O pastorze, który leczył wybielaczem

utworzone przez | Maj 6, 2020 | Nolifestyle | 4 Komentarze

Zadziwiające, jak wiele w ostatnich latach mówi się o spożywaniu środków do czyszczenia. Angielska Wikipedia ma nawet stronę zatytułowaną Consumption of Tide Pod, z której można się dowiedzieć, że owszem – heheszki w Internecie heheszkami, ale tak naprawdę zanotowano tylko kilkanaście przypadków słynnego Tide Pod Challege, który miał być podobno nowym hobby znudzonych nastolatków.

Także ostatnio temat, hm, alternatywnego zastosowania środków czyszczących wrócił dzięki geniuszowi Najdroższego Przywódcy, Gwiazdy Zarannej Ameryki Donaldowi Trumpowi, sugerującemu, że może by tak zatłuc tego koronawirusa wstrzykując sobie Domestos.

Jak widać, rządzą nami jednostki wybitne.

Aha, i jeszcze była ta sprawa z pastorem, który namówił 50 000 Ugandyjczyków do picia wybielacza.

MMS - początek

Cofnijmy się do roku 2006. Były scjentolog o nazwisku Jim Humble publikuje książkę o nazwie The Miracle Mineral Solution of the 21st Century. Jeśli  interesujesz się altmedem, to zdajesz sobie sprawę, że w dzieli się on na dwa wyraźne nurty. Pierwszy z nich reprezentuje podejście, które ja nazywam „goopizmem”, od nazwy firmy Gwyneth Paltrow, znanej z promowania tego rodzaju altmedu. Goopizm to mambo-dżambo puchate i oświecone, zawiera stosunkowo nieinwazyjne zabiegi jak przeróżne „ręce, które leczą”, palenie kadzideł czy przyklejanie na czoło karteczek naładowanych pozytywną energią. Czasem nieopatrznie wymsknie są im coś niebezpiecznego, jak wsadzanie kryształów do waginy, ogólnie jednak leczenie ma być miłe i estetyczne.

Druga odnoga altmedu uznaje, że im bardziej coś jest nieprzyjemne, bolesne i pospolicie popierdolone, tym lepiej. Tacy ludzie piją mocz, nakładają na skórę black salve, grzebią w kupie i dzielnie znoszą skutki swoich działań, twierdząc, że ból, biegunki i wymioty to symptom „oczyszczania organizmu”.

Jak pewnie się już domyśliliście, Humble był zwolennikiem pierdolca drugiego typu. Jego Miracle Mineral Solution (MMS) to prosty roztwór wodny chlorynu sodu, substancji wybielającej, używanej także do uzdatniania ścieków. Skuteczność tego środka została oczywiście potwierdzona, tj. Humble napisał w książce, że działa.

Co miało leczyć MMS? No cóż, wszystko. Od raka, poprzez AIDS, malarię, ptasią grypę, a kończąc na przeziębieniu i autyzmie. Substancja pobrylowała trochę w krajach zachodu, a różne instytucje na pytania o właściwości lecznicze MMS musiały wystosować odezwy, które można podsumować jako „Co? Nie, skąd ten pomysł?”. Obrót środkiem stał się utrudniony, ponieważ z jakiegoś sprzedawanie wybielacza opatrzonego obietnicą, że wyleczy on czerniaka babci  nie podobało się wielu osobom.

 

Przekręt ugandyjski

Wtedy jednak na scenę wkroczył pastor Robert Baldwin. Był to człowiek nie tylko bardzo bogobojny, ale też zainteresowany gałęzią sztuki określaną pogardliwie jako “filmy z żółtymi napisami”. Przeglądając Youtube’a, natknął się na eksperyment z 2012, w ramach którego Humble z kolegami pojechał do Ugandy celem sfałszowania akcji Czerwonego Krzyża. Humble był wtedy głową Kościoła Genesis II i zajmował się udzielaniem sakramentu z kwasu chlorowodorowego. Innymi słowy, pomyślał Baldwin, nie tylko ktoś, komu należy zaufać, ale za kim należy podążać!

Baldwin szybko uznał, że skoro w USA nie chcą MMS, w Europie nie chcą MMS, to wyjedzie tam, gdzie ludzie nie będą mogli przeczytać na Wikipedii o tym, że Miracle Mineral Solution może spowodować niewydolność nerek. Na przykład dlatego, że nie mają Internetu. Lub nie potrafią czytać.

Baldwin był cwany. Uganda jest krajem chrześcijańskim, co więcej, raczej w stylu, który podoba się alt-rightom z USA. I nic dziwnego, ponieważ różnego rodzaju zagraniczni lobbyści i sponsorzy traktują ten biedny kraj jako poletko do hodowania owieczek. Przykładowo, amerykański PEPFAR (President’s Emergency Plan for AIDS Relief) próbuje zapobiegać AIDS siłą wiary – głównie wiary w to, że kondomy to grzech. Nasz Robercik spostrzegł w Ugandzie okazję dla siebie. Był pastorem i był Amerykaninem, co dawało mu pewnego rodzaju autorytet. Co więcej, otwierało mu to furtkę do obejścia prawa. Gdyby próbował reklamować MMS jako lek, szybko znalazłby się pod ostrzałem lokalnych instytucji. Jeśli jednak przedstawi swój wybielacz jako cud od Boga…

Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.

Tak więc Baldwin wyszkolił lokalnych księży, aby odwalali robotę za niego. Dawał im beczkę wybielacza, mówił, że to dar boży i obiecywał, że ci najlepiej sprzedający cudowny trunek otrzymają od niego po Iphonie. Całkiem serio, Iphony za nakłonienie jak największej liczby ludzi do picia roztworu do uzdatniania ścieków. Oczywiście, MMS miało leczyć wszystko, a zwłaszcza AIDS oraz malarię, tak powszechne wśród ugandyjskich wiejskich owieczek.

Wybielający interes szybko przyciągnął naśladowców, między innymi Brytyjczyka Sama Little, który przyjechał „pomagać”, tj. faszerować jeszcze większą liczbę ludzi wybielaczem, cały ten cyrk nagrywać i wrzucać na Youtube’a.

Chciałabym napisać, że cała operacja zakończyła się gwałtownie i nie po myśli Baldwina, ale to nieprawda. Sam Little został w końcu aresztowany, ale sprawa z Baldwinem jak na razie stoi w miejscu. Można wręcz pomyśleć, że wszystko zakończyło się na ugandyjskim ministrze zdrowia piszącym na Twitterze „Ups, amerykańska gazeta szybciej się orientowała, że nasi obywatele są na masową skalę pojeni wybielaczem. Kurna, przypał”.

Nie chciałabym jednak, abyście traktowali tę historię powierzchownie. Nie jest to zwykła opowieść o altmedowym szaleństwie i filmach z żółtymi napisami. To, co zrobił Baldwin, jest przede wszystkim postkolonialnym symptomem traktowania krajów rozwijających się jako własnych folwarków, gdzie za stosunkowo niewielkie pieniądze można sprzedać ideologię, którą znacznie trudniej wcisnąć w krajach rozwiniętych. I nie twierdzę tu, że w Ugandzie ludzie są bardziej łatwowierni czy naiwni, ale brakuje tam kontroli, która chociaż symbolicznie wykopałaby cudowne wybielacze z obiegu. Jest XXI wiek, ale nadal traktujemy kraje rozwijające się jako własne strefy wpływów, jako dzicz, która nikogo nie obchodzi i w której wszystko wolno.

Historia Baldwina jest więc skróconą historią kolonializmu.

Prawdopodobnie ktoś zapyta – czy MMS ma leczyć koronawirusa? Ale już wiecie, że tak, oczywiście.

Depresyjne podsumowanie stycznia (o depresji – inaczej)

Depresyjne podsumowanie stycznia (o depresji – inaczej)

Uznałam, że będę więcej na blogu pisać o swoim życiu. Pan Doktór twierdził, że mam tendencję do nierealnego wręcz eskapizmu. Powiedział mi o tym, jak wytłuściłam mu całą koncepcję transhumanistycznego transferu jaźni i zagrzebania się w cyfrowej projekcji własnych...

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Calling Bullshit: Prawdziwy Mężczyzna nie pali e-papierosów

Istnieje takie pojęcie w naukach społecznych jak “toksyczna męskość”. Aby wytłumaczyć ten termin, wystarczy wyobrazić sobie, powiedzmy, typowego zdobywcy nagrody Darwina, który pod czujnymi oczami i zachętami kolegów wsadza śrubokręt w niewypał z drugiej wojny, z...

Nieśmieszna notka o depresji i pracy nad sobą

Nieśmieszna notka o depresji i pracy nad sobą

Jeśli tytuł nie był dostatecznym ostrzeżeniem, ta notka będzie bardzo nieśmieszna, traktuje bowiem a. o depresji, b. o mnie, a ja zasadniczo jestem osobą nieśmieszną (zgadza się z tym prawie każdy, kogo spotkałam poza internetem, także ten). Jednym z największych i...

4 komentarze

  1. Monime.pl - o mandze i anime

    Teoretycznie duża ilość spowoduje, że nie będzie aktywnego przypadku koronawirusa… ale to raczej żadne leczenie.

    Odpowiedz
  2. SzaroKolorowa

    Bardzo ciekawa historia

    Odpowiedz
  3. Izabela Pycio

    Niestety, głupota zawsze będzie królować w masie ludzi, przeraża mnie brak refleksji, wiara na słowo.

    Odpowiedz
  4. Karolina Kosek

    kiedyś bardzo lubiłam poznawać historię o takich kaznodziejach, ale kiedy zagłębiłam się w temacie doszła tylko do wniosku, ze ludzie są głupi

    Odpowiedz

Leave a Reply