“Pulsar 2” Sitriel – relacja na żywo

Hej Wam!

Dzisiaj na blogu nowa forma – coś w rodzaju recenzji na żywo. Będę czytała nasze dzieło tygodnia – “Pulsar 2” autorstwa Sitriel i spisywała przy tym swoje spostrzeżenia. Odświeżajcie więc stronę!
Zaczynamy!

18:00: Patrzę na okładkę. Okładka patrzy na mnie. Dochodzi do mnie, że w ogóle nie kojarzę, kim w Pulsarze 1 było stworzenie przedstawione na froncie. Szlag, komiks oddałam, nie mogę sprawdzić. Dobra, jedziemy bez tego…
18:07: Przeglądając komiks kumiks spostrzegam dwie rzeczy: raz, nie mogę znaleźć żadnego sensownego tła, więc pewnie w tym tomie nie dowiem się, jak wygląda Rurkoplaneta czy chociażby statek kosmiczny. Dwa – kreska wydaje się minimalnie lepsza od tej z jedynki. Normalnie uznałabym, że autorka się poprawiła, ale wszyscy znamy prawdę – to ze mnie żółć zeszła i stałam się mniejszą hejterką. Co prawda nie wiem, od czego, ale zaraz wymyślę.
18: 12: Lalalala, nic nie czytam, przeglądam gify z Hugh Jackmanem.

W tym miejscu więc wsadzę specjalne podziękowania dla osoby, która na Patreonie zasponsorowała Pulsara 2! To wszystko przez Ciebie!
18: 20: Hej, wiecie co? Pulsar po przeczytaniu Antologii Mang Yaoi TCD nie wygląda tak źle! Znaczy, ma rastry i czasami nawet kciuki we właściwym kierunku!
18: 21: Cofamcofamcofamcofam.

UFOŁONIAKI
Właśnie się dowiedziałam, że jak nasze pocieszne rurkowce nie posiadają sutków, tak mają łoniaki ciągnące się aż na ramiona, sądząc po rycinie. W Pulsarze w sumie na razie nie dzieje się nic, trochę kłócą się o statek (którego zapewne nie uświadczymy) i pada zdanie, że rurkowiec o imieniu Sheska właśnie zaczyna dojrzewać. Sama bym nie zauważyła, bo wygląda jak wszystkie inne, tylko… no, jest goły.
18: 34: Wygląda na to, że głównym tematem do rozmów z nowopoznaną rasą jest… seks. W sumie – czego ja się spodziewałam….
18: 37: Do towarzystwa plotkarskiego dołącza ciężarny kosmita. Ziemianie są zaszokowani – FACET W CIĄŻY! Na jakiej podstawie biorą ciężarnego za faceta, skoro w pierwszym tomie im wytłumaczono, że rurkowce dzielą się na ichniejsze samczyki i samiczki (znaczy, nie dosłownie, ale umówmy się – jak jedna strona zapładnia, a druga jest zapładniana, to to jest samiec i samica), to ja nie wiem.
18: 44: Nie, nikt mi nie wmówi, że ten ciężarny to nie jest samica. Ma nawet coś w rodzaju szminki na ustach (?), a to jest mocny wyznacznik samicy.
18: 46: Komiks trzyma poziom – dwadzieścia stron o seksie i rozmnażaniu się, trzy strony o przeludnionej planecie (jakby ktoś zapomniał, dzielni ziemscy kosmonauci mieli szukać planety do zasiedlenia).
18: 50: Nadal gadanie o seksie. Czuję się jak na wychowaniu do życia w rodzinie, tylko nudniej i więcej ufoło… dobra, nie napiszę tego znowu. Ciekawostka: rurkowce noszą buty na obcasach. W sumie – kto im broni, ale dość zabawne jest, jak komiks próbuje mi wmówić, że mam do czynienia z mężczyznami… jednocześnie dając obcej rasie przymioty głównie kobiece.
18: 56: NIECH. ONI. PRZESTANĄ. GADAĆ. O. ROZMNAŻANIU.
18: 57: Przestali. Jakoś mnie nie dziwi, że po zaspokojeniu ciekawości odnośnie ufoseksu i kilku zdaniach odnośnie kolonizacji planet (pewnie dla zmyły) nikogo już nic nie obchodzi. Cholera, na tym statku mają BIOLOGA, ja bym się dała pociąć i powiesić za szansę kontaktu z pozaziemskim bytem, a ich interesuje tylko to, z której strony rurkowce sobie wkładają rurki…

19: 02: Nie wiem, na co patrzę. To chyba jest dwuwymiarowy chrząszcz z origami.
19: 03: Aha. To ma być statek kosmiczny.
19: 05: W niektórych kadrach rurkowiec Sheska robi się goły bez powodu. Nie wnikam.
19: 06: RURKI TO SAMICZKI! Nie, oficjalnie, był kadr z całkiem gołym Sheską i ani śladu cojones.
19: 10: Dobra, Sheska przyszedł… przyszła? się przeseksić z jednym z Ziemian. Bo czemu nie.
19: 11: Mamy więc seksy międzygatunkowe! Hurra!

(ufołoniaki. zadanie: powiedz, na jakiej dokładnie podstawie rurkowce są brane za mężczyzn)
19: 20: W tym komiksie zaskakująco mało się dzieje. Głównie któryś z bohaterów wygłasza ciągiem Ekspozycję Fabularną, która w sumie mnie mało interesuje. Mieliśmy do tej pory: stanie i gadanie, stanie i gadanie o rozmnażaniu, stanie i gadanie przy statku, ufoseksy, siedzenie na powierzchni planety i gadanie… a już 3/4 komiksu za nami!
19: 25: Ziew, kolejny goły rurkowiec, tym razem jakiś wojownik. Jakby kogoś ciekawiło – nie, parówki na jajkach nadal nie podali.
19: 27: Mamy akcję! Czy coś w tym stylu. Rurki sprawdzają próbki biologiczne (fe, nie te, o których myślicie) Ziemian. Podobno mają “25% zgodności”. Nie do końca wiem, o jaką zgodność chodzi, ale jeśli o genetyczną, to oznacza, że rurkowce mają mniej wspólnego z człowiekiem niż kapusta (ok. 27% genów wspólnych). Oddychamy z ulgą!
19: 30: Bohaterowie spotykają latającą rybę i… koniec! Tak, to koniec. Czekajcie na podsumowanie.

Podsumowanie:

Pulsar 2 jest trochę lepiej zrobiony pod względem technicznym niż jedynka. Muszę to uczciwie przyznać. Czy to oznacza, że jest dobry?
Hłehłe, oczywiście, że nie. Kreska nadal jest na poziomie niższym niż polska reprezentacja piłki nożnej, tła nie istnieją, perspektywa kuleje, kończyny gną się we wszystkie strony, anatomia płacze, ściskana przez bezlitosne zrurkowacenie. Chociaż część akcji dzieje się na obcej planecie, mamy małe o niej pojęcie, ponieważ nie ma ani jednego ujęcia panoramy. Widać dziwne drzewka, do których bohaterowie podchodzą i mówią “to są dziwne drzewka, blabla”, krajobraz odhaczony, można wrzucić dodatkowe kawałki z tyłu komiksu i udawać, że odfajkowane. Pomieszczeń praktycznie nie widać, podłoga to jednostajne kafelki wszędzie. Zazwyczaj mamy do czynienia ze statycznymi bohaterami umieszczonymi w pustce, czasami na nogę pod kątem, aby zasygnalizować, że bohater wszedł/idzie.

Anatomia bohaterów jest, jaka jest i nie będę tu pisała elaboratów, bo każdy widzi, a jak nie widzi, to podejrzewam naprawdę poważny problem.

Jeśli chodzi o treść: bida z nyndzą. Komiks w żadnym momencie nie jest śmieszny, a gdy już ochłoniesz po turpistycznym zachwycie kreską, okazuje się… zadziwiająco nudny. Mamy chyba koło dziesięciu bohaterów i praktycznie żaden nie pojawił się w streszczeniu, bo… większość jest taka sama, papierowa i zbędna. Kojarzę rurka od seksów, Kiana (to ten, którego było więcej w pierwszej części, nadpobudliwy o IQ stołka), ciężarnego rurka (bo ciężarny), rurko-doktora, którego wyróżnia to, że nawija o rozmnażaniu i końcowego rurka-wojownika. Tyle. Każdy z nich ma może pół cechy, większość za to stoi i deklamuje ekspozycję, niektórzy do tego dodają backstory, które nie jest w najmniejszym stopniu interesujące, jeśli wychodzi z ust postaci, która nikogo nie obchodzi. Jeśli chodzi o akcję, mamy gadanie, seksy, kilka kadrów o oglądaniu statku, znowu gadanie, zejście na planetę i więcej gadania.

Innymi słowy: Pulsar 2 nie jest nawet ciekawy. Jest kiepski, nudny, przepełniony iście gimnazjalnym krążeniem wokół tematów genitalnych, bohaterowie są papierowi, historia jest nudnawa, świat nie istnieje. Daję 1,5/10 i z Borem.

*
1. Dziękuję za dolary przesłane na szczytny cel, tj. na kumiksy. 
2. Zapraszam wszystkich na funpaga, gdzie ostatnio wrzucam karty do zupełnie niewzorowanej karcianki piwnicznej. 
(Visited 122 times, 1 visits today)