse domowe. Pokazuje już to na pierwszej randce gdy chce zapłacić za kolacje czy postawić drinki. Daj sobie siana z tą swoją niezależnością, że sama za siebie płacisz.

Powtórzę jeszcze raz: fakt, co akurat lubi pisak, obchodziłoby mnie tylko, jeśli bym chciała się z pisakiem umówić. Nie mam pojęcia, czemu pisak używa liczby mnogiej, w każdym razie – jeśli zapragnę, to mogę pójść na randkę i zapłacić nie tylko za siebie, ale i za randkowicza… i co mi pisak zrobi? Przyjdzie z transparentem ZABURZASZ EWOLUCJĘ PŁACENIEM ZA SOJLATTE i będzie protestował przed kawiarnią?

Po co podkreślać tak bardzo jaka Ty jesteś niezależna i chwalisz się, że zarabiasz i masz pracę? On też.

A po cholerę pisak płaci za kogoś? Czyżby chciał się pochwalić, że ma pracę i zarabia?

Przecież on Cię nie chce kupić a jedynie postępować według pewnych przyjętych standardów.

To pewnie znowu ta ewolucja. Na sawannie samce, które oddawały samicy dwa banany, zamiast jednego, miały większą szansę na numerek. Czy coś w tym stylu.  

Z jednej strony facet, który mówi: „To co? Płacimy na pół?” już od pierwszych spotkań – nie rokuje dla Ciebie raczej. 

Zaraz, zaraz… Według logiki pisaka:
– facet płaci: kobieta go nie chce
– facet nie płaci: kobieta też go nie chce

…jakim cudem ludzkość się w ogóle rozmnaża?

Rada dla świata: kobiety niech płacą za facetów, to jedyne wyjście.

Nigdy mi się to nie zdarzyło a jedynie silne upieranie się na to aby Kobieta zapłaciła lub po połowie. To jest nienormalne! Jeżeli facet ma zarabia sporo więcej od Ciebie i chce Cię np. na wekeend zabrać na wycieczkę to niech to kurwa robi! Nie czuj się skrępowana, nie czuj się jak ekskluzywna dziwka której czas jest KUPOWANY. Tak właśnie usłyszałem chyba ze dwa razy… „Mnie nie stać, więc nie mogę z Tobą lecieć bo będę czuła się skrępowana”

A pisak, jak przystało na prawdziwego samca, ma to w dupie i upiera się przy swoim, bo jego musi być na wierzchu. Otóż ciekawa sprawa: zaakceptowanie tego, jakiego rodzaju zalotów partner/partnerka sobie nie życzy, zazwyczaj pomaga w stworzeniu relacji. 

To takie normalne. Dlaczego mamy zmieniać swój lifestyle i nie robić czegoś na co mamy ochotę bo Was nie stać?

Zawsze myślałam, że podryw polega na tym, aby robić to, co sprawia przyjemność osobie podrywanej, ale najwyraźniej do tego trzeba wyjąć nos z dupy (własnej).

Przecież nie wymagamy od Was abyście zarabiały duuużo pieniędzy i dotrzymywały nam w tym kroku!

Pisaku, serio jak patrzę na swoją wypłatę, to nie myślę “o, przyszła kasa za lajki, teraz na bank zarabiam tyle, co pisaki lajfstylowe!”. Nie jesteś dla mnie kimś, kto może ode mnie czegokolwiek WYMAGAĆ bądź nie.

Owszem wiele Kobiet zarabia sporo pieniędzy, piastuje stanowiska dyrektorskie, są Prezesami firm, osiągnęły mega sukces zawodowy. Nie oczekujemy tego jednak od Was, bo wiemy jak trudne to jest i jak dużo „jaj” od Kobiety to wymaga. Jak bardzo potrzebuje ona zatracić często swoją kobiecość i „mieć większe jaja niż nie jeden mężczyzna” i bardzo dużo testosteronu w sobie.

Od stanowiska dyrektora przybywa testosteronu. Jest to związane z naturalnym procesem ewolucyjnym związanym z zakładaniem Przedsiębiorstw Handlowo-Usługowych w Afryce milion lat temu przez naszych przodków. 

Nie dla każdej Kobiety samorealizacja się w biznesie jest czymś wymarzonym. 

W przeciwieństwie do facetów, zapewne.

Gdy Twój mężczyzna zna się na czymś lepiej to oddaj mu to pole i nie decyduj za niego. Daj mu zdecydować i nie kłóć się za wszelką cenę, aby tylko podkreślić że masz własne zdanie. To bardzo logiczne, że jest wiele innych płaszczyzn gdzie Ty jesteś górą, a on Ci się nie będzie wpierdalał w podjęcie decyzji. Po prostu pamiętaj – JESTEŚ KOBIETĄ a ON MĘŻCZYZNĄ. Oddaj mu jego pole…nawet jeżeli wiesz doskonale, że on się myli.


Ej, mam dziwne wrażenie, że właśnie przeczytałam przepis na wyhodowanie zapatrzonych w siebie pisaczków XD Nie, jak facet się myli, nie będę udawała, że nie, bo jego delikatna menzka dóma ucierpi. Chciałbyś, pisaczku, chciałbyś. 

No właśnie… To nie jest tak różowe wszystko. Tak samo jak facet nie może mieć mózgu w 100% męskiego bo większość takich ląduje w więzieniu tak samo 100% Kobieta jest trudna we współpracy. Sterowana przez emocje, nad którym nie panuje i przypierdala o wszystko. 


Na przykład o to, jak powinny chodzić ubrane kobiety, jak powinny się zachowywać, czy powinny płacić czy nie, gdzie powinny pracować… eee…. 

Nienawidzimy kobiecego niezdecydowania ze wszystkim, chociaż to logiczne, że Kobieta będzie czasem niezdecydowana ale od tego ma mieć faceta, który ma podejmować we wszystkim decyzje wtedy kiedy widzi niemoc Kobiety.

Tak, już widzę, jak pisaczek, według którego kobieta ma być niezależna, ale nie, pracować, ale nie zarabiać za wiele, a jak zarabiać, to nie w biznesie, a tak w ogóle, to ewolucyjnie udowodnione, podejmuje jakąś decyzję wymagającą krzty logiki. 
Na koniec pytanie do czytelników: jak bardzo obchodzi Was zdanie pisaka na temat Waszej kobiecości/męskości?

Calling Bullshit: Misja na Urana, czyli wszystkie laski są takie same

Wow, druga notka w tym tygodniu. Przyznajcie, że tęskniliście.
Tym razem będzie, standardowo, o kobietach. Nie przedłużając, oddajmy głos znawcy tematu:

Wiesz dlaczego nie mam sił by walczyć o kobiety? Bo wiem, że to się nie opłaca.

Antynatalizm jest w modzie, sprawy związane z seksem można załatwić za pomocą własnej prawicy, a rozrywkę troszczą się śmieszne filmy z kotami. W sumie nie tylko nie opłaca się wiązać z kimkolwiek, ale też wychodzić z domu, ale mam dziwne wrażenie, że pan nie o tym…

Bo współczesne panie są wykręcone psychicznie, rozdarte, niedowartościowane lub przewartościowane.

W starych, dobrych czasach wszyscy byli psychicznie prości i akurat tak dowartościowani, jak sobie autor życzy. Ponadto z nieba spadały dolary, Polska ciągnęła się od Atlantyku do Pacyfiku, psy nie robiły na chodniki i wszyscy chodzili w żabotach. 
Ogólnie artykuł rozpoczyna się od wielkiego problemu autora: odkrył, że ludzie na świecie (a zwłaszcza kobiety) nie istnieją jedynie dla jego przyjemności estetyczno-ętelektualnej i posiadają coś takiego jak psychika. Autor nie do końca wie, o co z tą psychiką chodzi, podchodzi więc do niej jak pies do jeża i bezradnie rozkłada ręce. No kobiety nie funkcjonują, jak sobie polscy blogerzy lajfstajowi wymyślili! Nic tylko strzelić focha i zaprzestać jakichkolwiek kontaktów.

Kilka dni temu byłem na randce. Ona – atrakcyjna blondyna, szczera, naturalna w zachowaniu, zainteresowana. Ja byłem sobą.

Chyba zaczynam domyślać się, w czym problem.

Ale gdy tylko pojawiły się schody z jej strony, ja straciłem chęć do gry. Po prostu włączył się mój cynizm napędzany tym cholernym pragmatyzmem: „Co, kolejna z problemami, brakiem czasu, potrzebą adorowania, nie wiedząca czego chce…”.

Wiem, że problem przynajmniej w połowie leży po mojej stronie (może nawet więcej albo dużo więcej). Wiem, że o kobietę trzeba walczyć.

Nie.

Różni lajfstajlowce lubią zoologiczne porównania i inne podobne, zarzucę więc własnym. Często pojawiają się iście batalistyczne sformułowania, z samcami walczącymi o samice. Jednak w tej dzikiej naparzance w sumie nie chodzi o samą walkę.
Chodzi o ukazanie swoich walorów.
W przyrodzie mogą być to różne cechy – najbardziej czerwony tyłek, umiejętność rozgonienia wszystkich przeciwników, najlepszy głos itp. 
Z ludźmi w sumie jest podobnie, chociaż zapewne umiejętność ciskania kupą nie jest tak wysoko punktowana jak u pawianów. 
Co więc oferuję nam nasz autorynek? 

Nie jestem chłopcem z bukietem kwiatów, jestem normalnym gościem.

I szukasz bezproblemowej, idealnej partnerki?
Cóż, chyba już wiem, w czym problem…

Ale druga część „winy” to to, kim są współczesne kobiety. Jaką niedźwiedzią przysługę wyświadczyły im zmiany obyczajowo – społeczne ostatnich lat. Cudownie, że lepiej zarabiają, że znają swoją wartość, że mogą sięgać wyżej. Beznadziejnie, że są bardziej pogubione.

Zastanawiam się, na czym według autora polega brak pogubienia i czy przypadkiem “pogubienie” to nie synonim na “nie zachowuje się tak, jak ja chcę”.

Że naczytają się książek o tym, że niby bardziej wolimy zołzy i w to wierzą.

Wszystkie kobiety na świecie, bite trzy miliardy z kawałkiem. Trzy miliardy to taka liczba:

3 000 000 000
Dla uświadomienia sobie tej wielkości dodam: gdyby autor teraz zaczął spotykać się ze wszystkimi kobietami na świecie, i każdej z nich poświęciłby godzinę, do trzech miliardów dobiłby w roku 7867.

Co się stało z kobietami?
Od kurczaków na antybiotykach cycki im urosły, ale rozum zmalał.
Korwin je pożarł.
„Sfiksowały, bo chłopa dawno nie miały.”
Nie potrzebują facetów – patrz: partenogeneza.

Tutaj przypomnę, że na początku tej notki autor jojczył, że daje sobie spokój z kobietami i w ogóle ich nie potrzebuje, ogłaszam więc konkurs na męski zamiennik terminu partenogeneza w tym znaczeniu. Osobiście proponuję równie biologiczny termin mikropenis.

To nie chodzi o to, że kobiety pojebało. Zmienili się zarówno mężczyźni, jak i kobiety. To chodzi o to, że mężczyźni sobie z nimi nie radzą.

Nie mężczyźni, panie autor, tylko pan konkretnie. Powiem szczerze, że gdyby do mnie podszedł taki z gadką “Hłehłe, kobiety się nażarły kurczaków na antybiotykach i im cycki urosły, a rozum zmalał, hłehłe”, to rzeczywiście mógłby sobie nie poradzić. 
Mówiłam o walorach w stosunkach damsko-męskich: otóż obrażanie potencjalnej partnerki takim walorem nie jest.

Nie potrafią zatańczyć przed nimi haka. Haka to taniec Maorysa, który zaraz pójdzie się bić.

Mam dziwne wrażenie, że większość mężczyzn w historii świata jednak tego nie robiła.

Wiecie jak wygląda porno dla kobiet?

Dwóch seksownych facetów w wannie?

Nie trafiłam – tu autor opisuje pobieżnie fabułę Typowego Greya.

Jak wspominałem, damski pornol. Według tego typu narracji zbudowana jest większość harlequinów. Każda czyta, czytała, albo będzie czytać. 

Przypominam:

3 000 000 000
Coraz bardziej mam wrażenie, że dla autora typowe kobiety wyglądają tak.

Co jest podstawowym elementem tego archetypu, który tak pociąga laski? On jest sobą. On stawia jej granice. On jest niezależny. Ona nie ma nad nim kontroli. On uchyla drzwi do swojego świata.

Nie, podstawowym elementem archetypu, który tak pociąga laski, jest zazwyczaj fakt, że facet jest:
a. piekielnie przystojny
b. piekielnie inteligentny
c. piekielnie bogaty
d. posiada pewien rodzaj wrodzonej badaśności
e. miksuj i wywalaj punkty powyżej, w zależności od preferencji i potrzeb

To, o czym napisał nasz autorynek to dość typowy fetysz obu płci, że tak wspomnę te wszystkie Xeny, Tequile i różne dzikie wojowniczki – równie niebezpieczne, co rozebrane – zamieszkujące pulpowe komiksy. Kojarzy ktoś może Żyletę? No właśnie.

Niektóre zwierzęta aby ocaleć udają, że są drapieżnikami. Mężczyźni, aby zaliczyć udają, że się zgadzają. Dla świętego cyca potakują. Dla zobaczenia jej gołej dupy, świecącej w oddali niczym monstrancja lub kustodia gotowi są kłamać, zaprzeczać i milczeć. Dla fragmentu jej nagich ud – udają kogoś, kim nie są. Lecą jakimiś banałami, nie poruszają kontrowersyjnych tematów, cały czas się z nią zgadzają we wszystkim. Zwyczajnie boją się odrzucenia. Aby zobaczyć jej przyspieszony oddech i napięte do granic możliwości sutki grają kolesia, który jest lubiany przez wszystkich, ponieważ nikomu nie jest w stanie powiedzieć nic przykrego. Mężczyźni, aby zaliczyć, uprawiają odwrotną mimikrę. I zazwyczaj im się nie udaje, a nawet na pewno im się nie udaje, w przypadku najładniejszych lasek, które znudzone są potakiwaczami. One chcą emocji. Chcą pornola rodem z harlequina.

Wyobrażam sobie analogiczny wpis na blogu blondynki, z którą umówił się autor: Byłam na randce z jakimś typem, oczekując przy tym skrzyżowania Roberta Downeya z wibratorem i Wikipedią. Facet okazał się mieć problemy i być zagubiony emocjonalnie, teraz wam więc napiszę, czemu wszyscy faceci to zwiędłe fiutki…

Kobieta nie porozumiewa się słowem, konkretem, cyfrą. Ona powie coś, czego nie myśli, po to, aby sprawdzić czy reakcja, którą usłyszy jest taka, jaką chce usłyszeć.

W przeciwieństwie do facetów, którzy zrobią dosłownie wszystko, byle tylko zaruchać.

Kobieta raczej nie powie: „przyjedź do mnie, chcę żebyś mnie przeleciał”. Prędzej zrobi to tak: „Mam ochotę się upić. Wpadniesz? Bo nie chcę być sama”. Gdy się sama przy facecie upija to znaczy, że chce być zerżnięta.


Pamiętacie może pana z poprzedniego Calling Bullshit? Tego, który zaruchał raz, a po wytrzeźwieniu okazało się, że partnerka ma na imię Zdzisław?
Cóż, chyba znalazłam Zdzisława.

Wie ktoś może, kiedy rusza jakaś misja na Urana? Mam chyba tu kogoś, kogo na wszelki wypadek powinno się usunąć z powierzchni Ziemi, zanim zacznie gwałcić po pubach. 
(Tak w ogóle, zastanawiam się, jakim cudem w życiu trafił mi się jakiś seks. Nie pijam alkoholu.)

Co za tym wszystkim idzie, nie liczy się CO facet mówi, ale JAK to mówi i jak się zachowuje.

Tak wmawiają sobie ci, którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, więc uznają, że jak kobieta na nich nie leci, to znaczy, że siadł pod złym kątem i źle akcentował słowa XD 

„Kiedyś spotykałam się z jednym. Pyta: Zjemy pizzę? Tak, tylko zamów z dodatkowym ketchupem, bo sosu nie lubię. On, że ok. Pizza jest, ale bez ketchupu. Facet powie: Nie pierdol, jedz. Cipa- poleci po ketchup do sklepu. On poleciał. Przestaliśmy się spotykać”.

Chciałam jakoś skomentować powyższy fragment, ale wysiadłam przy genitaliach latających do sklepu.
Mam podobną anegdotkę. Kiedyś rozmawiałam z facetem o polityce. Coś się nie zgadzaliśmy, rzucił więc czymś w stylu: “Przestań pierdolić, bo mnie denerwujesz”. 
Za pierwszym razem powiedziałam, że ma nie nazywać mojej argumentacji i poglądów pierdoleniem.
Za drugim razem dostał definitywnego kopa. Nie mam zielonego pojęcia, co się teraz z gościem dzieje. Moje genitalia nie przemówiły do tej pory. Nie wiem, czy lubią keczup. 

Facet nie pyta, facet sugeruje. Mówi: „Idziemy do tej knajpy na 20.30, mamy tam rezerwację”.

O Boru, ci faceci z blogowych historyjek muszą być opłacani przez jakieś knajpy. W rzeczywistym świecie historia kończy się tak, że laska mówi: “Sorry, mam jutro kolosa z patoelekrohistozoologii późnego mezozoiku”, knajpa zgarnia kasę, bo rezerwacja była z góry i przy tym mają mniej sprzątania.

Ona wtedy wie, że za kilka godzin powie jej: „Rozbieraj się”, a nie: „Czy mogłabyś potencjalnie rozważyć zrzucenie z siebie tej sukienki, bardzo mi na tym zależy, a ja muszę mieć czas żeby wyplątać się z rurek.”

Tutaj się zgadzam. Należy dawać wyraźne znaki, aby kobieta mogła wystarczająco wcześnie “Nara, ćwokasie, idę na randkę z kimś, kto łaskawie rozważy możliwość, że nie mam ochoty robienia wszystkiego, co on zechce i kiedy on zechce.”

Mój kolega Kogut, kiedy słyszał od kobiety, że jest nieszczęśliwa, ma borderline, nie wie, czego chce w życiu, albo tak w ogóle nie może się odnaleźć w związku, odpowiadał: „To znaczy, że nikt cię mocno i porządnie nie rucha”. Taka była jego refleksja na temat kilku dekad feminizmu.

Obstawiamy – kolega Kogut jest:
a. pięćdziesięcioletnim prawiczkiem
b. tym gościem o nicku napalony_25cm, co przesiaduje na czatach 24/7, zaczepiając trzynastolatki
c. bohaterem Exitus Letalis?

Podsumowując: Autor szuka idealnej, bezproblemowej laski, której nie musiałby słuchać, a która zawsze by robiła to, co on zapragnie. Nie znajduje jej, więc uważa, że wszystkie kobiety są chore psychicznie i daje sobie z nimi spokój. W międzyczasie marudzi na blogasku, że wszystkiem kobiety som takie same i chcom Greja, a ja jestę Zdzisiek. Daje mnóstwo rad, jak wyrwać szlaufa – sądząc po tym, że najwidoczniej sam nic nie wyrwał (patrz zdania wyżej) działają one raczej średnio. Gdzieś przewija się motyw pizzy i keczupu.
W sumie mam tylko jedno pytanie.
Jak, cholera, można jeść pizzę z keczupem?
(Za przebrnięcie za te bzdury macie Bena)

Calling bullshit: Bezdzietne lemingi karmią psy iPhonami

Wiecie co? Zaskakuje mnie fenomen rodziny Terlikowskich. 
On jest publicystą znanym głównie z wypowiadania się o gejach, zakazach w sklepikach szkolnych, gejach, wyższości swoich własnych wypowiedzi nad wypowiedziami papieża, gejach i tym podobnych sprawach. 
Ona jest znana głównie z bycia jego żoną i wywiadu, w którym przyznała, że tak nie bardzo chce jej się rodzić szóste dziecko oraz że planowany od pół roku wyjazd z koleżankami spowodował u męża atak padaczkowy połączony z wydzwanianiem po znajomych księżach. Plus trochę szczegółów o swoim śluzie, gdyż jak powszechnie wiadomo, to jest pierwszy temat, o którym chce przeczytać internauta w sobotni poranek. 

Z jakiegoś przedziwnego powodu portal Fronda.pl uznał właśnie taką osobę za autorytet w kwestii wypowiadania się na tematy różne, zapraszam więc na apel pani Małgorzaty Terlikowskiej do bezdzietnych lemingów.

Drogi bezdzietny lemingu, masz teraz używanie, prawda?

Leming

wymowa: IPA: [ˈlɛ̃mʲĩŋk], AS: [lẽmʹĩŋk]

rzeczownik, rodzaj męskozwierzęcy
znaczenie: pogardliwe określenie na osobę bezkrytycznie ufającą popularnym mediom używane przez ludzi, którzy uważają, że lemingi mają skłonności samobójcze, ponieważ tak mówili w telewizji

Zapowiedź Beaty Szydło, że znajdą się pieniądze dla rodzin, które chcą mieć więcej dzieci, doprowadziła Cię do niezłej furii. Dałeś szybko wyraz swojej dezaprobacie na forum, a jakże, gazety.pl

Pani Terlikowska, przedstawiam Internet, Internecie… eee… lepiej, abyś nie wiedział. 
W każdym razie Internet ma to do siebie, że praktycznie każdy artykuł, czy to na gazeta.pl, czy na Pudelku, czy na moim blogasku, pociąga ze sobą szereg komentarzy na temat tego, jak bardzo komentujący wiedzą lepiej. 
Po drugie, mamy na jesieni coś takiego jak wybory. Osoby podniecające się obietnicami wyborczymi polityków przed wyborami to zapewne te same, których zima zaskakuje co roku. Panią Terlikowską, jak widać, bardzo zaskakuje.

Czego tak się boisz? Że Ci czegoś ubędzie?

No, w teorii, jeśli mówimy o przekazywaniu 500 zł miesięcznie jakiejś wybranej grupie obywateli, to trzeba te pieniądze mieć. Oczywiście, można te dodrukować, ale jak przekonały się Niemcy po pierwszej wojnie światowej, to cholernie głupi pomysł. Tak więc tak, komuś czegoś ubędzie i najprawdopodobniej będzie to 500 zł miesięcznie na każde dziecko objęte programem. 
(Tu od razu wstawię wyjaśnienie, że generalnie nie chodzi mi o jakiekolwiek dyskredytowanie pomysłu wsparcia rodzin wielodzietnych. Wyrobienie sobie opinii na temat tego, czy taka forma zapomogi ma szanse bytu i na ile jest to po prostu tegoroczne mięso wyborcze pozostawiam czytelnikom.)

W końcu lepiej pomagać zwierzątkom niż rodzinom z dziećmi.

Prawda? Lepiej przeznaczać pieniądze na karmę dla piesków niż na jedzenie dla dzieci

A ciul pani Terlikowskiej do tego, na co lemingi przeznaczają swoje pieniądze. Mogą kupować psią karmę, mogą książki Kominka albo antologię gejowskiego porno. Na pewno przeznaczanie na to pieniędzy jest o tyle komfortowe, że żadnej pies, ani aktor gejowskiego porno raczej nie nazwał nikogo wykładającego na niego kasę lemingiem. Co do Kominka w sumie nie jestem pewna.

(bo wiesz, bezdzietny lemingu, my tych pieniędzy nie zakopiemy w ogródku, nie włożymy do skarpety, tylko zaniesiemy do sklepu, kupimy dzieciom jedzenie, buty, książki. I to Cię tak boli?).

Generalnie fakt przeznaczania podatków na dowolny cel zawsze jakąś grupę zaboli. Myślę, że jeśli te pieniądze pójdą do kieszeni pani Terlikowskiej, ta grupa może być bardzo pokaźna.

Drogi bezdzietny lemingu, co Ci zrobiliśmy, że nas tak nienawidzisz.

No nie wiem, zważywszy na fakt, że pani Terlikowska z mężem zdążyła już na łamach różnych pism i portali poobrażać połowę wszechświata, myślę, że to może być właśnie to.
Tutaj nadmienię, że generalnie zgadzam się, że rodziny wielodzietne w Polsce nie mają łatwo. To dość oczywiste w kraju, gdzie ludzi nierzadko nie stać na jedno dziecko. Z wywiadu sprzed dwóch lat wynika jednak, że Tomasz Terlikowski za pisanie obraźliwych postów na temat posłanki Grodzkiej, gejów i ogólnie połowy świata dostaje pensję wystarczającą na utrzymanie żony i szóstki (!) dzieci, a także zapewnienie im niani i prywatnego szkolnictwa. 

Ale Ty, bezdzietny lemingu, wiesz swoje. Być może codziennie nas mijasz i patrzysz na nas z pogardą.

A weźcie, przez pokłady wielkiej pogarduchy rodziny Terlikowskich lekka pogardzinka jakiegokolwiek przechodnia nawet się nie przebije.

Szkoda, że do Ciebie nie dociera, że są ludzie, którzy chcą mieć dzieci, którzy się ich nie boją i nie brzydzą, tak jak Ty. 

No okej, ale akurat pani Terlikowska to ostatniego dziecka tak nie bardzo chciała, ale najwidoczniej nie miała w tej kwestii wiele do powiedzenia (znowu odsyłam do wywiadu sprzed dwóch lat).

Albo wymownie wznosisz oczy do góry, jak nie daj Boże staniesz (przez pomyłkę, rzecz jasna) za nami w kolejce w hipermarkecie. Tyle zakupów? Nienormlani jacyś. Dobrze, że masz swojego iphona i szybko pożalisz się znajomym z Facebooka, jak to patologia Ci życie utrudnia.

Zastanawiam się, czy autorka felietonu nurkuje nosem w cudze iPhony, aby sprawdzić, czy przypadkiem o niej nie gadają, czy jednak chciałaby takiego, ale jej nie stać.

Bezdzietny lemingu, podobnie jak Ty, my również płacimy podatki. Miesiąc w miesiąc. I ZUS też. Nie dostajemy nic za darmo.

Rozumiem, że prócz tych obiecanych 500zł miesięcznie o które się rozchodzi, tak?

Wiesz, ja nie spędzam czasu w modnych kawiarniach (wolę być z mężem i dziećmi)

A poza tym moje wyjścia z domu kończą się karczemną awanturą, więc wiecie…

nie zamawiam obiadów w restauracji, tylko sama gotuję. Nie kupuję markowych ubrań, bo mnie na to nie stać. Pieniądze wolę przeznaczyć na edukację moich dzieci, w szkole, w której nie będą wytykane palcami, bo mają dużo rodzeństwa, zamiast najnowszego tableta.

Nigdy nie miałam najnowszego tableta. Moi znajomi też nie. IPhona miałam – już po zakończeniu szkoły średniej i zepsuł mi się po czterech miesiącach. Nie mam wiele rodzeństwa, ale znam osobę, która miała szóstkę. Nikt jej nie wytykał palcami. A nie, miała jeden problem – jej rodzina może była wielodzietna, ale była też ateistami. 
Na jakimś świecie żyje pani Terlikowska w ogóle żyje?

A propos edukacji. Nie wiem czy wiesz, ale ponad połowa rodziców rodzin z trójką i więcej dzieci ma wykształcenie wyższe 9 (a Ty pewnie myślałeś, że 100 procent wielodzietnych rodziców ledwo podstawówkę skończyło, albo i to nie).

Uwielbiam ludzi, którzy wiedzą na 100%, co inni sobie myślą. No normalnie do X-menów ją, marnuje się przy tych dzieciach.

I wiesz, swoje dzieci też kształcą i nie szczędzą pieniędzy na edukację. Owszem, zazwyczaj kosztem choćby zagranicznych wakacji.

I w sumie dlatego ten felieton mnie irytuje. Ponieważ panią Terlikowska ewidentnie sytuację finansową ma całkiem niezłą, skoro ma wybór pomiędzy fundowaniem prywatnej edukacji sześciu osobom, a zagranicznymi wakacjami dla ośmiu. Powiem szczerze, że ja raczej nie miałam dylematów typu czy wydać 35 000 rocznie na prywatną edukację, czy 25 000 na Teneryfę dla ośmiu. 
I właśnie taka osoba ma wielki ból dupy, że ktoś może nie chcieć dać jej dodatkowych dwóch tysięcy złotych miesięcznie, które by przeznaczyła na… nie wiem, może jednak te najnowsze tablety, skoro najwyraźniej nic innego Terlikowskim nie brakuje?

Dlatego też pewnie nie zobaczysz nas na wypaśnym wyjeździe all inclusive, w boskim hotelu nad brzegiem lazurowego morza.

A mnie nikt nie widział w prywatnej szkole z dziećmi Terlikowskich i jakoś żyję.

Nie obawiaj się, 500 złotych na dziecko nie spowoduje, ze masowo wielodzietni będą okupować zachodnie kurorty i psuć Ci wakacje. Mamy inne priorytety.

Nadal obstawiam tablety i iPhony dla małych terliczątek.

Nie zamierzam Cię przepraszać za obecność naszych dzieci w przestrzeni publicznej, na ulicy. Domyślam się, że widok rodziny z kilkorgiem dzieci wywołuje Twoje oburzenie i obrzydzenie. Robimy hałas, brudzimy, a to takie nieestetyczne.

Nie, to akurat robicie w internecie.

I nie obrażaj nas, nie nazywaj patologią.

…bezmózgi lemingu.

Patologia to zgodnie z definicją Słownika Języka Polskiego albo nauka badająca ogół zagadnień dotyczących przyczyn, mechanizmów i skutków chorób, albo dewiacja, odchylenie od reguł. O ile mi wiadomo, nigdzie nie jest zapisana reguła dotycząca liczby dzieci. Stąd od jakich reguł wielodzietność jest odchyleniem? Powiesz mi? Albo na jakiej podstawie to jest dewiacja? Bo Ty tak uważasz? To jeszcze za mało, bo kim Ty jesteś, żeby mi mówić, jak mam żyć i dzieci mi liczyć.

Na tej samej podstawie, na której mąż pani Terlikowskiej może mówić, że bycie homoseksualistą to dewiacja. Różne rzeczy można mówić w internetach, tylko nie każdemu za to dają kasę na dylematy typu prywatna szkoła czy kurort ze stadkiem dzieci.

W ogóle w liczeniu jesteś świetny. Doskonale podliczasz, ile Cię kosztuję, choć nie wyciągam do Ciebie ręki i nic od Ciebie nie chcę.

Prócz tych 2000zł miesięcznie z lemingowych podatków.

Nie mam pojęcia, bezdzietny lemingu, jak Cię przekonać, że patologią nie jesteśmy. Jedyne co mogę Ci poradzić, to wyłącz w końcu telewizor, internet i rozejrzyj się w koło.

A wtedy zapewne nie zobaczysz żadnych Terlików, bo, na łaskę Cthulhu, jeszcze nie rozmnożyli się na tyle, aby przesłaniać horyzont. I mam nadzieję, że to nigdy nie nastąpi.

Calling bullshit: Czemu nikt Cię nie chce

Hej, zgadnijcie, co dzwoni 🙂

W dzisiejszym odcinku dowiemy się, czemu nie nikt nas nie chce. Tj. kobiety się dowiedzą, czemu pan Grzesio ich nie chce. Wierzcie mi, pod koniec notki ta myśl będzie dla Was bardzo pocieszająca.
Zacznijmy więc od tytułu.

MĘSKIM OKIEM: Brutalne (i prawdziwe) powody, dlaczego nikt Cię nie chce

 Tu musimy jednak od razu się zatrzymać, aby wysłuchać moich, literowych wynurzeń na ten temat. Ustalmy sobie jeden fakt: praktycznie nie zdarza się coś takiego, aby nikt nas (w sumie dla dowolnego sensownego “nas”) nie chciał. Jakieś kilka lat temu popularne były blogi o formule typu “autor/autorka wchodzi na dowolny czat/portal randkowy, wybiera neutralny, zwykle żeński, nick i czeka. Do autora/autorki w ciągu dwudziestu minut pisze tona desperatów, którym nick odpowiedniej płci wystarczy, aby zaproponować seks, związek, a nawet ślub.” Umówmy się więc – skoro istnieją ludzie skłonni do wyrywania kogoś, o kim wiedzą jedynie, że podpisuje się “ola21”, bardzo, bardzo mało prawdopodobne, aby zupełnie NIKT nas nie chciał. Co więcej, krótka obserwacja strasznego miejsca zwanego Outernetem, Meatspacem itp. uczy nas, że praktycznie każdy może sobie kogoś znaleźć. Rodziny zakładają ludzie upośledzeni i z naprawdę poważnymi problemami psychicznymi, sparaliżowani od szyi w dół, oszpeceni i nawet niektórzy wyborcy Korwina. 
Kwestia tego, że dla większości “seba21_27cm” nie jest zbyt sensownym kandydatem do… no, w sumie czegokolwiek.
Ale idźmy dalej.

Jesteś młoda, atrakcyjna, zadbana i wygadana, a pomimo to pozostajesz singielką. Nie masz garba na plecach, potrafisz się wysłowić, nie boisz się ludzi, a i tak wciąż jesteś samotna. Po wielu latach niepowodzeń dochodzisz do wniosku, że najwyraźniej nie jesteś nic warta.

Ile znacie “atrakcyjnych, wygadanych i zadbanych kobiet”, które od lat szukają kogoś do związku i nikt, absolutnie nikt ich nie chce?

Popadasz w coraz większe kompleksy, dostrzegasz problemy tam, gdzie ich nie ma i powoli godzisz się z tym, że miejsce faceta zajmie w Twoim życiu kot. Albo cała gromada mruczków.

Długo się zastanawiałam, o co chodzi z tymi kotami starych panien. W końcu mnie olśniło

Spróbujmy zastanowić się nad tym, co z Tobą nie tak. Zróbmy to bez ogródek i znieczulenia. Prawda zazwyczaj jest brutalna, ale właśnie w ten sposób myślą kandydaci na Twojego potencjalnego partnera…

 Nie mogę się doczekać, yay! <3

Z TWOIMI RODZICAMI JEST COŚ NIE TAK


(ten akapit jednak pomijam, ponieważ, okej, można uznać, że upierdliwi rodzice mogą potencjalną drugą połówkę wykurzyć)

JESTEŚ ZBYT IDEALNA
Potrafisz się wypowiedzieć, masz klasę, wiele sukcesów na swoim koncie, pracujesz, zarabiasz, znajdujesz czas na własne pasje, a do tego fajnie wyglądasz i nie odstraszasz charakterem. Ideał, jak się patrzy. Problem w tym, że my wcale nie jesteśmy kimś takim zainteresowani (przynajmniej większość z nas).

 Powiem szczerze, że tu mnie pan Grzegorz zagiął. Ładna, zgrabna, funpag na milion lajków na fejsie, warrior max level w WoWie z epickimi itemami do tankowania na raidach, ogólnie ideał, a Grzegorz się wzdryga ze wstrętem. Czemuż to?

Marzymy o kobiecie, która byłaby na podobnym poziomie, co my. Jeśli przerastasz nas o głowę, jeśli chodzi o umiejętności, inteligencję i możliwości – tym samym od siebie odstraszasz.

Aaa… kompleksy w dupkę kopią?

Mężczyzna nie szuka partnerki, którą mógłby podziwiać, niczym obraz. Zależy mu na towarzystwie postaci z krwi i kości, która nie jest we wszystkim prymuską i przed którą nie trzeba się wstydzić własnych wad.

Prymuska nie jest z krwi i kości? Pewnie to robot zaprojektowany przez braci Reptilian. Anyway, jeśli ktoś wstydzi się własnych wad do tego stopnia, że odrzuca związek z posiadaczką wyczepistego tanka idealną kobietą, to raczej powinien udać się do psychologa.

Mamy wystarczająco dużo kompleksów, by pakować się w relację, która je jeszcze bardziej uwidoczni.

W sumie chyba już wiem, czemu kolejki do psychologów są takie długie.

MASZ ZBYT DUŻY „PRZEBIEG”

W sensie: odpadają cyklistki i kierowczynie rajdowe?

Facet jest ostatnią osobą, która powinna Cię pouczać na temat wstrzemięźliwości, ale życie jest pełne paradoksów.

A także ludzi siedzących nosem w genitaliach obcych osób. Metaforycznie, rzecz jasna.

Mówiąc zupełnie szczerze – nasze własne doświadczenia (nawet jeśli są bardzo bogate) nie są dla nas balastem. Twoja historia może być takim obciążeniem. Dlaczego? Bo od kobiety oczekuje się jednak czegoś innego, niż zaliczania kolejnych „baz”. Dobrze, jeśli byłaś wcześniej w jakimś związku, ale było tego za dużo – przegrałaś. Przynajmniej w naszych oczach.

Czyt. księży, frondziaków, seby21_27cm oraz pana Grzegorza. Z jakichś powodów nie jestem specjalnie smutna.

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że życie toczy się w nieprzewidywalny sposób. To jednak nie powód, by wiązać się z kobietą, która pozostawała w intymnych relacjach z całym pułkiem wojska.

Kiedyś, gdy byłam na stacji benzynowej i bardzo chciałam do toalety, okazało się, przyjechali tam akurat żołnierze, a kibelek był JEDEN. Może pan Grzegorz boi się masowych odwiedzin byłych w czasie rozwolnienia?

Nie dlatego, że to świadczy o jej braku szacunku do samej siebie.

Pan Grzegorz chyba uważa, że seks z facetami świadczy o braku szacunku wobec siebie. W sumie, jak czytam o jego obrazie własnej płci, to wcale się nie dziwię.

Zwyczajnie boimy się porównań!

Zmieniam zdanie – jednak dziwię się, że kolejki do psychologów są takie krótkie.

Ktoś tak doświadczony może się nie zadowolić byle czym, a my zazwyczaj we własne umiejętności wątpimy.

Cóż, powiedziałabym, że wszystko można wyćwiczyć, ale widząc listę zastrzeżeń co do potencjalnych partnerek pana Grzegorza chyba rozumiem, z czym problem.

JESTEŚ MATKĄ

I dlatego nigdy, przenigdy żadna kobieta z dzieckiem nie wyszła ponownie za mąż i… yyy… co?

Statystyczny facet ma problem z pokochaniem i zrozumieniem jednej osoby (Ciebie), a co dopiero mówić o całym pakiecie (Ty+dziecko/dzieci).

O kurcze blade, połowa ludzkości to pozbawieni empatii Ludzie, Którzy Nie Potrafią Kochać. A Gaba miała problem z jednym Pyziakiem

Że niby bywamy doskonałymi ojcami i świetnie zajmujemy się maluchami? Tak, ale pod warunkiem, że są nasze własne.

Dobrzy ojczymowie w świecie pana Grzegorza nie istnieją najwyraźniej.

MASZ OPINIĘ CNOTKI

Tym to nigdy nie dogodzisz. Niedługo zacznę się zastanawiać, czemu terminy do psychologów nie są zaklepywane na przyszłą dekadę.

Było już kilka słów o rozwiązłości i zbyt dużym doświadczeniu w relacjach damsko-męskich, więc teraz czas na sytuację zgoła inną. Tak samo przechlapane mają panie, które nie zaznały jeszcze prawdziwego życia i stwarzają wrażenie, że wcale ich to nie interesuje.

Naprawdę, teraz już jestem pewna, że panu Grzegorzowi zdarzyło się zaruchać raz. Po wytrzeźwieniu partnerka okazała się mieć na imię Zdzisław.

Flirt, zdobywanie i podchody są fajne, ale mają swoje granice. Cenimy kobiety bardziej zdecydowane i bezpośrednie. Takie, które wiedzą, na czym polega związek i nie będą się specjalnie opierały, jeśli znajomość ta wkroczy w decydującą, intymną fazę.

Ale przecież było, że takie się nie szanują.

SAMA TEGO NIE CHCESZ

Nie no, dlaczego ktokolwiek miałby nie chcieć takiego pana Grzegorza?

Faceci omijają Cię szerokim łukiem, bo są beznadziejni, a nie dlatego, że sama czymś zawiniłaś. Wciąż szukasz powodów swojej samotności i za każdym razem dochodzisz do wniosku, że winni jesteśmy my, a nie Ty. Droga wolna – masz do tego pełne prawo, ale muszę Ci coś powiedzieć… Najwyraźniej jest Ci z tym dobrze.

No, dla mnie fakt, że autor tego artykułu najprawdopodobniej nigdy nie będzie do mnie zarywał, ewidentnie jest jakąś pociechą w życiu.

Cenisz wolność, a jeszcze bardziej kręci Cię użalanie się nad sobą. Chcesz związku, ale pod warunkiem, że kończy się na marzeniach.

A przecież na świecie jest tylu pięknych mężczyzn. Po dziesięciu latach terapii psychologicznej może nawet któryś z nich przestanie mieć kompleks małego fiutka.

Na tym kończymy dzisiejsze calling bullshit. Wniosek wynikający z notki: najlepiej być lesbijką, albo posiadaczką dziesięciu kotów. 
*
Notka o Grze o Tron się kończy. Notkę o Mr Robot zaczęłam…
(jestem ze złego korpo i pożrę ci duszę)
…i skończę, jak tylko opanuje pokłady wewnętrznego fangirlizmu. W następnej notce o Hannibalu chyba obskoczymy trzy odcinki na raz, bo na razie nie ma po co się rozdrabniać. Notka o Age of Ultron umarła, a reckę skończę, jak odzyskam swoją Antologię Komiksów Yaoi. Tradycyjnie też, zapraszam na swojego fejsbusia.

Calling bullshit: Prawdziwi ludzie na prawdziwych uniwersytetach

Hej!
Witam Was w pierwszej notce z serii Calling bullshit.

Będę w niej wyszukiwała różne dziwne, odklejone, głupie lub po prostu szkodliwe teksty z otchłani internetu i komentowała je za pomocą śmiesznych gifów. Nie przedłużając, zaczynamy z grubej rury, a mianowicie od przemyśleń na temat tego, co leży w kobiecej naturze, autorstwa wybitnego badacza płci, seksualoga-telepatę pewnego księdza.

Dziesięć lat temu w Kanadzie zadano mi niewinne pytanie o to, czy kobiety powinny nosić spodnie.

Doceńmy ironię faktu, że to pytanie zostało zadane mężczyźnie w sukience.

Jakieś dziesięć tygodni temu, również w Kanadzie, zapytano mnie, czy dziewczę może pójść na konserwatywny uniwersytet Novus Ordo. Odpowiedź na drugie pytanie może być równie kontrowersyjna, jak na to pierwsze: z wszelkich przyczyn naturalnych, prawie żadna kobieta nie powinna iść na studia.

 Czekajcie, czekajcie, to dopiero początek.

Właściwy powód jest taki sam jak w kwestii błędności noszenia przez kobiety spodni: defeminizacja kobiet.

Oj, coś mi się wydaje, że ksiądz troszku zazdrosny o te spodnie, pewnie sam by chciał pochodzić w czasie mszy, a tu kicha 🙁

Prawdziwą przyczyną w obu sprawach jest to, że rewolucyjny mężczyzna zdradził współczesną kobietę; jako że nie jest już ona szanowana i kochana za bycie kobietą, stara się zrobić z siebie mężczyznę.

Rewolucyjny mężczyzna to chyba jakiś Robespierre czy inny Grantaire.

Istotnie, dopiero w najnowszych czasach kobiety zaczęły marzyć o uczęszczaniu na uniwersytety, ale obecnie pomysł ten stał się tak popularny, że nawet katolicy, których wiara stoi na straży natury, mogą mieć trudności z dostrzeżeniem tego problemu.

Zaraz, zaraz, to w naturze istnieją uniwersytety?

Jest jednakże wskazówka w kierunku normalności: każdy katolik, który choćby w najmniejszym stopniu szanuje Tradycję, uznaje, że kobiety nie mogłyby być księżmi – czy może on zaprzeczyć, że jeśli nawet nieliczne kobiety poszły na uniwersytety, to jednak prawie żadna z nich nie chciała zostać kapłanem?

Oho, Tradycja wielką literą… też się posłużę cytatem z Misia:
– Ona nie może się tak nazywać: Tradycja!
– Dlaczego niby?
– Pytasz, dlaczego? No bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić ani jej ustanowić.

A w kwestii kobiet na uniwersytetach – to, że dopiero ostatnio zamarzyło im się okupować uniwerki, jest wierutną bzdurą. Owszem, przez większość dziejów ludzkości kobiety miały ograniczony dostęp do nauki, co jednak nie oznaczało, że nie mały jej w ogóle, lub że były to naprawdę pojedyncze przypadki. Że też posłużę się cytatem:
W średniowiecznej Europie niektóre kobiety miały dostęp do edukacji uniwersyteckiej. Włoska lekarka Trotula di Ruggiero miała przydzieloną katedrę w Schola Medica Salernitana, gdzie uczyła szlachetnie urodzone Włoszki. Grupę jej uczennic określa się czasem jako „damy z Salerno”. Jej to też przypisuje się często autorstwo ważnych tekstów medycyny kobiecej: położnictwa i ginekologii. Uniwersytet w Bolonii pozwalał kobietom uczęszczać na zajęcia od chwili powstania w 1088. Katedrę medycyny w XV wieku prowadziła tam Dorotea Bucca.

Pytanie: czy dla księdza coś, co trwa od roku 1088 (!), jest dostatecznie Tradycyjne, czy jedziemy dalej, do mezozoiku? Tam na pewno nie było żadnych kobiet na uniwersytetach, chyba że Reptilianki…

Niestety, kobiety chodzące na studia są częścią całego zmasowanego ataku na stworzoną przez Boga naturę, który charakteryzuje nasze czasy.

Jeden – długo według księdza trwają te nasze czasy.

Dwa – uniwerki są stworzoną przez Boga naturą? Wiecie, ja widziałam budowę jednego uniwersyteckiego wydziału i ludzie go tworzący nijak nie wyglądali jak zesłani przez Boga aniołowie. Jestem pewna, że anioł nie rzucałby pustymi puszkami w robiących sobie skrót przez teren budowy studenciaków…

To, że dziewcząt nie powinno być na uniwersytetach wynika z samej natury uniwersytetów oraz natury dziewcząt; prawdziwe uniwersytety są dla idei, idee nie są dla prawdziwych dziewcząt, więc uniwersytety nie są dla prawdziwych dziewcząt.

Okej, już widzą, co ksiądz robi.

To bardzo sprytny wybieg, polegający na tym, że wszystko, co się akurat księdzu podoba, jest “prawdziwe” oraz “zgodne z naturą”, a tak w ogóle #bógtakchciał. Analogicznie wszystko, czego ksiądz nie lubi, jest nieprawdziwe. Na takiej zasadzie można konstruować dowolne stwierdzenia, np. ja mogę powiedzieć, że prawdziwy mężczyzna świeci na niebiesko i potrafi zrobić wielką piłkę do tenisa z czołgu.

(prawdziwy mężczyzna. i nie mówcie, że nie istnieje, bo skoro ksiądz może wierzyć, że Ziemia ma 5000 lat, to ja wierzę w Dra Manhattana.)

Zacznijmy od pojęcia prawdziwego uniwersytetu.

 Widzicie, zaczyna się.

W tym sensie uniwersytety były dziełem Kościoła katolickiego w wiekach średnich i jak znakomicie przypomina Kardynał, teologia zajmuje tam zaszczytne miejsce, jako że jest nauką poświęconą Istocie Najwyższej . Wobec tego, może ona wyznaczać właściwe miejsce dla każdej innej nauki. Tak więc prawdziwy uniwersytet jest miejscem przekazywania wszechstronnej nauki o rzeczywistości, która podlega zwierzchnictwu królowej nauk: teologii katolickiej.

Prze księdza, bullshit dzwoni, a na drugiej linii dobija się matematyka, aby oddać jej tytuł królowej nauk. Przynajmniej się wyjaśniło, że to, czego budowę widziałam, nie było prawdziwym uniwersytetem. Ba! W niektórych krajach – np. Japonii – ze świecą takiego szukać, a ludzie jakoś żyją, uczą się i nawet wyniki osiągają lepsze, niż typowy Katolicki Uniwersytet Obracania Kota Ogonem…

Z królewskiej godności teologii wynika również, że nasza demokratyczna era, odrzucająca Boga i detronizująca teologię, robi z uniwersytetów nonsens. Z pewnością.

Pisze facet, który uważa, że pierwsi ludzie powstali 5000 lat temu. Mnie przekonał, a Was?

Wszędzie wokół nas można dostrzec „uniwersytety”, które są o wiele gorsze od domów publicznych, ponieważ demokratyczna „równość” nie tylko bezkrytycznie gromadzi w nich różnych chłopców i dziewczęta, których bardzo mało, bądź wcale nie interesuje zdobywanie wiedzy, wobec czego studiowanie nie będzie stało na pierwszym miejscu, ale również, poprzez przemilczenie teologii i wyśmianie filozofii, deprawuje najwyższą część natury młodych ludzi – ich umysły – w wyniku pozostawienia ich niższej natury bez środków do oparcia się tej celowo zaprowadzonej swobodzie seksualnej.

Tak! Zastanawiałam się, kiedy ksiądz dojdzie do seksu <3 No i już wiemy, co w tyłeczek kłuje, żadna Tradycja, żadna Prawdziwość, a zwykłe oburzenie OMG STUDENTY UPRAWIAJO SEKSY PANI DULSKO, SEKSY BEZ ŚLUBÓW!

Wystarczy przyjrzeć się dziś jakiemukolwiek kampusowi „uniwersyteckiemu” – nieudolni niemężczyźni i bezwartościowe niekobiety, dla których najszlachetniejszą rozrywką jest gra w palanta.

 O Boru, gra w palanta gorsza od burdelu?! Że ksiądz niby sądzi, że co dokładnie się robi z tymi kijami do palanta?

pozwólcie, że cofniemy się pięć tysiącleci, do Adama i Ewy. 

Pozwólcie, za zapytam Dra Manhattana odnośnie jego stanowiska na temat uniwersytetów. Co, nie wierzycie w jego autorytet? 🙂

Dlatego, aby przyciągnąć mężczyznę w celu zawarcia małżeństwa i zostania matką, wyżywienia i wychowania dzieci oraz zatrzymania przy sobie ich ojca, potrzebuje ona wyższych darów odczuwania i instynktu, jak np. wrażliwości, taktu, przenikliwości, czułości itd. Wszystkie z nich odpowiednio wpłyną na jej umysł i to właśnie dlatego żaden mężczyzna nie pojmie tego jak działa umysł jego żony!

Ale już specjalistami od kobiecej natury są ksiądz autor i Tomasz z Akwinu, obaj nieżonaci i bezdzietni. 

Jego umysł nie jest zaprojektowany, by rządziły nim uczucia, lecz przeciwnie: aby on je kontrolował.

Zapamiętajmy.

Podczas gdy ona jest ukierunkowana na ludzi, jego kierunkiem jest rzeczywistość.

Rzeczywistość nie zawiera ludzi? To kto mi daje lajki na fejsbuku? D:

Do czego wzywają uniwersytety? Podczas gdy na nowoczesnym „uniwersytecie” wszyscy mężczyźni wyznają zasadę „jeśli coś jest przyjemne, zrób to”

Niewątpliwie bardzo przyjemne jest pójście do kina zamiast na egzamin, jednak obawiam się, że to znowu bullshit księdzu przydzwonił.

Kobieta może myśleć w ten sposób, bądź w udany sposób imitować posługiwanie się ideami, ale nie będzie ona wtedy myśleć w sposób właściwy dla kobiety.

Albowiem to, co jest właściwe dla kobiet wiedzą tylko: księża, zakonnicy i Jarosław Kaczyński.

Czy taka prawniczka sprawdziła swoją fryzurę tuż przed wejściem do sądu? Jeśli tak, jest roztargnionym prawnikiem. Jeśli nie, jest wypaczoną kobietą.

Oj, oj, coś logika księdzu zdycha. Co ma poprawianie fryzury do roztargnienia? Czy jeśli przed pójściem na egzamin spędzę, powiedzmy, dziesięć godzin na zakuwaniu i dwie minuty na układaniu fryzury, to to jest roztargnienie, czy nie? A jeśli fryzurę poprawia mężczyzna, to jest wypaczonym mężczyzną? Czy to się jakoś zmienia, jeśli poprawia ją w celu zamaskowania łysienia na czubku głowy, a nie sprawdzenia, czy żel dobrze leży? Panie księdzu, tyle pytań, zero odpowiedzi 🙁

Co więcej, przyjmując uniwersytecki sposób myślenia tworzy się liderów, ponieważ prawdziwi studenci zastanawiali się nad mniej lub bardziej uniwersalną rzeczywistością.

Czym jest rzeczywistość nieuniwersalna? To ta z ludźmi, czy bez?

Ale kobiety nie są ani przeznaczone, ani uzdolnione, aby stawać się liderami. Dlatego dziewczęta nie mogą uczęszczać na uniwersytety. Dla królowej Izabeli Katolickiej Hiszpania była rodziną, ale nigdy nie podjęła ona studiów! Podobnie z Teresą z Ávili, Katarzyną ze Sieny, albo Joanną d’Arc.

 Kobiety nie są uzdolnione, aby stawać się liderami i Joanna d’Arc w jednym akapicie XD

Ujmując rzecz konkretnie, jeśli dziewczę poświęca kilka lat swojej młodości oraz sporą sumę pieniędzy swoich rodziców, aby zdobyć wykształcenie uniwersyteckie, a szczególnie takie na przyzwoitym poziomie, czy łatwo jej będzie podporządkować się mężowi, szczególnie jeśli on nie otrzymał takiego wykształcenia?

Oooo, coś widzę, że dupka nadal boli z powodu zderzenia się z rzeczywistością (tą z ludźmi).

Przechodzimy do drugiego powodu podanego przez Św. Tomasza: rozpalanie pożądania. 

(przygotowuje gify) 

Przypuśćmy, że przyzwoite dziewczę może znaleźć przyzwoity uniwersytet, który kształtuje umysły szeroko pojętej elity chłopców, mających stać się przywódcami w jutrzejszym świecie. Jeśli jest ona wystarczająco inteligentna, by studiować, czyż nie wykaże się błyskotliwością na tyle, aby domyślić się, że nawet jeśli nie chce rozpraszać chłopców, to i tak będzie to robić? Ten argument nie ma wyjątków. Jeśli jest więc tak przyzwoita, to czyż nie powinna wycofać się z rozpraszania przyszłych przywódców, których ona i społeczeństwo będzie niebawem potrzebować?

Hej, pamiętacie to?

Jego umysł nie jest zaprojektowany, by rządziły nim uczucia, lecz przeciwnie: aby on je kontrolował.

No więc widać, jak z tą “kontrolą” jest. Prawdziwy mężczyzna, lepsza płeć, taki logiczny, taki się kontrolujący, wow, a jak przychodzi co do czego, to według księdza wystarczy dowolna, całkowicie ubrana i niezainteresowana seksem kobieta, aby taki się rozpraszał do tego stopnia, że wszelka nauka jest, według księdza, niemożliwa. Więc ja się pytam – po cholerę nam tacy ludzie na uniwersytetach? Po cholerę marnować czas na naukę kogoś, kto, według słów księdza, nie jest zdolny do myślenia, jeśli tylko nie zostanie sztucznie odgrodzony od połowy ludzkości?

Obecność dziewcząt na uniwersytetach jest podwójnym źródłem zamieszania, zarówno przez zajmowanie się tym, do czego nie zostały powołane, jak i przez rozpraszanie chłopców w wykonywaniu czynności, do których zostali oni stworzeni.

Zakony na Księżycu! No gdzie są te odgrodzone zakony na Księżycu, gdzie biedni mężczyźni mogliby kultywować naukę bez rozpraszania się?!

Na każdym prawdziwym uniwersytecie, wartościowi studenci nie chcą być rozpraszani przez dziewczęta.

Na nieprawdziwe za to przyjmowani są tylko ci, którzy myślą mózgiem, nie penisem.

Najwyższy czas, aby katolicy zaczęli iść pod prąd i przeciw światu! Europa, centrum chrześcijaństwa, rozpada się, ponieważ europejskie dziewczęta przyzwyczaja się do chodzenia na „uniwersytety” oraz do „odkładania” posiadania dzieci.

Że tak zapytam głupio – a ksiunc ile tych dzieci ma?

Z tych właśnie powodów i z racji swej natury, dziewczęta nie mogą iść na uniwersytety. Gdzie zbłądził nowoczesny człowiek?

Moim zdaniem pierwszym błędem było zejście z drzewa.

Jak stawia siebie człowiek na miejscu Boga, tak to ziemskie życie przysłania mu jakiekolwiek spojrzenie na życie pozaziemskie w Boga niebie czy piekle. Pycha człowieka uwalnia jego skłonność do korzystania z rozkoszy tego świata.

O pysze powiada człowiek, który właśnie postawił się w charakterze autorytetu co do tego, co jest prawdziwe, a co nie, oraz co powinni robić wszyscy dookoła.

Mężczyźni, myślcie!

No przecież ksiunc sam napisał, że nie umieją!

Przekonało to Was? Mnie totalnie, chociaż jestem literą, nie mam płci i wobec tego nie wiem, czy powinnam studiować, czy jednak nie. Czy litery rozpraszają mężczyzn? Jest może na sali specjalista w tej kwestii? Help!