Całkiem poważna analiza mangi traktującej o pojedynkach na penisy

utworzone przez | Lip 4, 2021 | Popkulturalnie, Recenzje | 0 komentarzy

8人の戦士” to świetny przykład tego, że niekiedy subtelność może grać jedynie na niekorzyść dzieła. Oryginalny tytuł japoński oznacza po prostu „8-miu Wojowników” i bardzo niewiele mówi o zawartości. Na zachodzie próbowano też stosować tytuł alternatywny „The Chronicles of Pulau”, który po polsku pewnie zostałby przetłumaczony jako „Zapiski z Pulau” – to z kolei kojarzy się absolutnie z niczym, bo Pulau to wymyślona wyspa, na której dzieje się akcja. W końcu ktoś jednak uznał, że Japonia Japonią, tu rządzi biały człowiek, co takich subtelności nie lubi! Manga więc wyszła pod tytułem „Dick Fight Island”, ponieważ – oczywiście – każdy chciałby przeczytać coś o nazwie „Wyspa Walk na Chuje”.

Tak więc od razu uściślę – tak, to jasne, że przeczytałam mangę „Wyspa Walk na Chuje”, gdy tylko miałam okazję.

Cała opowieść krąży wokół turnieju, na którym ma zostać wyłoniony nowy wódz wyspy Pulau. Osiem klanów wysyła więc swoich przedstawicieli, aby mogli wziąć udział w tym podniosłym wydarzeniu, zapewniając im sławę, chwałę i igrzyska.

Oczywiście, na Pulau nie żyją jacyś tam tubylcy wzorowani na rzeczywistych ludach wyspiarskich, chociaż można wyczuć pewne indonezyjskie wpływy. Autorka mangi już na samym początku informuję nas, że czas wyłączyć mózg i zacząć stosować porn logic. I mówię to bez złośliwości, bo osobiście uważam, że tropy z porno dzielą się na durne i szkodliwe. Trop durny nie pozostawia wątpliwości, że wszystko jest umowne i zdecydowanie nie na serio – no i „Wyspa Walk na Chuje” przepełniona jest właśnie takimi wątkami.

(Nasza manga ma już trzy strony, a ty jeszcze nie pokazałeś pośladków, wstydź się!)

No więc na Pulau mają specyficzne zwyczaje. Chodzenie z pośladkami na wierzchu jest bardzo ważne, chyba że jesteś kobietą – wtedy to nie. Kobiety zresztą w tej mandze występują jedynie na drugim planie i żeby nie było, że jakieś fuj, hetero, się odbywa w naszym yaoicu, przywódczyni jednego z klanów ma żonę.

Ale kończąc dygresję – „Wyspa Walk na Chuje” rozpoczyna się sceną powrotu głównego bohatera, Harta, na rodzinne ziemie. Hart studiował poza wyspą, w dziwnych miejscach, gdzie mężczyźni zakrywają pośladki. Zagranica okazuje się mieć jednak jakieś zalety – młody mężczyzna utrzymuje, że właśnie tam odkrył sposób na wygranie turnieju o puchar wodza.

Porozmawiajmy jednak o samej walce. Oczywiście, nie jest to żadne battle royale i nikt absolutnie nie ma zamiaru zabijać oponenta. O co więc może chodzić?

Tak właśnie o to. Pojedynek wygrywa ten z panów, który pierwszy doprowadzi przeciwnika do wytrysku. Jeśli spodziewaliście się czegoś innego, to znaczy, że nigdy nie czytaliście mang yaoi. Uczestnicy turnieju noszą też bardzo, hm, specyficzne stroje z wyjątkowo wydatną ochroną na penisa, która najwyraźniej wykazuje działanie antygrawitacyjne, bo u większości panów nie jest przytwierdzona w zasadzie do niczego.

Samo umundurowanie pojedynkowe jest zresztą absolutnie przepiękne, tylko popatrzcie.

Jedno trzeba przyznać – „Dick Fight Islandnie ma problemu z utrzymaniem odpowiedniego tonu. Jestem pewna, że stroje równie idiotyczne jak te pojawiły się nie raz w komiksach czy grach komputerowych, które absolutnie chciały być traktowane na serio i tylko jakaś wstawiona ni z tego ni z owego baba owinięta sznurkiem udającym bikini rujnowała imersję. Tutaj nie ma o tym mowy, bo historia nie ma zamiaru udawać, że aspiruje do czegoś więcej niż pulpowej erotyki z fabułą.

(Trzeba przyznać, że te ich pojedynki są zdecydowanie ciekawsze i wywołują lepsze komentarze niż jakikolwiek mecz piłki nożnej w historii ludzkości)

„Wyspa Walk na Chuje” jest zresztą komiksem zabawnym, w którym humor wynika przede wszystkim z tego, że bohaterowie biorą te pojedynki absolutnie na serio, uczą się do nich, wymyślają strategie, ćwiczą, no cuda wianki.

Inny dowcip polega na tym, że na Pulau nie znają seksu analnego, przynajmniej takiego męsko-męskiego. Jest to właśnie ta nieznana wiedza, którą przywiózł na wyspę Hart. Ten jakże durny punkt wyjścia jest zresztą wstępem do wielu wątków romansowych. Nie chodzi bowiem o zwykłe pokazanie bardzo dziwnych walk gladiatorów, panowie mają swoje cele, sympatie i antypatie. Zresztą, za samym Hartem podąża na Pulau jego dawny współlokator i tak, to właśnie on pokazał mu tajemne techniki z jakiegoś Gaytube’a. Każdy pojedynek naznaczony jest jakimś wątkiem osobistym – ktoś jest w związku z przeciwnikiem, komuś innemu podoba się aktualny wódz, jak na komiks skupiający się na erotyce wszystko jest zadziwiająco żywe i barwne. Każdy klan ma jakieś swoje lore, wyjaśnione w kilku krótkich scenkach, nie ma się więc wrażenia, że fabuła dzieje się w próżni.

„Wyspa Walk na Chuje”, oczywiście, obfituje w różnego rodzaju sceny erotyczne. Cała otoczka sprawia, że są one pokazane bardzo kreatywnie, a nie czarujmy się, ludzkość wyprodukowała nawet więcej komiksów z seksem męsko-męskim niż polskie uczelnie katolickie artykułów naukowych o papieżu. Dzięki pojedynkowej otoczce „Dick Fight Island” wyróżnia się spośród innych mang yaoi.

I tak dodam – bardzo dobrze, że erotyka staje się kreatywna. Nie musi przy tym aspirować do miana arcydzieła, problem w tym, że rysowanie/pisanie czegokolwiek bezwstydnie będącego fapmateriałem zazwyczaj wiąże się z przekreślaniem wszelkich oczekiwań dotyczących jakiejkolwiek innej treści. W związku z tym, na przykład, Japończycy produkują mnóstwo absolutnie miałkich komiksów i visual noveli erotycznych, albo kompletnie nie potrafią nadać spójnego tonu. Pojawia się więc dysonans, gdy dane dzieło przeskakuje z wątków, który powinniśmy brać na poważnie do scen seksu, które do niczego nie pasują. Tak jakby autorzy chcieli przekazać – masz tu tę historię, ale wrzucimy erotykę, która nie będzie do niej przystawać, bo inaczej nie weźmiesz fabuły na serio. Problem w tym, że właśnie takie zabiegi sprawiają, że czegoś nie tylko nie da się czytać poważnie, ale obiór całości został nieodwracalnie zepsuty.

„Dick Fight Island” nie próbuje udawać, że tworzy poważną historię, tworzy natomiast historię kompetentną w ramach narzuconych sobie ram. Tak więc z czystym sumieniem polecam do przeczytania, nawet na zasadzie pewnego kuriozum.


Tytuł: Dick Fight Island, Vol. 1 (1)

Autorka: Reibun Ike

Dane dotyczące publikacji: wydawnictwo SubLime, 2021, język angielski, 202 strony


Zajrzyjcie też na

Fikaton 2018, czyli siedem fanfików w cenie jednego

Fikaton 2018, czyli siedem fanfików w cenie jednego

Mam głupie wrażenie, że każda lista w stylu "Jak mieć popularnego i profesjonalnego blogaska" powinna zaczynać się od punktu zero, wyglądającego mniej więcej tak: 0. NIE WRZUCAJ NA NIEGO GAYFURRY FANFIKÓW ZE STARŁORSÓW, DO JASNEJ ANIELKI. Jednakże, powiedzmy sobie...

Kryzys, czyli jak nie podbiłam Galaktyki przed dwudziestkąpiątką

Kryzys, czyli jak nie podbiłam Galaktyki przed dwudziestkąpiątką

O straconych szansach i upływającym czasie W maju zeszłego roku skończyłam dwadzieścia pięć lat. Gdy to nastąpiło, nagle zaczęłam zauważać pewne rzeczy. Na przykład, że dzieciaki w liceum zaczynają do mnie mówić per “pani”. A przynajmniej mówiłyby, gdybym znała...

0 komentarzy

Leave a Reply