Czemu nie lubię Rey?

Wychodzą nowe Starłorsy, dzisiaj więc będzie właśnie o Starłorsach. A dokładnie o Rey. A jeszcze dokładniej – czemu nie lubię Rey.

Pierwsza sprawa – “nie lubię Rey” należy tłumaczyć bardziej jako “postać ta nie budzi we mnie ani sympatii, ani specjalnej antypatii” niż “aby się potknęła i ten durny ryj rozwaliła”. Nie nienawidzę Rey. Nie uważam, aby była jakoś gorszą główną bohaterką od Bananakina Anakina Skywalkera, który nie lubi piasku, bo mu wchodzi w… eee… może lepiej do tego nie wracajmy. Ale mam z Rey problem. Głównie dlatego, bo uważam, że to niezbyt dobrze skonstruowana postać.

Nawet sama Rey się ze mną zgadza.

Rey poznajemy jako najbardziej bladą osobę, która całe życie spędziła na pustyni (serio, porównajcie sobie karnację Rey z pracującymi na słońcu robotnikami przy drodze). Rey ma te fafnaście lat, żyje gdzieś na gorącym, galaktycznym Podlasiu. Za dom ma stertę gruzu, pracuje, aby mieć co jeść – absolutnie dosłownie – jest samotna, wychowała się bez rodziców. Nie ma przyjaciół. Nie wydaje się, aby miała jakichkolwiek bliskich, prócz rodziców, którzy zostawili ją bez opieki na środku pustyni, zdobywając przy tym zapewne Puchar Rodziców Roku im. Dartha Vadera. Ogólnie maleńkości wiedzie żywot niezbyt godny pozazdroszczenia. Gdyby Gwiezdne Wojny były realistycznym filmem dokumentalnym, opisywano by ją jako lokalne połączenie zarabiającej równowartość 250zł miesięcznie szwaczki z Bangladeszu z dzikimi dziećmi z rosyjskich wysypisk. 

Oczywiście, Starłorsy nigdy nie aspirowały do miana realistycznych dla jakiejkowiek miary realizmu, wobec czego Przebudzenie Mocy nie jest opowieścią o twi’lekańskim psychiatrze próbującym załatać wszystkie traumy kiepsko zsocjalizowanej, dzikiej nastolatki z pustyni. Problem jednak polega na tym, że nawet jak na niezobowiązujące standardy Star Wars, życiorys Rey nie ma praktycznie żadnego odbicia w jej zachowaniu i osobowości. Rey nie tylko nie wygląda jak ktoś wychowany na pustyni pośrodku niczego (co można zrozumieć, bo autentyczna słoneczna opalenizna młodego Luke’a stała się niemodna już w latach ’80, razem zresztą z tamtą koszmarną fryzurą), ale też chyba ani raz nie zachowuje się w sposób uwiarygadniający jej origin story, czy jak to nazwiecie.

Powtarzam – nie wymagam głębokiego realizmu od Gwiezdnych Wojen. Trudno jednak pozbyć się myśli, że to całe “trudne życie Rey na Jakku” to atrapa i pic na wodę, coś, co nie ma kompletnie żadnego odbicia w samej tej bohaterce, ponieważ ta zachowuje się po prostu jak Generyczna, Sympatyczna Postać Nr 12. Rey, pomimo życia w samotności, nie ma problemu z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi (oraz słodkimi, okrągłymi robocikami). Ma twardy kręgosłup moralny, chociaż nikt jej go nie przekazał i nie ukształtował tejże moralności, a przynajmniej nic o tym nie wiemy. Jest pewna siebie, dowcipna. Jeśli ma żal do rodziców, to z jakiegoś powodu nawet jej po tych wszystkich latach nie przychodzi do głowy, że może jednak nie wrócą po nią. Prosi Hana, aby ją odstawił na Jakku, z wręcz niepokojącą naiwnością pragnąc wrócić do swojego – koszmarnie ciężkiego życia – na wypadek, gdyby Obi-Wan Kenobi, czy kto tam się okaże jej ojcem, zechciał jednak ją odebrać.

Ale jestem sympatyczna, prawda?

To po prostu nie trzyma się kupy. Do tej pory wychowanie i pochodzenie bohatera miały zawsze wyraźny wpływ na bohaterów, przynajmniej tych głównych. Luke jest, przynajmniej początkowo, prostym, dobrym chłopakiem z farmy. Spora część problemów Anakina wynika z tego, gdzie się urodził i wychował – z jednej strony miał kochającą matkę, z drugiej – musiał ją opuścić, a próby wyrugania przez Jedi wszelkich uczuć do rodziny skończyły się źle (ogólnie jestem zdania, że Jedi to tak trochę idioci i sposób postępowania z małym Anakinkiem to wręcz podręcznik “jak nie postępować z problematycznym dzieckiem, chyba że chcesz eskalować te problemy do poziomu galaktycznego”). W przypadku Rey tego nie ma. Jest psychologicznie gorzej skonstruowana od Anakina z Nowej Trylogii, a Nowa Trylogia bynajmniej nie słynie z dużej ilości sensownych pomysłów. Co więcej, mam nieodparte wrażenie, że większość fanów to w jakiś sposób widzi, tylko nie potrafi tego kosmicznego rozbicia na tle “wychowanie” i “zachowanie” do końca określić, wobec czego padają zarzuty m.in. o marysuizm.

Ten dziwny, niepływający na nic origin story z ciężkim życiem na pustyni wydaje się też o tyle wręcz dziwaczny, że postać głównego antagonisty, Kylo Ren, praktycznie zbudowana jest wokół tego, kim nasz Kyluś miał szczęście/nieszczęście się urodzić. Praktycznie wszystko, co Kylo robi, ma swoje mniej lub bardziej łopatologiczne podłoże w tym, że jest wnukiem Dartha Vadera, tym, że jest/był Benem Solo (będę się upierać, że jego pełne nazwisko to Benjamin Chewbacca Solo), w tym, jakie emocje czuje do swojej rodziny i jak próbuje je wykorzystać. Innymi słowy, o ile to, co robi Rey, nie ma praktycznie żadnego zakotwiczenia w jej wcześniejszym życiu, podczas gdy z całej postaci Kylo wyżera próba nadania sobie tożsamości w odniesieniu do ukochanego dziadzia i (stanowczo mniej) kochanych rodziców. Innymi słowy, Kylo jest po prostu lepszą postacią. A poza tym ma piękne włosy.

Czemu po forach mówią, że Kyluś jest brzydki? On ma taką uroczą mordkę!

Wobec tego wszystkiego, jeśli czegoś oczekiwałabym po Ostatnim Jedi, to jakiejkolwiek próby odniesienia się do tego, jakie życie prowadziła Rey przed Przebudzeniem Mocy, jak to na nią wpłynęło. Inaczej nadal będzie bohaterką dość płaską, a uwaga wszystkich i tak się skupi na Kylo, którego jak na razie wszyscy albo kochają, albo nienawidzą (ja kocham, zatuliłabym na śmierć). Mam też szczerą nadzieję, że pomiędzy Kylo i Rey nie będzie żadnego romansu, bo a. serio, to by była płytka drama, b. jakakolwiek zmiana frontu z powodu zabujania się i syndromu “serce mi pika i klapa śmietnika” jest co najmniej głupie. Chociaż udawajmy, że wybory bohaterów mają cokolwiek wspólnego z moralnością.

Na seans Ostatniego Jedi idę w czwartek, będzie więc pewnie notka (spoilerowa) odnośnie samego filmu. Dowiecie się z niej z pewnością samych ważnych rzeczy, tj. czy Kylo nadal ma idealną fryzurę zaraz po wyjęciu z hełmu, w którym kisił się godzinami (pewnie ma), czy poprawili postać Rey oraz ile słodkich droidów wrzucili, aby sprzedać dużo zabawek.

W końcu, wiecie, to Disney.

Jak wspominałam – absolutnie przepiękne włosy.

Więcej Starłorsów? Polajkuj funpaga.

(Visited 1 730 times, 1 visits today)